Na Szlaku · ochrona · Warmia Mazury

Wdowy, mężatka i przyszła panna młoda

Zjechałam z trasy i podjechałam na tyły dworu żeby na niego popatrzeć. Wiosna dopiero się zaczynała, ktoś łapał pierwsze promienie słońca odpoczywając w ogrodzie. Wtedy obiecałam sobie, że tu wrócę ale już jako gość. Rok później nadarzyła się okazja. Pojawił się wolny pokój i to w piątek trzynastego! Czyżby dzień tak pechowy, że nikt go nie chciał? Nic jednak nie dzieje się przypadkiem, zwłaszcza gdy obchodzi się tego dnia piątą rocznicę ślubu! I tak staliśmy się gośćmi dworu w Dawidach więc marzyć zawsze warto.

20190914_112340

– Dzień dobry. Cisza. Poruszył się królik w klatce. Z kuchni dobiega jakiś szmer, ktoś się tam krząta. Majątek służył kiedyś jako dworek myśliwski, posiadał więc przestronne pomieszczenie do gotowania, oporządzania zwierzyny i wędzarnię. – Dzień dobry – powtarzam i zachodzę głębiej – mieliśmy na dziś rezerwację – mówię. – Ach tak, przepraszam – pani ociera łzy – już, już chwileczkę i zamiast chusteczki używa rękawa – właśnie kroiłam cebulę, jutro mamy tu wesele. Piękną datę wybrali – pomyślałam i uśmiechnęłam się w duchu. Pogoda jak na zamówienie a to przecież pomyślna wróżba. Słońce ciągnie się już ku zachodowi otaczając dwór ciepłym, jesiennym światłem. Obrysowuje kontury stylizowanych mebli a całe wnętrze nabiera przez to wyjątkowego charakteru. Z kuchni unosi się zapach weselnych potraw. Pora odpocząć od zgiełku i dać się ponieść pozytywnym emocjom. Oto dwór wdów, w tym ja – mężatka i przyszła wybranka. Zapowiada się ciekawie. Czy panna młoda ustawiła już ślubne buty na parapecie aby weszło do nich szczęście?

t43t320190914_113537

Pod nogami skrzypią drewniane schody gdy wchodzimy na piętro. Wszystko jest tu zrobione z drewna. Drewniane drzwi, okna, podłogi i meble. W końcu nasza piąta rocznica ślubu też jest drewniana. Dostajemy klucz do pokoju z widokiem na staw i z przestronną łazienką. Chcemy złapać ostatnie promienie słońca wiec nie tracąc czasu udajemy się na spacer malowniczymi wąwozami. Mijamy bogate drzewostany, buki liczące ponad dwieście lat. To dawni strażnicy dworu, pomniki przyrody. W powietrzu wyraźnie czuć jesień, ktoś pali wrześniowe ogniska. Czerwieni się głóg, pola opustoszały, usychają osty i ta cisza jak makiem zasiał. O czym teraz myśli przyszła panna młoda? Co będzie pamiętać z jutrzejszego dnia? Ja przecież pamiętam tak niewiele. Tyle dni już minęło, lat. Uschnął na dobre ślubny bukiet, zamknęłam z pamiątkami urocze ptaszki z korowaja, odłożyłam rusznik na szczęście.

36525336y220190913_182701do pary20190913_185705

Wiatr zwiewa z drzew pożółkłe liście. W spokoju tego miejsca, w zakamarkach sędziwego dworu jesteśmy jak zaczarowani, wszystko nas zachwyca. Z łatwością dobieramy piękne słowa w rozmowach i snujemy historie w salonie przy blasku kominka. W dworze poza nami nie ma innych gości więc za pozwoleniem zwiedzamy wszystkie pokoje. W którym z nich sypiał Wilhelm II z rodziną? Czy opowiadał swej babce, królowej Wiktorii o pobycie tutaj? Przedmioty i detale, wszystko dopracowane. Dopiero jutro dwór ożyje, zjadą się weselnicy jak kiedyś gdy organizowano tu ważne spotkania towarzyskie. Czytam na głos historię tego miejsca: w końcu XV wieku majątek należał do Achatiusa Borcka, a w 1705 roku wdowa po Jerzym Drzewickim sprzedała majątek rodzinie  Dohnów ze Słobit, którzy wznieśli tu dwór… W Dawidach, w  posiadłości o cechach baroku holenderskiego zamieszkiwały samotne kobiety i wdowy z uznanego rodu. Z tego powodu zaczęto dwór nazywać „dworem wdów”. Mam nadzieję, że to żadna mojra ale mimo to przezornie odkładam lekturę. Trzaska ogień w kominku, kolejny łyk wina. Skoro to dwór kobiet niezależnie od ich losu rozmawiały pewnie o miłości. Cisza na stawie, lekko szumi sitowie i głowa.

