Warmia Mazury

Nieudane podróże w czasie

Ta relacja z podróży miała zostać nieopisana, bo tak na prawdę niczego nie udało nam się zobaczyć. Poza błękitem nieba z kleksem czarnej chmary wron, futurystycznym wyglądzie pól z kanciastymi snopkami i miejsc, których już nie ma – nic w tej podróży nas nie zachwyciło. Dwory i pałace zwyczajnie zniknęły lub stały się niedostępne.

Znalazłam jednak dawne wspomnienia rodziny, która niegdyś zamieszkiwała tereny dawnych Prus Wschodnich i ich relację z podróży w te strony. Nasze wyprawy splotły się ze sobą na tym samym odcinku dróg, które często na mapie oznaczone są cieniutką linią umieszczoną między szpalerami drzew. Im, to znaczy „Wickeńczykom” wtedy też nie udało się zbyt wiele zobaczyć. Mimo wszystko relacja hrabiny Adelheid Grafin Eulenburg bazująca na pięknie opisanych wspomnieniach i trosce o los zabytków zainspirowała mnie do opisania naszej wyprawy. Będzie to opowieść o malarstwie Dudy-Gracza, Chopinie i syntezie sztuk. O miejscach których już nie ma i pałacach których nie zobaczysz albo po prostu o niczym.

Duda-Gracz-Chopin-Walc

„Latem 1989 roku pojechaliśmy do Prus Wschodnich, aby pokazać dzieciom i wnukom kraj, w którym ich przodkowie żyli i działali od początku XV wieku aż do ostatniej wojny. Dostępne dla nas jednak były tylko tereny polskie.”

Jest lato 2019 roku. Kolejny raz wybieram się obejrzeć dwory i pałace dawnych Prus Wschodnich. Jest ich tu tak wiele, że spokojnie celujemy palcem na mapie, który odwiedzimy tym razem. Wypadło na miejscowości przy samej granicy polsko – rosyjskiej. Chcemy zobaczyć tam przede wszystkim pałac w Judytach, zahaczając po drodze do innych miejsc. Gdy mijamy maleńki nieuczęszczany wiadukt z poniemieckim napisem wydaje mi się, że wjeżdżamy do końca lata. Niedzielna aura utrzymuje się nad pustymi, uporządkowanymi już polami. Nieocenionym urokiem Warmii i Mazur są pustkowia wydeptanych ścieżek prowadzących w nieznane. Ta trasa nadaję się bardziej na podróż rowerem, autem zbyt szybko umyka nastrój zostawia za sobą tumany kurzu. W tle leci polonez as-dur Chopina. Szybki rytm uderzania w klawisze doskonale współgra z wyboistą drogą. Chopin kojarzy mi się nieodłącznie z wierszem Wandy Chotomskiej i czasem dzieciństwa, gdy jako mała dziewczynka udawałam tancerkę a tata przygrywał mi na pianinie wciąż ten sam chopinowski walc. Jedna melodia, stabilny punkt odniesienia do bramy wspomnień. Furtka otwierająca labirynt pamięci, której kluczem jest zawsze ta sama nuta. Chopin to także Duda-Gracz i wystawa jego malarstwa przepełniona preludiami, mazurkami, nokturnami. Myślę o jego malarstwie i widzę jak za oknem z sierpniowego pola wyłania się ulotna postać stworzona z ogniskowego dymu i babiego lata. Widzę obraz utkany z melodii walca E-dur, cichego wiatru i żółtych kwiatów wrotyczu.

20190811_160706

„Nas, to znaczy „Wickeńczyków” ciągnęło bardzo nad granicę polsko – rosyjską. Mieliśmy nadzieję ujrzeć – choćby z oddali – tamtejszy pałac. Że Wicken (Klimovka) – położone w ściśle odgrodzonej rosyjskiej strefie nadgranicznej – jest niedostępne, oczywiście wiedzieliśmy, ruszyliśmy więc do Szczurkowa. Wokół nas nabrzmiewała cisza. Z rzadka było słychać szum traktorów na polach, gdzieniegdzie widniało kilka niskich domków, zniknął ceglany gotycki kościół. Wreszcie graniczny szlaban, ostrzegawcze napisy, strażnicze wieże. Nasi chłopcy przymierzali się do przeczołgania przez granicę, dopiero wujowi udało się mocą swego autorytetu odwieść ich od tego. Wszędzie las, zdziczała roślinność, zarośla.”

Jak zwykle w takich miejscach tak i tu w Szczurkowie szlaban przywitał nas niepokojem i obcością stref przygranicznych. Stoi tu raptem kilka domów, ich dachy obrosły w bocianie gniazda. Kobieta z maleńkim dzieckiem w wózku wyszła na spacer, zawróciła przy szlabanie i obeszła drugą stroną brukowanej drogi. Czy to nie dziwne tak mieszkać na pograniczu gdy umownym krańcem twojego życia jest metalowa linia, dwukolorowa poprzeczka? A co jeśli chciałoby się iść dalej i dalej? Niedzielna cisza wygrywana miłą etiudą prowadzi nas teraz do Ostrego Barda. Mamy w planie zobaczyć tam cerkiew i jej wyposażenie wykonane przez Jerzego Nowosielskiego. Droga wiedzie wzdłuż granicy usypanej piaskiem. Na miejscu nie udało nam się jednak zobaczyć ikonostasu, zamknięte. Nikt z mieszkańców nie wiedział jak nam pomóc. Msze odbywają się o poranku i jedyny egzemplarz kluczy posiada duchowny z Bartoszyc.

