Na Szlaku · Warmia Mazury

Dwory i Pałace Dawnych Prus Wschodnich (1.): Kurs traktorzysty i chińska porcelana.

Malownicze drzewa u skraju drogi, w gęstej zieleni migoczące tafle jezior i ten ożywczy zapach. Jestem na Warmii i Mazurach, jestem w domu. Zamykam tylko okna gdy woń lasu zmienia się w zapach krowiego łajna. Nie umiem jeszcze poradzić sobie z walorami wsi, oto ja – mieszczuch na tygodniowych wczasach. Włączam ulubioną muzykę, śpiewam w głos za Janis Joplin i zatrzymuję się gdy zobaczę coś ciekawego. Deszcz wybija rytm na szybie i wchodzę w ten zapomniany skrawek ziemi. Świat jest wspaniały i mam dostatecznie dużo czasu na zabytki, nic nad komfort samotnych podróży! Auto podskakuje na wyboistych drogach, jadę w podskokach do babci. Łapię tym samym ostatnie dni lata i między rozmowami a babcinymi obiadami urządzam sobie wycieczki po dworach i pałacach dawnych Prus Wschodnich.

drogosze

Jadę przez Parys. Nazwa wsi pięknie mitologiczna. Zatrzymuję się przy kościele, tu wszystkie są do siebie z pozoru podobne. Wysokie mury o kamiennych cokołach z których wyrasta dumna wieża gotyku ceglanego. Kolor mokrego cynobru migocze na horyzoncie. Jasność bielonych tynków i skromna dekoracja architektoniczna na zewnątrz budowli pozwala odnaleźć spokój ducha. Mój najwdzięczniejszy obraz niedzielnych nabożeństw z dzieciństwa, gdy dostawałam pieniążek na tacę, a koleżanki czekały na mnie w odświętnych koszulach przed wejściem. Gdzie podziali się baronii i hrabiowie tutejszych miejsc? Junkier odzyskał wolność i przepadł, a w raz z nim bogactwo dawnych czasów. Obserwuję wieś niedzielnego popołudnia i nie widzę nikogo w wyjściowym stroju, które z pewnością czeka w szafie na ten jeden dzień w tygodniu. Mówiło się: to na niedzielę. Dziś widać niedziela jak każda inna środa czy sobota.  Wiatr zagania pod próg kościoła opadające liście i raczej nic się tu nie wydarzy, pora jechać dalej. W Drogoszach skręcam w lewo zaraz przed przejazdem kolejowym jak nakazała babcia i trafiam na kościół p.w. MB Ostrobramskiej. Spójrzcie na tę kaplicę, to postać dumnego właściciela majątku. Popiersie Bogusława Fryderyka Doenhoffa (in. Dönhoff, Donhoff) wyrzeźbione zostało ręką Johanna Heinricha Meissnera, którego w Gdańsku tak doskonale znamy. Wszystko się plecie i przeplata ciut jesieni, trochę lata.

drogosze1

Tu natomiast wszyscy znają pałac w Drogoszach, to jeden z największych na Mazurach. Babcia opowiadała mi jakim widziała go po wojnie. Sandra jaki był piękny! – mówiła. A później zrobili tam kurs traktorzysty to śmierdziało tylko. Kilka razy z dziadkiem w jakąś wolną niedzielę pojechaliśmy Syrenką obejrzeć pałace i to co zobaczyłam...- zadumała się babcia. –A niech ich piorun trzaśnie, taki piękny pałac zmarnować! A jednak coś z tymi piorunami jest na rzeczy. Korzystam z chwili ciszy i oddzwaniam do koleżankiSandra to Ty? Poznaję po głosie,  słuchaj w mój dom w Gdyni trafił piorun i teraz mamy awarię. Telefon też jakoś nie działa, ale mów – i mówię jej, że tu gdzie jestem,  w Drogoszach przez uderzenie pioruna spaliła się też część pierwszego dworu w końcu XVII wieku. Nie ma żartów, pogoda dalej nienajlepsza. Wszystko się plecie i przeplata nowy pałac, dobre lata.

drogosze1

Deszcz ucichł a ja korzystam z okazji, wychodzę z kryjówki i obchodzę pałac dookoła. Staję na wprost portyku jońskiego. Kolumny to 4 pory roku – życie toczyło się tu przez cały ten czas. Przez 12 miesięcy jak liczba kominków, by ogrzać mieszkańców w 52 pokojach na każdy tydzień z kalendarza. Woalką pajęczyn obrosło 365 okien i rok zatacza koło. Zmieniały się pory roku, gdy z 7 balkonów wróżono pogodę od poniedziałku do niedzieli. Pozmykane puste dziś wnętrza bardzo mnie ciekawią więc sprawdzam odruchowo klamkę, zamknięte. Posprawdzałam okna i szczeliny, dziś nie wejdę. Moje słowo na niedzielę: jeszcze tu wrócę. Pod ryzalitem od strony ogrodu z mokrych ścian w opłakanym stanie odeszła farba. Sama odchodzę bez pożegnania.

