Sztuka to z dzieciakiem · Warmia Mazury

Obecnie w ruinie

I tylko Mikołaj idący krok w krok za mną rozdziawia te swoje oczy, jeśli tylko oczy można rozdziawiać. I ich lodowaty błękit tak mocno mnie przeszywa, że robi mi się nawet niezręcznie. Nie boi się, ale z wielkim niedowierzaniem i niezrozumieniem patrzy na swoją matkę, jakby chciał powiedzieć: mamo co ty do licha robisz? Tylko widocznie czuje, że to nieodpowiednie zdanie dla tak małego chłopca i nie przerywa milczenia. W ciszy przeciskamy się przez wysokie zarośla, czyli ja i dzieci, bowiem za Mikołajem idzie jeszcze jego młodsza siostra. Wyglądamy jak stado gęsi, zwłaszcza że czasem na wyciągniętej szyi wychyli się któraś blond główka, ale głównie giną cali w zieleni. Idziemy zobaczyć z bliska upadek piękna. Już tylko tego należy się spodziewać po pałacu w Słobitach. Może niezbyt trafna rozrywka dla maluchów więc jakoś staram się dodatkowo ich zachęcić barwną historią pałacu, poza tym nie mają nic przeciwko.

Teraz ja wybałuszam oczy z niedowierzania. Przed nami najwybitniejsza realizacja doby baroku na terenie Prus kruszy się w oczach. I ogarnia mnie takie uczucie jak przy jedzeniu malin czy agrestu. Początkowo zbierając owoce cały się pokujesz, ale myślisz – przecież warto, pokusa jest silna. Potem cieszysz się ich smakiem choć sama myśl o owocach była wyraźniejsza i przyjemniejsza niż one same. Więc stoimy przed pałacem, obchodzimy go wokół i okazuje się, że jest to widok daleki od tego jakim chcieliśmy go zobaczyć. Czar wspaniałości towarzyszący temu miejscu prysł. A jaki był niegdyś pałac? Przede wszystkim wielkim założeniem pałacowo-parkowym. Majątek należał do rodziny zu Dohna co już mówi samo za siebie. Achacy – syn Piotra przeniósł się z Morąga do Słobit gdzie wybudowano dla nich Nowy Dom. Jego syn Abraham po zdobyciu wyksztalcenia w kilku ośrodkach europejskich wznosi pierwszy pałac w Słobitach w latach 20. XVII wieku zatrudniając przy tym zagranicznych architektów. Stylistyka pałacu nawiazywala do architektury niderlandzkiej. Renesansowe szczyty, plan na kształt spłaszczonej litery H. Ale to co najpiękniejsze miało nadejść nieco później.

SAMSUNG DIGITAL CAMERAdwory-001

Dzisiejsza Warmia, Mazury to przede wszystkim zamki krzyżackie i biskupie, dawne kościoły ewangelickie, pałace i dwory z niegdyś rozbudowanymi założeniami parkowymi. Magiczne szpalery drzew, aleje i szlaki konne. Sprowadzani tu zagraniczni architekci dawali wyraz wielkiej klasy. Z analizy planów pałacowo – dworskich dawnych Prus Wschodnich można wyróżnić kilka typów założeń. Słobity, Drogosze, Gładysze należące do rodu zu Dohna jak i inne siedziby o wielkim obszarze zdradzają cechy charakterystyczne dla założeń rezydencjonalnych XVIII wieku. Pałac był usytuowany miedzy dziedzińcem a ogrodem przy czym kompleks gospodarczy daleko odsunięty od zespołu. Park i architektura parkowa była tworzona z zamysłem artystycznym. Przy założeniu posiadającym mniejszą ilość obszaru ale wciąż zdradzającym cechy dużych założeń reprezentacyjnych jest typ z dworem wewnątrz parku z wyłącznie którym był związany. Budynki gospodarcze pozostają wciąż oddalone. Jednak najliczniejszy typ założeń dla średniej wielkości obszaru to typ gdzie siedziba została ustawiona między parkiem a zabudowaniami gospodarczymi. Charakterystyczna dla tego układu jest elewacja frontowa zwrócona w kierunku podwórza gospodarczego oddzielona od niego tylko zielenią. Strefa gospodarcza jest tu silnie zaakcentowana. Rozległy park położony z drugiej strony, często związany był z wodą typu staw, rzeka. Zupełnie odrębnym typem są założenia położone nad jeziorem, których układ zależny był od topografii terenu. Co charakterystyczne dla tych założeń to park otaczający jezioro, a rezydencja usytuowana była na wzgórzu blisko wody z otwarciem widokowym w stronę jeziora.