20190811_161153

„Dopiero w Ostrym Bardzie – jak później zdołaliśmy stwierdzić – zarośla się rozrzedzały. Spojrzenie przez lornetkę: tak, to stara aleja prowadząca do naszego pałacu (…) w styczniu 1945 roku uciekali tędy przed Rosjanami w stronę Zalewu ludzie z Wicken (…) Nikt w Ostrym Bardzie nie mógł nam powiedzieć , co się teraz tam dzieje. A pałac?”

Pałac w Judytach jako pierwszy okazał się niedostępny do zwiedzania a co więcej nawet spojrzeć na niego nie było szans. Własność prywatna, obiekt monitorowany ogrodzony wysokim murem – kolejny szlaban. Pani mieszkająca przy samym założeniu skwitowała, że nawet oni, mieszkańcy Judyt nie mają tam wstępu i nikt dawno pałacu nie widział. Szkoda ogromna, bo majątek ma ciekawą historię jak i architekturę. Należał niegdyś do rodziny Kunheim z której Georg Kunheim ożenił się z córką Marcina Lutra – Margarethą. Ślubna biel margaretek usłała im drogę do pałacu, którego miały strzec dwa posągi lwów. Kupiono je w 1889 roku w Paryżu na słynnej wystawie światowej, na którą specjalnie wybudowano wieżę Eiffla! Do majątku należały także pobliskie Liski, gdzie znajduje się stadnina koni. Mijamy ją po drodze, jednak jak wszystko inne także i ona pozostaje dla nas niedostępna do zwiedzania.

20190811_144616prosna20190811_145642

„Prosna – pełna ruchliwego życa, hodowla świń kuzynki Armgard, jej ślub, którego termin ustalono na czas po narodiznach źrebięcia by móc czterokonnym zaprzęgiem pojechać do kościoła. Nasze odwiedziny w przybudówce gdzie wśród ciemnych mebli mieszkała matka z Drogoszy. Siedziała godnie wyprostowana w taki sposób, którego dziś nikt pewnie nie chciałby ani nawet nie potrafiłby naśladować. Od jaśniejszych pokoi pałacu dochodził harmider wnuków (…)” 

Do Prosny zajechałam pełna nadziei. Nastawiałam się na to, że pałac będzie zaniedbany  – jednak nie sadziłam, że ujrzę aż taką ruinę, w końcu należy do osób prywatnych. Ród Eulenburg zarządzał majątkiem przez 450 lat. Przy pomocy miłych pań i ścieżki wiodącej przez ich ogródek zlokalizowaliśmy pozostałości po dawnym założeniu. Zostało nam jedynie minąć zarzęsiony staw, przedrzeć się przez wysokie trawy i jesteśmy na miejscu. Stojący tu niegdyś barokowy pałac był zaledwie preludium do nowego stylu. Po przebudowie majątek zdradzał cechy neogotyku angielskiego, swoją drogą niezwykle modnego w Niemczech. Spełniły się więc marzenia o romantycznym zamku zamieszkałego tam ministra skarbu i wojny – Gotfryda II. Pseudobaszta, formy neogotyckie w drewnianej stolarce okiennej, rozległy park ze starodrzewiem były niewątpliwie ujmujące. Pałac okrzyknięto najpiękniejszą budowlą neogotycką południowych Prus Wschodnich. Teraz zwiedzam zupełnie ogołocone mury, spaceruję po zarysie nieistniejących pomieszczeń i zbieram fragmenty biało-niebieskich kafli, które opadły ze ścian. Wszystko jest takie kruche.

PolonezB-durmłodzieńczy-ŻelazowaWolaWalcEs-durop.18-Słońsk

Podobno Chopin najszczęśliwszy był w Nohant w domu George Sand, nietuzinkowej i bliskiej mu kobiety. Mieszkał tam także jego przyjaciel, znany wszystkim Delacroix. Ta wiejska posiadłość we wspomnieniach malarza opisywana jest jako „dom tonący w zieleni”. Nie tylko w zieleni a także w melodiach wygrywanych na fortepianie jak i barwach z palety artysty. Romantyzm epoki zakorzenił poczucie aby celem sztuki było przenieść duszę w wrażenie. A co jeśli sztuka plastyczna i muzyczna nałożą się na siebie pogłębiając przeżycia? To synteza sztuk, która oznacza różne gatunki wyrażeń spajające się ze sobą by dać nowy twór, przejaw absolutu w postaci zmysłowej. Może więc to synteza sztuk sprawiła, że tak licznie powstawały kompozycje Chopina, uważając jego pobyt w Nohant za najpłodniejszy okres twórczości. Wdzięcznym zestrojeniem barw i instrumentów jest także cykl prac malarskich pt.: Chopinowi Duda-Gracz. Oddanie hołdu kompozytorowi zostało wyrażone w cyklu z lat 1999-2003. Obejmuje 313 dzieł obrazujących 295 utworów, które malarz tworzył z uwzględnieniem zapisanych wypowiedzi kompozytora na ich temat. Całuny tego cyklu symbolizują utwory zaginione.