SAMSUNG DIGITAL CAMERASAMSUNG DIGITAL CAMERA

Zapłakano gdy podczas pojedynku zginął Stanisław Ernest herbu Dzik, a wraz  z nim zginęła męska linia potomków drogowskich Doenhoffów. Dziś jego postać – marmurowa rzeźba w pałacowym mauzoleum. Mówią, że wspierał króla Augusta II Mocnego z którym uciekła Marianna, jako jego metresa. Zawsze wiedziałam, że kobiety jawią się sprytem i wewnętrzną siłą. Majątek przypadł siostrze Stanisława – Angelice, która wspaniale rozbudowała rezydencję czyniąc z niej niezwykle modne i prężnie działające miejsce. Dziś jej postać – marmurowa rzeźba w pałacowym mauzoleum. Potem przyszła nowa dziedziczka – siostrzenica Angeliki, a w 1945 roku następni i wszystko się zmieniło. Rozgrabili pałac w Drogoszach. Ogołocono wnętrza z arrasów flamandzkich, waz chińskich i sreber z których spijał herbatkę sam  król. Wspaniałe historie ulatują w niepamięć wraz z sypiącym się tynkiem. Nie dasz rady wejść do tej samej rzeki – pisał Heraklit. Guber płynie a jego wspomnienia trafiają do Wielkiej Krainy Jezior. Może i kiedyś wszystko było jak z krainy wymarzonych snów. Dziś pałac stoi pusty. Karety odjechały, sobolowe futro przeżarły mole, daniele pouciekały, a bagnet rozszarpał króla Prus. Fryderyk Wilhelm IV był później reanimowany przez sprawnych konserwatorów zabytków. Kartusz herbowy Doenhoffów zupełnie zdziczał i przepadł. Na wjazd dla karet podjechał Ursus. Wszystko się plecie i przeplata, złoto opada zostaje strata.  

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Posłuchajcie historii o pałacu i samych Drogoszach, którą warto mieć podczas zwiedzania. Radio Olsztyn i program: „Niedziela odkrywców”:  https://ro.com.pl/113519/01113519

 O Drogoszach przypomniała mi wystawa w Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie, zobacz na:  http://muzeum.olsztyn.pl/1687-3392,fotografie-posiadanych-portretow-przedstawicieli-rodu-donhoffow-na-drogoszach-i-friedrichsteinie,18651.html

mapa i kaplica,dwozrec1 SAMSUNG DIGITAL CAMERA

***

Johann Heinrich Meissner działał także w  Gdańsku, jeśli chcesz obejrzeć jego działa to  udaj się na spacer po Starym Mieście i spoglądaj na przedproża. Płaskorzeźby znajdziesz przy ulicy Chlebnickiej, Piwnej i Długim Targu.

 

Muzeum Otwarte · Sztuka to z dzieciakiem

Kolbuszowa

Kolor zielony ma nieskończenie wiele odcieni. Zielono mi w Kolbuszowej. Dojechaliśmy do Parku Etnograficznego Kultury Ludowej. Muzeum otwarte przywitało nas wiosennie i nad wyraz spokojnie. Ogromne rozmiary wiszących na horyzoncie chmur burzowych wcale nie pośpieszają nas ze zwiedzaniem. Zielono mi na skrawku ziemi Rzeszowiaków i Lasowiaków. Prąd ciepłego powietrza unosi się wysoko, rozszerza i ochładza. My chłodzimy się lodami w odcieniu bieli i limonki, bo robi się powoli duszno. Topią się stożki na patyku i maleńkie dziecięce dłonie masz całe w klejącej mazi. Uroczo oblizujesz paluszek po paluszku. Jak konwalie wyglądają kropelki roztopionych lodów na stole. Siedzimy w zabytkowej recepcji z kawiarnią. Przez okno obserwujemy jak idzie noc z deszczowych chmur, pora iść zwiedzać! Wszystko intensywnie pachnie nam soczystą zielenią. Obserwujemy jak ten młody las kołysze się na wietrze. Na Twojej popielatej koszuli pojawiają się pierwsze krople deszczu. Staw jest pełen rechotu żab i unoszącej się nad nim mgły. Chaty już pozamykane, zaglądamy więc przez okna. W chałupie z Wrzaw ma swoją wystawę zabawek nieżyjący już pan Stanisław Naroga. A w jej wnętrzu dawne formy charakterystyczne dla ośrodka z Brzózy Stadnickiej, elementy do tworzenia zabawek i własne nowe formy. W tej ciszy leśnej nie ma zwiedzających, Tylko ja i Ty. Spacerujemy z dziećmi od kapliczki do kapliczki, od paproci do paproci. Do dziś pamiętamy, że było nam w Kolbuszowej jakoś wyjątkowo pięknie, spokojnie i bardzo zielono.