do pary-004do pary-00720190914_121537do pary-00820190914_120840fds20190913_185503

Szumiało też w miasteczku jak państwo jechali do Dawid. Na piknik i polowanie zbierało się liczne towarzystwo.  Droga ze Słobit wiodła przez piękny pagórkowaty krajobraz, a każdy kto ich widział kłaniał się z szacunkiem. Mężczyźni ściągali czapki czyniąc z nich powitalny gest. Początkowo ruszali do Mikołajek a stamtąd musieli galopem przejechać przez Górski Las, przez bagniska. Z Sęp gdzie droga była już lepsza docierało się prosto do dworku. Pod koniec XIX wieku podczas remontu, który zleconego wybitnemu mistrzowi, postawiono pokaźne piętro i dobudówkę przy wejściu wspartą na  czterech kolumnach. Dziś już jej nie ma. Z zachowanych wspomnień wynika, że na piętrze stał okrągły stół przykryty białym obrusem a do tego zastawiano go owocami i ciastem z kruszonką. Lepiły się dziecięce palce od słodkości, może do dziś ich zjawy zaglądają do łakoci gdy nikt ich nie nasłuchuje? Jutro zjawią się weselni goście i spróbują tortu na zapowiedź słodkiego życia nowożeńców.

do pary-005yutjdo pary-00120190914_12002453520190914_115653do pary-003fdffdfs

Zbudziło nas słońce o wiele łaskawsze od dźwięku budzika. Oświetliło różanecznik i ostatnie w nim kwiaty. Woda w kranie rozgrzewa się pomału. Jakiej pomady używały kobiety? Czy ich pudry pachniały olejkiem różanym? Romantyczna aura dworku wisi w powietrzu, sączymy herbatę kwiatową. Ostatnie spacery i lektura pod altaną z lip, nasłuchiwanie ptasich odgłosów. Ostatnie też śniadanie na zewnątrz w tym sezonie, pożegnanie lata. Panna młoda niedługo założy welon. Czy któraś z dawnych mieszkanek dworu brała też ślub we wrześniu? Gdzie się podziały ich bukiety ślubne z astrów, dalii i kalin? Co się wydarzyło, że tu zamieszkały? Cały ranek chodzą mi po głowie leniwe myśli o nich. O kobietach.  O pannach młodych, żonach i wdowach. Zajadam myśli obszernym ciastem z kremem i kajmakiem. W końcu to nasze pięć lat i jeden dzień a kolejna, szósta rocznica jest przecież cukrowa…

do pary-00920190914_12135920190914_10442820190914_112421

Wrześniowej Pannie Młodej w tym wyjątkowym dniu chciałam życzyć pięknych wspomnień, kolejnych rocznic ślubu i miłości w gestach, słowach i spojrzeniach.

*

Opuszczony dwór w Dawidach uratował od ruiny pan S. Matuszewicz z żoną wykupując go w 1976 roku i pozbywając się chociażby drzew z wnętrza dworu. Wysoki dach mansardowy kładł się do środka.  Dzisiejszy właściciel po gruntownym remoncie umiejętnie stworzył klimat dawnego dworu wcale nie korzystając przy tym z barokowej stylistyki. Na piętrze w korytarzu ustawiono warmińską skrzynię posagową, do której panny młodej należała?