tumblr_n9qv115nXZ1rktvico1_r1_1280

„Szybkość, z jaką Wicken obróciło się w ruinę, ukazały nam zdjęcia i opowiadania naszego przyjaciela. Wielu z byłych właścicieli wracało już po kilkakroć do swoich ojczystych stron. Z bólem obserwowali, jak szybko dwór czy pałac może ulec zniszczeniu.(…) byłoby wielką stratą, gdyby te siedziby, które częstokroć poświadczają o wielkich osiągnięciach architektury europejskiej i które kiedyś były centrami kultury i rolnictwa, nie zostało tchnięte nowe życie.

Nokturnem B-Flat szumi kolejne pustkowie. Nie udało nam się ujrzeć także ostatniego w tej podróży pałacu znajdującego się w miejscowości Masuny. Już sama tablica miejska wyglądała na dawno zapomnianą, można było się tego spodziewać. Długi czas szukaliśmy choćby śladu ścieżki. Zastąpiły ją cierniste krzewy i bujne pokrzywy. Za nimi wysoko ogrodzone ruiny, szczerbate ściany bez dachu. Jak pokraczne sylwetki duchów ukazał się pałac widmo. Nawet w połowie nie jest zachowany jak na zdjęciu poniżej. Zniknęły podwójne dębowe schody i sztukateria. Zniknęła ornamentalna fasada, dach i okna tego neobarokowego założenia.  Zniknął pałac.

Pałac_w_Masunach

Cykl prac Dudy-Gracza udało mi się obejrzeć w olsztyńskim BWA jak i w Zielonej Bramie w Gdańsku. Szczęściarzem jest ten, kto także trafił na tę wystawę. Jeśli jednak nie miałeś okazji to warto nadrobić zaległości! Każda praca z cyklu nosi tytuł utworu, który można posłuchać w domu. Będą to co prawda okrojone wrażenia ale z pewnością miło spędzicie czas podczas kwarantanny.

Ocalałe srebra z pałacu w Judytach można obejrzeć w Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie. Niezwykle urzekające jest biograficzne muzeum Fryderyka Chopina w Warszawie, zaplanujcie na nie więcej czasu, bo jest czego słuchać! Doskonałe!

O syntezie sztuk, przyjaźni Fryderyka Chopina z francuskim przedstawicielem romantyzmu Eugène Delacroix można poczytać w krótkim artykule Marii Poprzęckiej „Chopin i malarstwo”

prosna1

 

Zdjęcie pałacu w Masunach: M. Jackiewicz-Garniec, M. Garniec, Pałace i dwory dawnych Prus Wschodnich, Olsztyn 2001, s. 178.

ochrona · Warmia Mazury

Gdy sen zmorzy

Jest niewielkiej wielkości, ma zaledwie 185×100 mm blachy wyciętej w kształt pięciokątnej tarczy skierowanej ostrzem w dół. Sama tarcza herbowa składa się z błękitnego kwadratu, którego jeden z kątów tworzy ostrze. Nad nim równie błękitny trójkąt. Przestrzeń między nimi jest rozgraniczona po każdej stronie bielą. W górnej części napis: „ZABYTEK CHRONIONY PRAWEM”. Oto pałac w Drogoszach, jedyny zabytek na tym terenie z mauzoleum. Choć w sali balowej nie ma podłogi do tańca, kruszą się dekoracyjne plafony a w kominach wieje tylko wiatr to warto tu zajrzeć. Zapraszam do środka.

drogosze1-010drogosze1-008drogosze1-003drogosze1-001drogosze1-01344265658_486010458551740_2034689152447938560_n44263657_177389733186862_2828368541466492928_ndrogosze1-014drogosze1drogosze1-009

drogosze1-004drogosze1-00544400853_354797658602899_2216306543253520384_ndrogosze1-002

44306309_190860068497106_8706638482748997632_n

W neogotyckiej kaplicy kommemoratywnej spoczywają dawni właściciele majątku. Dziś po ich castrum doloris zostały puste ściany niezamieszkałego pałacu. Przeszywające zimno ciągnie od nieszczelnych okien. W sennej okolicy opuszczonych miasteczek zostali jako jedyni przedstawiciele stanu szlacheckiego. Ich naturalnej wielkości postacie wykonane w białym marmurze mają łagodne oblicza. Jak gdyby sen wieczny przyszedł  na chwilę czy przypadkiem choć trwa już setki lat. Spokojnie oczekujący zmartwychwstania błądzą po salach królestwa niebieskiego. Czasem przyśni im się niefortunny pojedynek czy wizyta zaprzyjaźnionego króla Prus.