rodzaje planów


Aleksander zu Dohna poświecił się w całości rozbudowie pałacu przekształcając go w reprezentacyjną rezydencje położoną między dziedzińcem i ogrodem. Pałac wkomponowany w rozlegle architektoniczno-krajobrazowe założenie obmyślił francuski architekt Jean Baptista Broebes. Jego projekt dodatkowo przedłużał istniejący pałac galeriami do których dostawiono prostopadłe skrzydła. Ogród w stylu francuskim roztaczał się po południowej stronie. Kamienny most nad prostokątnymi stawami ustawiono na osi fasady. Słobity należały do tzw. pałaców królewskich gdzie monarchowie zatrzymywali się w podroży oddając się odpoczynkowi i zabawie. Pałac posiadał salę balową a także wspaniałe kolekcje dzieł sztuki. W wyniku działań wojennych w 1945 pałac został spalony, obecnie w ruinie. Ostały się pomnikowe lipy sadzone w 1625 roku i resztki pokaźnej kolekcji,  w tym 4 obrazy i trzy cynowe posążki.

o gościach Słobit w tym Wojciechu Kossaku, pięknej Luizie można poczytać w artykule:

https://www.glospasleka.pl/artykuly/na-tropie-skarbow-ksiazat-zu-dohna-w-slo,a,16387.html

SAMSUNG DIGITAL CAMERASAMSUNG DIGITAL CAMERA

Pan, który wskazał nam drogę co  dokładnie oznacza dziurę w płocie i uprzejmie znalazł w zaroślach ślad po dawnej ścieżce, opowiadał że jeszcze jak był małym chłopcem to widać było założenia ogrodowe, stare alejki. – Ale już nic nie ma, rozebrali pozabierali. Jeszcze jak pałac stał, bo teraz to same cegły – opowiada dalej –  to mieszkała tu w Słobitach starsza pani i ona oprowadzała wszystkich. To przyjeżdżali tu do nas i się patrzyli. Teraz nie ma na co się patrzeć droga pani – zakończył. No to spóźniłam się o jakieś 70 lat. Rzeczywiście wielkie nic. Głucha cisza i pustka po kartuszu herbowym. Za fatygę wskazania drogi życzy sobie zapłaty, co okazuje się w dobie kart dla mnie zbyt wiele. Przetrzepuję portfel i torebkę, do licha żadnej gotówki? Wygrzebuję z kieszeni Mikołaja jakieś monety które miał odłożone na lody. Wręczam panu mniej niż równowartość czterech złotych zapewniając o mojej dozgonnej wdzięczności i życzę miłego dnia. Mikołaj tylko kręci oczami, nie wiem czy na myśl o potencjalnej stracie ulubionego deseru czy moich pokracznych formach wdzięczności i niskiej zapłacie. Potem mu powiem, że to było konieczne a lody z pewnością zjemy w Ornecie.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

 

Niedaleko znajduje się również zabytkowa stacja kolejowa Słobity, którą na szybko udało nam się wcześniej obejrzeć. Następnie kierujemy się w stronę Ornety zatrzymując w Gładyszach. Tam chcieliśmy zobaczyć pałac, ale akurat trwały przy nim prace remontowe otoczone wysokim płotem. Jedynie co udało nam się uwietrznić to tablice informacyjne i dzisiejszy dom mieszkalny z przeuroczą wieżyczką.

Pałac w Gładyszach także był siedzibą rodową rodziny zu Dohna, którą odziedziczył Christoph – brat Aleksandra. Początkowo będący tam dwór nie spełniał wymogów i właściciel pozostawał na stałe w Morągu. Okoliczności, które sprawiły że zmuszony był do zamieszkania Gładysz sprawiły, że do projektu przebudowy zatrudnił francuskiego architekta Jeana de Bodt. Co ciekawe pracował on przy realizacji Poczdamu. Ukończony pałac świecił przykładem baroku holenderskiego, wyróżniając się detalem architektonicznym i harmonijnym przenikaniem zabudowań z krajobrazem. Malowniczo otoczony sześcioma stawami był piękną rezydencją o wyjątkowej aurze. Następny właściciel Carl Florus zu Dohna zadbał o rokokową sztukaterie i poszerzył koncepcję ogrodu między innymi o chińską herbaciarnię. W okresie letnim w oranżerii chodowano drzewka cytrusowe i jadano posiłki. Robiono tu słynną marmoladę pomarańczową, która kusiła swym smakiem.

Pałac przetrwał wojnę. Zajął go ogień w 1986 roku, dziś w remoncie.