*

o pałacu w Słobitach: https://wordpress.com/post/kierunekzwiedzania.blog/1291

do pary

 

Sztuka to z dzieciakiem · Warmia Mazury

Obecnie w ruinie

I tylko Mikołaj idący krok w krok za mną rozdziawia te swoje oczy, jeśli tylko oczy można rozdziawiać. I ich lodowaty błękit tak mocno mnie przeszywa, że robi mi się nawet niezręcznie. Nie boi się, ale z wielkim niedowierzaniem i niezrozumieniem patrzy na swoją matkę, jakby chciał powiedzieć: mamo co ty do licha robisz? Tylko widocznie czuje, że to nieodpowiednie zdanie dla tak małego chłopca i nie przerywa milczenia. W ciszy przeciskamy się przez wysokie zarośla, czyli ja i dzieci, bowiem za Mikołajem idzie jeszcze jego młodsza siostra. Wyglądamy jak stado gęsi, zwłaszcza że czasem na wyciągniętej szyi wychyli się któraś blond główka, ale głównie giną cali w zieleni. Idziemy zobaczyć z bliska upadek piękna. Już tylko tego należy się spodziewać po pałacu w Słobitach. Może niezbyt trafna rozrywka dla maluchów więc jakoś staram się dodatkowo ich zachęcić barwną historią pałacu, poza tym nie mają nic przeciwko.

Teraz ja wybałuszam oczy z niedowierzania. Przed nami najwybitniejsza realizacja doby baroku na terenie Prus kruszy się w oczach. I ogarnia mnie takie uczucie jak przy jedzeniu malin czy agrestu. Początkowo zbierając owoce cały się pokujesz, ale myślisz – przecież warto, pokusa jest silna. Potem cieszysz się ich smakiem choć sama myśl o owocach była wyraźniejsza i przyjemniejsza niż one same. Więc stoimy przed pałacem, obchodzimy go wokół i okazuje się, że jest to widok daleki od tego jakim chcieliśmy go zobaczyć. Czar wspaniałości towarzyszący temu miejscu prysł. A jaki był niegdyś pałac? Przede wszystkim wielkim założeniem pałacowo-parkowym. Majątek należał do rodziny zu Dohna co już mówi samo za siebie. Achacy – syn Piotra przeniósł się z Morąga do Słobit gdzie wybudowano dla nich Nowy Dom. Jego syn Abraham po zdobyciu wyksztalcenia w kilku ośrodkach europejskich wznosi pierwszy pałac w Słobitach w latach 20. XVII wieku zatrudniając przy tym zagranicznych architektów. Stylistyka pałacu nawiazywala do architektury niderlandzkiej. Renesansowe szczyty, plan na kształt spłaszczonej litery H. Ale to co najpiękniejsze miało nadejść nieco później.

SAMSUNG DIGITAL CAMERAdwory-001

Dzisiejsza Warmia, Mazury to przede wszystkim zamki krzyżackie i biskupie, dawne kościoły ewangelickie, pałace i dwory z niegdyś rozbudowanymi założeniami parkowymi. Magiczne szpalery drzew, aleje i szlaki konne. Sprowadzani tu zagraniczni architekci dawali wyraz wielkiej klasy. Z analizy planów pałacowo – dworskich dawnych Prus Wschodnich można wyróżnić kilka typów założeń. Słobity, Drogosze, Gładysze należące do rodu zu Dohna jak i inne siedziby o wielkim obszarze zdradzają cechy charakterystyczne dla założeń rezydencjonalnych XVIII wieku. Pałac był usytuowany miedzy dziedzińcem a ogrodem przy czym kompleks gospodarczy daleko odsunięty od zespołu. Park i architektura parkowa była tworzona z zamysłem artystycznym. Przy założeniu posiadającym mniejszą ilość obszaru ale wciąż zdradzającym cechy dużych założeń reprezentacyjnych jest typ z dworem wewnątrz parku z wyłącznie którym był związany. Budynki gospodarcze pozostają wciąż oddalone. Jednak najliczniejszy typ założeń dla średniej wielkości obszaru to typ gdzie siedziba została ustawiona między parkiem a zabudowaniami gospodarczymi. Charakterystyczna dla tego układu jest elewacja frontowa zwrócona w kierunku podwórza gospodarczego oddzielona od niego tylko zielenią. Strefa gospodarcza jest tu silnie zaakcentowana. Rozległy park położony z drugiej strony, często związany był z wodą typu staw, rzeka. Zupełnie odrębnym typem są założenia położone nad jeziorem, których układ zależny był od topografii terenu. Co charakterystyczne dla tych założeń to park otaczający jezioro, a rezydencja usytuowana była na wzgórzu blisko wody z otwarciem widokowym w stronę jeziora.