W sztuce sepulkralnej epoki gotyku popularne były nagrobki w kształcie tumby wolno stojącej na której ukazywano zmarłego podczas snu co dodawało niezwykłej aury. W renesansie rozwinął się nagrobek przyścienny z czasem piętrowy, gdzie zmarli byli przedstawiani w półśnie jakby przysnęli nad lekturą czy poddali się chwilowym przywidzeniom. Często podparci na jednej ręce w tak zwanej pozie sansovinowskiej. Wyróżnia się także typ nagrobka z postacią klęczącą. Postacie zmarłych ukazywane były jako żywe, pogrążone w modlitwie i żalu. Jest to typ przedstawienia charakterystyczny dla czasów kontrreformacji w 1 poł. XVII wieku. Barokowe nagrobki natomiast zachwycały swym bogactwem barw, symboli i personifikacji po to by w epoce klasycyzmu znów przejść do surowszych form nawiązujących do czasów starożytnych. Ściany kaplicy pałacowej w Drogoszach zdobią dodatkowo epitafia rodziny czyli skromniejsze w swej formie sposoby upamiętniania osoby zmarłej.

44277268_2133729880276346_7323673809599332352_ndrogosze1-015drogosze1-018kaplicadrogosze1-011drogosze1-006.jpg

 

o pałacu w Drogoszach:

https://kierunekzwiedzania.blog/2018/09/28/dwory-i-palace-dawnych-prus-wschodnich-1-kurs-traktorzysty-i-chinska-porcelana/

 

SAMSUNG DIGITAL CAMERA
SAMSUNG DIGITAL CAMERA
Sztuka to z dzieciakiem · Warmia Mazury

Obecnie w ruinie

I tylko Mikołaj idący krok w krok za mną rozdziawia te swoje oczy, jeśli tylko oczy można rozdziawiać. I ich lodowaty błękit tak mocno mnie przeszywa, że robi mi się nawet niezręcznie. Nie boi się, ale z wielkim niedowierzaniem i niezrozumieniem patrzy na swoją matkę, jakby chciał powiedzieć: mamo co ty do licha robisz? Tylko widocznie czuje, że to nieodpowiednie zdanie dla tak małego chłopca i nie przerywa milczenia. W ciszy przeciskamy się przez wysokie zarośla, czyli ja i dzieci, bowiem za Mikołajem idzie jeszcze jego młodsza siostra. Wyglądamy jak stado gęsi, zwłaszcza że czasem na wyciągniętej szyi wychyli się któraś blond główka, ale głównie giną cali w zieleni. Idziemy zobaczyć z bliska upadek piękna. Już tylko tego należy się spodziewać po pałacu w Słobitach. Może niezbyt trafna rozrywka dla maluchów więc jakoś staram się dodatkowo ich zachęcić barwną historią pałacu, poza tym nie mają nic przeciwko.

Teraz ja wybałuszam oczy z niedowierzania. Przed nami najwybitniejsza realizacja doby baroku na terenie Prus kruszy się w oczach. I ogarnia mnie takie uczucie jak przy jedzeniu malin czy agrestu. Początkowo zbierając owoce cały się pokujesz, ale myślisz – przecież warto, pokusa jest silna. Potem cieszysz się ich smakiem choć sama myśl o owocach była wyraźniejsza i przyjemniejsza niż one same. Więc stoimy przed pałacem, obchodzimy go wokół i okazuje się, że jest to widok daleki od tego jakim chcieliśmy go zobaczyć. Czar wspaniałości towarzyszący temu miejscu prysł. A jaki był niegdyś pałac? Przede wszystkim wielkim założeniem pałacowo-parkowym. Majątek należał do rodziny zu Dohna co już mówi samo za siebie. Achacy – syn Piotra przeniósł się z Morąga do Słobit gdzie wybudowano dla nich Nowy Dom. Jego syn Abraham po zdobyciu wyksztalcenia w kilku ośrodkach europejskich wznosi pierwszy pałac w Słobitach w latach 20. XVII wieku zatrudniając przy tym zagranicznych architektów. Stylistyka pałacu nawiazywala do architektury niderlandzkiej. Renesansowe szczyty, plan na kształt spłaszczonej litery H. Ale to co najpiękniejsze miało nadejść nieco później.