kolbuszowa3kolbuszowa4kolbuszowa1

Musiało minąć trochę czasu jak zaczęto malować zabawki na zielono. Początkowo miały odcień buraczkowo-fioletowy jak zimowe rumieńce na twarzy Marcina Guzego. Wystrugał on raz głowę konia i od tego zaczął się cały korowód zabawek w Brzózie Stadnickiej. Gdy nadchodził okres zimowy i bieda z nudą chętnie zaglądały do okien, Marcin strugał dla wszystkich. Dołączali się do niego sąsiedzi. Uśpione pola nie wymagały opieki, a każdy grosz ze sprzedaży się przyda. Rzeszowiacy nie byli bogaci, nędznie szedł przemysł fabryczny więc w małych chałupach chałupniczo dorabiali chłopi czym się dało. Marcin Guzy koników nie malował, za to miały podstawki na kółkach. Dla starszych wyrabiał fajki zakończone przedstawieniem ludzkiej głowy. Głowę na karku mieli jego następcy, gdy podejrzeli wzory z fabryki zabawek w Leżajsku. Bracia Guzy wraz z siostrą Agnieszką malowali koniki i upiększali je dodatkowo charakterystycznymi czarnymi ciapkami. Wyróżniał ich zabawki także szafranowo – żółty odcień i prosty ornament kwiatowy. Kolekcja wzorów się powiększała. Wytwarzano rozmaitości: łóżeczka i kołyski, kurki dziobiące ziarenka i ptaszki klepotki z ruchomymi skrzydełkami. Popularne w Brzózie Stadnickiej były też pajace na sznurkach i kaczki. Szymon Guzy rzeźbił też duże koniki do karuzeli. Kręciło się w głowie od barw i różności. Wzorów i twórców zabawek przybywało. Założono spółdzielnie, która pozyskiwała od rzemieślników zabawki na sprzedaż. Szybko zakończył się jednak galop sukcesu. Gonitwa za zyskiem obniżyła znacznie jakość produktu i zabawki z Brzózy Stadnickiej poszły na strych. 

kolbuszowakolbuszowa-001

Niemniej jednak w Polsce w odróżnieniu do Zachodu nie istniał przepis cechowy dotyczący zabawkarstwa, co dało pole do rozwoju tej dziedziny. Największy targ zabawek odbywał się na krakowskim Emaus, gdzie w poniedziałek wielkanocny można było kupić barwne cudeńka. Wystawiano tam zabawki od najstarszych znanych form po współczesne autorskie projekty.

DSC08208

Głównym ośrodkiem produkcji stolarskiej na terenach południowo-wschodnich była właśnie Kolbuszowa. Stanowiła centrum ośrodka w którego skład wchodziły liczne wsie i miasteczka. Meble z Kolbuszowej charakteryzowały się prostą bryłą, intarsją geometryczną i roślinną.  Często ornamentyka mebli z Kolbuszowej wskazuje na związki ze sztuką ludową jak wykorzystanie motywu „gwiazdy”. Meble z Kolbuszowej słynęły głównie z integracji funkcji. Jeden mebel potrafił łączyć w sobie trzy rodzaje mebli siedemnastowiecznych: biurko, sekretarzyk, bieliźniarkę. Meble produkowane w Kolbuszowej w inwentarzach są wymieniane jako pierwsze, uznając je za najcenniejsze i piękne. Drugim największym ośrodkiem meblarskim był Gdańsk a wraz z nim jego słynne szafy gdańskie.

 

W niedalekiej odległości od Parku Etnograficznego Kultury Ludowej w Kolbuszowej jest muzeum otwarte w Markowej.

https://wordpress.com/post/kierunekzwiedzania.blog/906

20180808_13540920180808_135433

  • Tadeusz Seweryn „Polskie Zabawki Ludowe”
  • Tekst piosenki „Zielono mi” A. Osieckiej, polecamy wersję K. Nosowskiej czyli N/O Nosowska / Osiecka