rodzaje planów


Aleksander zu Dohna poświecił się w całości rozbudowie pałacu przekształcając go w reprezentacyjną rezydencje położoną między dziedzińcem i ogrodem. Pałac wkomponowany w rozlegle architektoniczno-krajobrazowe założenie obmyślił francuski architekt Jean Baptista Broebes. Jego projekt dodatkowo przedłużał istniejący pałac galeriami do których dostawiono prostopadłe skrzydła. Ogród w stylu francuskim roztaczał się po południowej stronie. Kamienny most nad prostokątnymi stawami ustawiono na osi fasady. Słobity należały do tzw. pałaców królewskich gdzie monarchowie zatrzymywali się w podroży oddając się odpoczynkowi i zabawie. Pałac posiadał salę balową a także wspaniałe kolekcje dzieł sztuki. W wyniku działań wojennych w 1945 pałac został spalony, obecnie w ruinie. Ostały się pomnikowe lipy sadzone w 1625 roku i resztki pokaźnej kolekcji,  w tym 4 obrazy i trzy cynowe posążki.

o gościach Słobit w tym Wojciechu Kossaku, pięknej Luizie można poczytać w artykule:

https://www.glospasleka.pl/artykuly/na-tropie-skarbow-ksiazat-zu-dohna-w-slo,a,16387.html

SAMSUNG DIGITAL CAMERASAMSUNG DIGITAL CAMERA

Pan, który wskazał nam drogę co  dokładnie oznacza dziurę w płocie i uprzejmie znalazł w zaroślach ślad po dawnej ścieżce, opowiadał że jeszcze jak był małym chłopcem to widać było założenia ogrodowe, stare alejki. – Ale już nic nie ma, rozebrali pozabierali. Jeszcze jak pałac stał, bo teraz to same cegły – opowiada dalej –  to mieszkała tu w Słobitach starsza pani i ona oprowadzała wszystkich. To przyjeżdżali tu do nas i się patrzyli. Teraz nie ma na co się patrzeć droga pani – zakończył. No to spóźniłam się o jakieś 70 lat. Rzeczywiście wielkie nic. Głucha cisza i pustka po kartuszu herbowym. Za fatygę wskazania drogi życzy sobie zapłaty, co okazuje się w dobie kart dla mnie zbyt wiele. Przetrzepuję portfel i torebkę, do licha żadnej gotówki? Wygrzebuję z kieszeni Mikołaja jakieś monety które miał odłożone na lody. Wręczam panu mniej niż równowartość czterech złotych zapewniając o mojej dozgonnej wdzięczności i życzę miłego dnia. Mikołaj tylko kręci oczami, nie wiem czy na myśl o potencjalnej stracie ulubionego deseru czy moich pokracznych formach wdzięczności i niskiej zapłacie. Potem mu powiem, że to było konieczne a lody z pewnością zjemy w Ornecie.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

 

Niedaleko znajduje się również zabytkowa stacja kolejowa Słobity, którą na szybko udało nam się wcześniej obejrzeć. Następnie kierujemy się w stronę Ornety zatrzymując w Gładyszach. Tam chcieliśmy zobaczyć pałac, ale akurat trwały przy nim prace remontowe otoczone wysokim płotem. Jedynie co udało nam się uwietrznić to tablice informacyjne i dzisiejszy dom mieszkalny z przeuroczą wieżyczką.

Pałac w Gładyszach także był siedzibą rodową rodziny zu Dohna, którą odziedziczył Christoph – brat Aleksandra. Początkowo będący tam dwór nie spełniał wymogów i właściciel pozostawał na stałe w Morągu. Okoliczności, które sprawiły że zmuszony był do zamieszkania Gładysz sprawiły, że do projektu przebudowy zatrudnił francuskiego architekta Jeana de Bodt. Co ciekawe pracował on przy realizacji Poczdamu. Ukończony pałac świecił przykładem baroku holenderskiego, wyróżniając się detalem architektonicznym i harmonijnym przenikaniem zabudowań z krajobrazem. Malowniczo otoczony sześcioma stawami był piękną rezydencją o wyjątkowej aurze. Następny właściciel Carl Florus zu Dohna zadbał o rokokową sztukaterie i poszerzył koncepcję ogrodu między innymi o chińską herbaciarnię. W okresie letnim w oranżerii chodowano drzewka cytrusowe i jadano posiłki. Robiono tu słynną marmoladę pomarańczową, która kusiła swym smakiem.

Pałac przetrwał wojnę. Zajął go ogień w 1986 roku, dziś w remoncie.