SAMSUNG DIGITAL CAMERAdwory-001

Dzisiejsza Warmia, Mazury to przede wszystkim zamki krzyżackie i biskupie, dawne kościoły ewangelickie, pałace i dwory z niegdyś rozbudowanymi założeniami parkowymi. Magiczne szpalery drzew, aleje i szlaki konne. Sprowadzani tu zagraniczni architekci dawali wyraz wielkiej klasy. Z analizy planów pałacowo – dworskich dawnych Prus Wschodnich można wyróżnić kilka typów założeń. Słobity, Drogosze, Gładysze należące do rodu zu Dohna jak i inne siedziby o wielkim obszarze zdradzają cechy charakterystyczne dla założeń rezydencjonalnych XVIII wieku. Pałac był usytuowany miedzy dziedzińcem a ogrodem przy czym kompleks gospodarczy daleko odsunięty od zespołu. Park i architektura parkowa była tworzona z zamysłem artystycznym. Przy założeniu posiadającym mniejszą ilość obszaru ale wciąż zdradzającym cechy dużych założeń reprezentacyjnych jest typ z dworem wewnątrz parku z wyłącznie którym był związany. Budynki gospodarcze pozostają wciąż oddalone. Jednak najliczniejszy typ założeń dla średniej wielkości obszaru to typ gdzie siedziba została ustawiona między parkiem a zabudowaniami gospodarczymi. Charakterystyczna dla tego układu jest elewacja frontowa zwrócona w kierunku podwórza gospodarczego oddzielona od niego tylko zielenią. Strefa gospodarcza jest tu silnie zaakcentowana. Rozległy park położony z drugiej strony, często związany był z wodą typu staw, rzeka. Zupełnie odrębnym typem są założenia położone nad jeziorem, których układ zależny był od topografii terenu. Co charakterystyczne dla tych założeń to park otaczający jezioro, a rezydencja usytuowana była na wzgórzu blisko wody z otwarciem widokowym w stronę jeziora.

rodzaje planów


Aleksander zu Dohna poświecił się w całości rozbudowie pałacu przekształcając go w reprezentacyjną rezydencje położoną między dziedzińcem i ogrodem. Pałac wkomponowany w rozlegle architektoniczno-krajobrazowe założenie obmyślił francuski architekt Jean Baptista Broebes. Jego projekt dodatkowo przedłużał istniejący pałac galeriami do których dostawiono prostopadłe skrzydła. Ogród w stylu francuskim roztaczał się po południowej stronie. Kamienny most nad prostokątnymi stawami ustawiono na osi fasady. Słobity należały do tzw. pałaców królewskich gdzie monarchowie zatrzymywali się w podroży oddając się odpoczynkowi i zabawie. Pałac posiadał salę balową a także wspaniałe kolekcje dzieł sztuki. W wyniku działań wojennych w 1945 pałac został spalony, obecnie w ruinie. Ostały się pomnikowe lipy sadzone w 1625 roku i resztki pokaźnej kolekcji,  w tym 4 obrazy i trzy cynowe posążki.

o gościach Słobit w tym Wojciechu Kossaku, pięknej Luizie można poczytać w artykule:

https://www.glospasleka.pl/artykuly/na-tropie-skarbow-ksiazat-zu-dohna-w-slo,a,16387.html

SAMSUNG DIGITAL CAMERASAMSUNG DIGITAL CAMERA

Pan, który wskazał nam drogę co  dokładnie oznacza dziurę w płocie i uprzejmie znalazł w zaroślach ślad po dawnej ścieżce, opowiadał że jeszcze jak był małym chłopcem to widać było założenia ogrodowe, stare alejki. – Ale już nic nie ma, rozebrali pozabierali. Jeszcze jak pałac stał, bo teraz to same cegły – opowiada dalej –  to mieszkała tu w Słobitach starsza pani i ona oprowadzała wszystkich. To przyjeżdżali tu do nas i się patrzyli. Teraz nie ma na co się patrzeć droga pani – zakończył. No to spóźniłam się o jakieś 70 lat. Rzeczywiście wielkie nic. Głucha cisza i pustka po kartuszu herbowym. Za fatygę wskazania drogi życzy sobie zapłaty, co okazuje się w dobie kart dla mnie zbyt wiele. Przetrzepuję portfel i torebkę, do licha żadnej gotówki? Wygrzebuję z kieszeni Mikołaja jakieś monety które miał odłożone na lody. Wręczam panu mniej niż równowartość czterech złotych zapewniając o mojej dozgonnej wdzięczności i życzę miłego dnia. Mikołaj tylko kręci oczami, nie wiem czy na myśl o potencjalnej stracie ulubionego deseru czy moich pokracznych formach wdzięczności i niskiej zapłacie. Potem mu powiem, że to było konieczne a lody z pewnością zjemy w Ornecie.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

 

Niedaleko znajduje się również zabytkowa stacja kolejowa Słobity, którą na szybko udało nam się wcześniej obejrzeć. Następnie kierujemy się w stronę Ornety zatrzymując w Gładyszach. Tam chcieliśmy zobaczyć pałac, ale akurat trwały przy nim prace remontowe otoczone wysokim płotem. Jedynie co udało nam się uwietrznić to tablice informacyjne i dzisiejszy dom mieszkalny z przeuroczą wieżyczką.