ORNETA: link do wpisu

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

 

*dawne zdjęcia pałaców i stacji pochodzą z portalu: https://polska.fotopolska.eu/

* informacje o pałacach z nieocenionej książki:

20190614_174127

 

 

Sztuk kilka

Jak odczytywać „hasiory” Władysława Hasiora i się nie przestraszyć? (part.1)

Studiując w Instytucje Historii Sztuki miałam do czynienia z wieloma pięknymi sztukami. Mam na myśli delikatne oblicza Pięknych Madonn, nastrojowe malarstwo Prerefaelitów czy czarujące wzory Secesji – padło jednak na Hasiora. Sztuka Hasiora towarzyszyła mi zawsze, nawet gdy nie zdawałam sobie do końca z tego sprawy. Dawno temu zaczytywałam się w wierszach S.Grochowiaka, absolutnie je kochałam i uczyłam się ich na pamięć by móc zawsze do nich powrócić. Ich odzwierciedlenie znalazłam w potocznie zwanych „hasiorach” czyli wszelkich dziełach stworzonych przez zakopiańskiego artystę. Jeden z wykładowców w momentach mojego zwątpienia w sens wszelkich starań uniwersyteckich, często opowiadał mi historię ze szkoły, gdy jako uczeń ze swoją klasą odwiedzili pracownię Hasiora, który kilkakrotnie podczas wizyty powtarzał, by nigdy w życiu niczego się nie bali. Jedno zdanie stało się złotym mottem mojego profesora, które wymawiane w kryzysowych momentach daje odwagę by choć spróbować, teraz sama je wykorzystuję. Same dzieła Hasiora mnie wciąż wzruszają i inspirują, nawet gdy w większości przypadków moja wrażliwość na sztukę została poddana wielkiej próbie i niestety przez ten kilkuletni proces kształcenia straciłam zdolność czystej radości patrzenia, bo każde spojrzenie na dzieło włącza wielką maszynę myśli i oceny. Hasior jednak mnie wzrusza, dostarcza mi wrażeń, daje mi szansę na bycie odkrywcą i wciąż zaskakuje. Niestety często na wystawach dzieł Władysława Hasiora, zresztą nie tylko na jego, pada stwierdzenie: i jak to powiesić nad kanapą? Po pierwsze zawsze nasuwa mi się myśl, że jak można obraz wieszać do siebie tyłem, przecież siedząc na kanapie się go nie widzi? Czy telewizor też wieszają by na niego nie patrzeć? A po drugie sztuka nie zawsze jest dekoracyjna i nie musi być „ładna” w ogólnym znaczeniu tego słowa. Sztuka ma wstrząsać, zachwycać, zasmucać, rozśmieszać, zwracać uwagę na coś i tak dalej. Jednym słowem ma w nas wzbudzać emocje i zachęcać do jakiejś postawy. Już się nauczyłam, że Hasior wzbudza najczęściej te negatywne. Moja babcia, której kilka lat temu przedstawiłam temat pracy magisterskiej zapytała się mnie z wielkim żalem: „Ale jak to o Hasiorze, o tym Hasiorze ?! czy nie było nikogo innego do wyboru?”. Oczywiście byli, wybór padł spontanicznie podczas wernisażu jego prac, gdy ukradkiem podsłuchiwałam rozmowy oglądających i uznałam, że tak być nie może. Miałam ogromny żal do świata, że tak wiele osób źle odczytuje tak dla mnie oczywiste symbole. Zwłaszcza na pierwszy odstrzał szły prace gdzie wykorzystane zostały motywy religijne które potraktowano jak bezczelną kpinę i atak w stronę wiary czy kościoła, a co więcej doszukiwano się zachowań bałwochwalczych. Moja praca więc była jednym wielkim zbiorem dzieł z udziałem wątków religijnych i rozpracowywaniem ich na części pierwsze oraz omawianiem wykorzystanych symboli. Każdy kto pisze taką pracę ma wielką wizję, że zostanie ona przeczyta przez większą ilość osób niż zacne grono pedagogiczne i równie strapione terminami serdeczne grono przyjaciół po fachu. Niestety.