Pałac w Gładyszach także był siedzibą rodową rodziny zu Dohna, którą odziedziczył Christoph – brat Aleksandra. Początkowo będący tam dwór nie spełniał wymogów i właściciel pozostawał na stałe w Morągu. Okoliczności, które sprawiły że zmuszony był do zamieszkania Gładysz sprawiły, że do projektu przebudowy zatrudnił francuskiego architekta Jeana de Bodt. Co ciekawe pracował on przy realizacji Poczdamu. Ukończony pałac świecił przykładem baroku holenderskiego, wyróżniając się detalem architektonicznym i harmonijnym przenikaniem zabudowań z krajobrazem. Malowniczo otoczony sześcioma stawami był piękną rezydencją o wyjątkowej aurze. Następny właściciel Carl Florus zu Dohna zadbał o rokokową sztukaterie i poszerzył koncepcję ogrodu między innymi o chińską herbaciarnię. W okresie letnim w oranżerii chodowano drzewka cytrusowe i jadano posiłki. Robiono tu słynną marmoladę pomarańczową, która kusiła swym smakiem.

Pałac przetrwał wojnę. Zajął go ogień w 1986 roku, dziś w remoncie.

ORNETA: link do wpisu

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

 

*dawne zdjęcia pałaców i stacji pochodzą z portalu: https://polska.fotopolska.eu/

* informacje o pałacach z nieocenionej książki:

20190614_174127

 

 

Na Szlaku · Warmia Mazury

Dwory i Pałace Dawnych Prus Wschodnich (1.): Kurs traktorzysty i chińska porcelana.

Malownicze drzewa u skraju drogi, w gęstej zieleni migoczące tafle jezior i ten ożywczy zapach. Jestem na Warmii i Mazurach, jestem w domu. Zamykam tylko okna gdy woń lasu zmienia się w zapach krowiego łajna. Nie umiem jeszcze poradzić sobie z walorami wsi, oto ja – mieszczuch na tygodniowych wczasach. Włączam ulubioną muzykę, śpiewam w głos za Janis Joplin i zatrzymuję się gdy zobaczę coś ciekawego. Deszcz wybija rytm na szybie i wchodzę w ten zapomniany skrawek ziemi. Świat jest wspaniały i mam dostatecznie dużo czasu na zabytki, nic nad komfort samotnych podróży! Auto podskakuje na wyboistych drogach, jadę w podskokach do babci. Łapię tym samym ostatnie dni lata i między rozmowami a babcinymi obiadami urządzam sobie wycieczki po dworach i pałacach dawnych Prus Wschodnich.

drogosze

Jadę przez Parys. Nazwa wsi pięknie mitologiczna. Zatrzymuję się przy kościele, tu wszystkie są do siebie z pozoru podobne. Wysokie mury o kamiennych cokołach z których wyrasta dumna wieża gotyku ceglanego. Kolor mokrego cynobru migocze na horyzoncie. Jasność bielonych tynków i skromna dekoracja architektoniczna na zewnątrz budowli pozwala odnaleźć spokój ducha. Mój najwdzięczniejszy obraz niedzielnych nabożeństw z dzieciństwa, gdy dostawałam pieniążek na tacę, a koleżanki czekały na mnie w odświętnych koszulach przed wejściem. Gdzie podziali się baronii i hrabiowie tutejszych miejsc? Junkier odzyskał wolność i przepadł, a w raz z nim bogactwo dawnych czasów. Obserwuję wieś niedzielnego popołudnia i nie widzę nikogo w wyjściowym stroju, które z pewnością czeka w szafie na ten jeden dzień w tygodniu. Mówiło się: to na niedzielę. Dziś widać niedziela jak każda inna środa czy sobota.  Wiatr zagania pod próg kościoła opadające liście i raczej nic się tu nie wydarzy, pora jechać dalej. W Drogoszach skręcam w lewo zaraz przed przejazdem kolejowym jak nakazała babcia i trafiam na kościół p.w. MB Ostrobramskiej. Spójrzcie na tę kaplicę, to postać dumnego właściciela majątku. Popiersie Bogusława Fryderyka Doenhoffa (in. Dönhoff, Donhoff) wyrzeźbione zostało ręką Johanna Heinricha Meissnera, którego w Gdańsku tak doskonale znamy. Wszystko się plecie i przeplata ciut jesieni, trochę lata.

drogosze1

Tu natomiast wszyscy znają pałac w Drogoszach, to jeden z największych na Mazurach. Babcia opowiadała mi jakim widziała go po wojnie. Sandra jaki był piękny! – mówiła. A później zrobili tam kurs traktorzysty to śmierdziało tylko. Kilka razy z dziadkiem w jakąś wolną niedzielę pojechaliśmy Syrenką obejrzeć pałace i to co zobaczyłam...- zadumała się babcia. –A niech ich piorun trzaśnie, taki piękny pałac zmarnować! A jednak coś z tymi piorunami jest na rzeczy. Korzystam z chwili ciszy i oddzwaniam do koleżankiSandra to Ty? Poznaję po głosie,  słuchaj w mój dom w Gdyni trafił piorun i teraz mamy awarię. Telefon też jakoś nie działa, ale mów – i mówię jej, że tu gdzie jestem,  w Drogoszach przez uderzenie pioruna spaliła się też część pierwszego dworu w końcu XVII wieku. Nie ma żartów, pogoda dalej nienajlepsza. Wszystko się plecie i przeplata nowy pałac, dobre lata.

drogosze1

Deszcz ucichł a ja korzystam z okazji, wychodzę z kryjówki i obchodzę pałac dookoła. Staję na wprost portyku jońskiego. Kolumny to 4 pory roku – życie toczyło się tu przez cały ten czas. Przez 12 miesięcy jak liczba kominków, by ogrzać mieszkańców w 52 pokojach na każdy tydzień z kalendarza. Woalką pajęczyn obrosło 365 okien i rok zatacza koło. Zmieniały się pory roku, gdy z 7 balkonów wróżono pogodę od poniedziałku do niedzieli. Pozmykane puste dziś wnętrza bardzo mnie ciekawią więc sprawdzam odruchowo klamkę, zamknięte. Posprawdzałam okna i szczeliny, dziś nie wejdę. Moje słowo na niedzielę: jeszcze tu wrócę. Pod ryzalitem od strony ogrodu z mokrych ścian w opłakanym stanie odeszła farba. Sama odchodzę bez pożegnania.

SAMSUNG DIGITAL CAMERASAMSUNG DIGITAL CAMERA

Zapłakano gdy podczas pojedynku zginął Stanisław Ernest herbu Dzik, a wraz  z nim zginęła męska linia potomków drogowskich Doenhoffów. Dziś jego postać – marmurowa rzeźba w pałacowym mauzoleum. Mówią, że wspierał króla Augusta II Mocnego z którym uciekła Marianna, jako jego metresa. Zawsze wiedziałam, że kobiety jawią się sprytem i wewnętrzną siłą. Majątek przypadł siostrze Stanisława – Angelice, która wspaniale rozbudowała rezydencję czyniąc z niej niezwykle modne i prężnie działające miejsce. Dziś jej postać – marmurowa rzeźba w pałacowym mauzoleum. Potem przyszła nowa dziedziczka – siostrzenica Angeliki, a w 1945 roku następni i wszystko się zmieniło. Rozgrabili pałac w Drogoszach. Ogołocono wnętrza z arrasów flamandzkich, waz chińskich i sreber z których spijał herbatkę sam  król. Wspaniałe historie ulatują w niepamięć wraz z sypiącym się tynkiem. Nie dasz rady wejść do tej samej rzeki – pisał Heraklit. Guber płynie a jego wspomnienia trafiają do Wielkiej Krainy Jezior. Może i kiedyś wszystko było jak z krainy wymarzonych snów. Dziś pałac stoi pusty. Karety odjechały, sobolowe futro przeżarły mole, daniele pouciekały, a bagnet rozszarpał króla Prus. Fryderyk Wilhelm IV był później reanimowany przez sprawnych konserwatorów zabytków. Kartusz herbowy Doenhoffów zupełnie zdziczał i przepadł. Na wjazd dla karet podjechał Ursus. Wszystko się plecie i przeplata, złoto opada zostaje strata.  

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Posłuchajcie historii o pałacu i samych Drogoszach, którą warto mieć podczas zwiedzania. Radio Olsztyn i program: „Niedziela odkrywców”:  https://ro.com.pl/113519/01113519

 O Drogoszach przypomniała mi wystawa w Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie, zobacz na:  http://muzeum.olsztyn.pl/1687-3392,fotografie-posiadanych-portretow-przedstawicieli-rodu-donhoffow-na-drogoszach-i-friedrichsteinie,18651.html

mapa i kaplica,dwozrec1 SAMSUNG DIGITAL CAMERA

***

Johann Heinrich Meissner działał także w  Gdańsku, jeśli chcesz obejrzeć jego działa to  udaj się na spacer po Starym Mieście i spoglądaj na przedproża. Płaskorzeźby znajdziesz przy ulicy Chlebnickiej, Piwnej i Długim Targu.

 

Sztuk kilka

Jak skała

Odsłaniając spod popiołu wulkanicznego Herkulanum i Pompeje nikt z pewnością nie przypuszczał, że to niezwykłe wydarzenie tak szybko odbije się na życiu Warszawy. Spod zastygłej lawy Wezywiusza wydobyto prawdziwy skarb – antyczne miasta, które odrodzone niczym feniks z popiołów ujrzały światło dzienne zachowując przy tym swój dawny kształt. Iskra, która ponownie rozbudziła ciekawość antykiem wkrótce zamieniła się w prawdziwą pasję do wszystkiego co klasyczne. Wraz z nową modą nastąpił szereg przemian ideologicznych. Nadeszła epoka doskonałości, oświecenia, człowieka – wypadało więc zmienić także sztukę, która stosowniej oddawałaby nowe poglądy. Nasza epoka klasycyzmu rozpoczyna się stylem Stanisława Augusta Poniatowskiego, a swój początek bierze w Łazienkach Królewskich. Ten niewykły mecenas, wizjoner, propagator na wstępie ożywił Warszawę, by pod koniec wszystko stracić.