Artysta bardzo wcześnie zaczął poszukiwać własnego stylu, odrzucając normy wyniesione z warszawskiej akademii. Przede wszystkim budował asamblaże z przedmiotów codziennego użytku, które w efekcie ulegały transformacji. Przemiana ta odnosiła się przede wszystkim do sfery znaczeniowej rekwizytu. Starał się komentować świat współczesny, zwracając uwagę na politykę, rolę religii i zachowania człowieka. Władysław Hasior do budowania asamblaży i form przestrzennych wykorzystywał proste przedmioty o wielkiej sile wyrazu. Rekwizyt w jego sztuce ma ogromne znaczenie. Jako sugestywny element daje możliwość szerszej wypowiedzi. Artysta zdawał sobie sprawę z bogactwa, jakim obdarzone są przedmioty codziennego użytku, i ich ekspresji plastycznej. Zdecydowana większość prac Hasiora przybiera antropomorficzne kształty i formy totemów. Postacie zrobione z drutu, folii, szkła to pełen symboli magiczny świat artysty. Skodyfikowane przedmioty często mają charakter religijny. Hasior obserwował u ludzi szacunek do przedmiotu, kult religijny oraz piękno narzędzi użytkowych, co dawało mu niewyczerpalne inspiracje. Barwność tradycji, zabobony, przy tym głęboka wiara społeczeństwa, a wszystko to osadzone w powojennym niedostatku i pamięci o terrorze charakteryzują epokę Hasiora. Stworzyło to absurdalną kompilację, o której poprzez swoje dzieła opowiada artysta. Sztuka Władysława Hasiora, która została doceniona w kraju i za granicą, w zasadzie pozostaje nieprzyporządkowana do żadnego konkretnego nurtu. Często zupełnie niesłuszne następuje zaszufladkowanie twórczości artysty do nurtu pop-art. Tymczasem genezy częściowo należy doszukiwać się w dadaizmie, który jednak poza przedmiotem gotowym (ready made) nie ujmuje w całości specyfiki działań Władysława Hasiora. Fatalistyczna postawa artysty widoczna jest w większości jego dzieł. Przede wszystkim twórca nawiązywał do prawiecznego tematu walki dobra ze złem. Motyw ten często był wykorzystywany przez artystów tworzących w duchu sztuki Kościoła Wschodniego, którego spuścizna artystyczna inspirowała Władysława Hasiora. Także traumatyczne wspomnienia z czasu wojny mają swoje kontinuum w jego twórczości. Dodatkowo nadbudowane religijną treścią odnoszą się do nadziei zbawienia dla wszystkich. Podstawowym środkiem ekspresji artysty jest trudny do zdefiniowania symbol. Pozwalało to jednak na dokładniejsze wyrażenie rzeczywistości ujęte przy pomocy znaków i gestów, które przywołują pewne pojęcia. Proces utrwalenia symboliki następuje, gdy dany znak staje się rozpoznawalny dla szerszej grupy. Zakopiański artysta wykorzystuje symbole religijne do pokazania pewnych zjawisk, niekoniecznie mieszczących się w granicach sacrum. Symbolika zawarta w twórczości Hasiora wymaga interpretacji, bowiem odnosi się do wydarzeń złożonych i abstrakcyjnych. Definicja przedmiotu-symbolu nie jest jednoznaczna, ale wielowątkowa, nierzadko trudna do określenia. W sztuce Hasiora wątki religijne łączą się z wątkami wojny czy erotyki, dając w efekcie nową jakość. W swojej twórczości artysta czerpał inspiracje ze sztuki prymitywnej, pełnej jarmarcznych, odpustowych „cudowności”, masek oraz totemów. W działaniach artystycznych Władysława Hasiora przeważała religijność ludowa, która nierzadko ma związek z obrzędami i kultem. Charakteryzuje się naiwnym i sensualnym stosunkiem do pojmowania świata. Hasior pragnął przezwyciężenia społecznych nawyków, co definiuje w pewnej mierze postawę surrealistyczną. Jego dzieła są na granicy snu, jawy i życia codziennego. Kompozycje artysty zbudowane zostały w oderwany od rzeczywistości sposób, połączone z grą symboli i folkloru. Dzieła mają ponadczasowy charakter, zwłaszcza te, w których mowa o ludziach, ich charakterach i postawach. Wyszukane tytuły prac dodają nastroju. Hasior celowo rezygnuje z realistycznych przedstawień, tworząc odpowiednie karykatury. Wybiera elementy, które można skategoryzować jako nowy realizm. Ukazanie przedmiotów, których sama forma już w pierwszym kontakcie silnie oddziałuje na odbiorcę stało się domeną artysty. Władysław Hasior zwracał przez to uwagę na postępujący problem widoczny w kierunku jaki obrało społeczeństwo, zwracając się w stronę konsumpcjonizmu i przemysłu.

To nagranie z programu „Sam na sam” zostało szerzej opisane przez Hannę Kirchner, która została podczas przerwy poinformowana od pań odbierających telefon, że zostało im nakazane przekazywanie wyłącznie połączeń o negatywnych wrażeniach słuchaczy, gdzie w większości były bardzo pozytywne i serdeczne. Hasior niejednokrotnie był krytykowany w Polsce poprzez władzę.

By obejrzeć prace Władysława Hasiora najlepiej udać się do Zakopanego!