zdjecia blog wawa-001

Wezuwiusz ma wiele imion i jeszcze więcej opowiedziano o nim historii. Jedna z nich tkliwie przedstawia wulkan jako zakochanego młodzieńca, któremu nie dane było związać się ze swą ukochaną. Zazdrośni bogowie przemienili jego piękną wybrankę w wyspę Capri, która do dziś zdumiewa swoją urodą. Młodzieniec jako Wezuwiusz osadzony został u stóp wyspy. Kochankowie choć są blisko siebie nie mogą być razem. Z tego powodu głęboka tęsknota i żal młodzieńca wstrząsa nim tak silnie, że z wnętrza wulkanu niekiedy dochodzą przeraźliwe odgłosy, trzęsienia, wybuchy.

DSC00871

Poznali się w Sankt Petersburgu, miała ciemne włosy i błękitne oczy przypominające włoskie niebo. On uchodził za najbardziej oczytanego, znającego się na kulturze dżentelmena owych czasów. Ona była nieszczęśliwą mężatką, on przyciągał do siebie zwłaszcza nieszczęścia. Połączyła ich szczera przyjaźń, wspólne pasje, ars amandi i dziecko. Z pewnością go kochała, jeszcze długo po jego wyjeździe pisywali do siebie czułe listy. Z czasem coś się zmieniło – jej zdanie, ich pozycja społeczna, obowiązki. Caryca z biegiem lat upodabniała się do architektury Sankt Petersburga, będąc co raz to bardziej chłodną, wyrozumowaną, wyważoną damą.

DSC00716

Król już wcześniej odbywał ożywcze, bardzo rosławione podróże zwane Grand Tour. Przede wszytskim istniało przekonanie, że sztuka ma szanse rozwijać się wyłącznie pod Auzońskim niebem – niebem włoskim, które jak panaceum daje natchnienie i wytchnienie. Niebo to ma bowiem szeroko znane właściwości twórcze. Do szeregu włoskich atrakcji należały ruiny antycznych budowli a także sam Wezuwiusz. Damy na wulkan wnoszono, aby kurz nie osiadał na ich atłasowych pantofelkach i białych pończoszkach. Szukały tam wrażeń i historii wzbudzający dreszczyk podniecających emocji. Wezuwiusz jest jednak w tym zcasie wyciszony, za to Warszawa oddycha pełną piersią stając się domem włoskich talentów i towarzyszek w alkowie króla.

DSC00695

Korona okazała się najlepszym afrodyzjakiem i już podczas koronacji, w dzień św. Katarzyny król Stanisław zrzuca polski strój, by wystąpić w stroju hiszpańskim – obcisłym, pastelowym. Wydawać by się mogło, że urodził się z srebrną łyżką w ustach, a życie w pałacu toczyło się w różowych barwach. Kobiety lgnęły do niego zabawiając swym towarzystwem. Przechadzały się łazienkowskim parkiem, śmiejąc odchylały głowy i mdlały wprost w ramiona króla. Zniakały ukradkiem w Pokoju Bachusa. Księżniczki, markizy, damy, śpiewaczki nietuzinkowe kobiety, zagraniczne, arystokratki, aktorki, artystki, stare, młode, każda opisana na licznych rachunkach królewskich. Urządzały schadzki w ogrodzie chińskim, och! którejś niechcący pantofelek wpadł do wody! Długongie, oczytane, stałe, porywcze i dorywcze, kobiety z najprzedniejszych rodów, pełne wdzięku, powabu i urody. W amfiteatrze wyginały łabędzie szyje, napajały się mitami, odkrywały sensualne opowieści. Wszystkie kochały tę mitologiczną siedzibę bogów. Król niczym sam Apollo wygrywał im pieśni przepojone słodyczą greckiej muzy Erato. Gra miłości i pozorów kryła się za drzwiami teatru Starej Pomarańczarni. Spektakl powoli dobiega końca. Król kończy scenę w roli rosyjskiej marionetki. Ugodzony kiedyś strzałą Amora teraz opuszcza tron z rozkazu ukochanej. Seramida Północy przekreśla raz na zawsze idyllę królewskiego życia, zabiera mu ostanią nadzieję. Raz, dwa, trzy – pstryk, gasną światła. Kurtyna opada, Polska znika na 123 lata. Ktoś z widowni krzyknął: Vivat król! Ars longa, vita brevis! Vivat król!

DSC00709

Polecam zwiedzanie Łazienek Królewskich, w tym wszystkich dostępnych pomieszczeń kompleksu z myślą o tym jak wyjątkowy panował wówczas styl, starając się zrozumieć ówczesną modę, króla i poczuć antycznego ducha. Surowość architektury z pewnością ogrzeją barwne historie z tamtych czasó. Poniżej książka Iwony Kienzler i audiobook – przewodnik, który od formalnej strony przybliży historię Łazienek i ich wyjątkowego wyglądu!

zdjecia blog wawa