ORNETA: link do wpisu

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

 

*dawne zdjęcia pałaców i stacji pochodzą z portalu: https://polska.fotopolska.eu/

* informacje o pałacach z nieocenionej książki:

20190614_174127

 

 

Sztuk kilka · UNESCO

Barok maltański

Złapaliśmy autobus do miejscowości Mellieha. Jest wczesny październik 2014, samo południe. Bryła kościoła wyłoniła się jako pierwsza. Kamienna architektura ma barwę żółtego ugru, jakby ktoś ulepił ją starannie podczas zabawy w piachu. Barok maltański w pełnej odsłonie jawi się przed nami. Stoję na wzgórzu miasteczka, ciepło dotyka mojej twarzy i rzeźbi błogość tego stanu. Nikogo nie ma, upał przegonił mieszkańców. Na niewielkim skrawku urwiska jest cmentarzyk z widokiem na turkusową zatokę – nasz cel dzisiejszej wyprawy. Jak dobrze tym, którzy spoczywają w tej ciszy. Jaszczurki chodzą po tablicach wygrzewając się leniwie w plamach słońca. Ta dziwna korelacja nikogo tu nie razi. Pamiętam obraz „Młodzieniec ukąszony przez jaszczurkę” – wymowny, erotyczny, o dwuznacznej treści. Biały kwiat we włosach zniewieściałego mężczyzny, zaskoczenie na jego twarzy, obnażone ramię i niespodziewane ukąszenie sugerować mogą tylko jedno…Miłość wisi w powietrzu. To nasz honeymoon. Jaszczurki pouciekały, ruszamy dalej.

ładne1ładne

Michelangelo Merisi da Caravaggio wyruszył w drogę szukać swego przeznaczenia. Szczęście niestety bywa zezowate i garbate o czym się wkrótce przekonał. Miał talent, wizję i w niedługim czasie znalazł wpływowych mecenasów. Popularności przysporzyły mu zamówienia na obrazy o tematyce religijnej. Tylko święci z obrazów Caravaggia nie zawsze byli w glorii i chwale. Mówi się, że aniołowie na swych rękach noszą pijanych. Aniołowie Caravaggia sami mają zmącone oczy i umysły. Błogosławieni o brudnych nogach i bezgrzeszne niewiasty z płócien, które można było spotkać wieczorami na ulicach Rzymu – oto jego realizm. Dzieła odrzucano lub kazano przemalować. Realizm przedstawień budził odrazę. Było jednak coś ponad to, coś co nie pozwalało odejść od jego dzieł – wibrujący światłocień docierający do ospałych oczu. Strach szczerze wypisany na twarzach postaci to psychologiczno – malarski majstersztyk. W brutalnych scenach biblijnych słychać krzyk, który utkwił gdzieś w przestrzeni obrazu. Okrzykami zachwytu witała Caravaggia co raz większa grupa zwolenników. To co wprowadza do świata sztuki jest nowoczesne i działa na wyobraźnię. Odchodzi od skostniałego manierystycznego malarstwa bez emocji na rzecz ekspresji. Caravaggio śmiało wykorzystuje technikę CHIAROSCURO, która jak on sam ma jasną i ciemną stronę. Taką technikę opisał już wcześniej Leonardo da Vinci na przykładzie jednego ze swych dzieł: „Madonna w grocie”, ale Caravaggio zdecydowanie ją pogłębia stawiając na mocne kontrasty.

ładne5ładne9

Schodzimy do kaplicy „Our Lady of Grotto” w niedalekiej okolicy kościoła i cmentarza. Ukryte wśród zarośli schody doprowadziły nas pod samą grotę, gdzie w chłodzie kaplicy słychać gorące słowa modlitwy. Za wiernymi ściany obwieszono listami, prośbami i darami wotywnymi. Dzisiejsze wota to kolorowe fotografie, koszulki z nadrukami,  dziecięce zabawki i listy. Łuna światła wpadająca przez świetlik w dachu ledwo oświetla grotę. Zapalone znicze dające nikłą łunę światła otaczają posąg Matki Boskiej z Dzieciątkiem. Z mroku wyłania się jasna figura – Caravaggio gdzieś tu jest… Zaczynamy naszą długą wędrówkę nad zatokę. Jawi się przed nami pejzaż wprost chrystusowy. Wysuszona roślinność, kamienne ścieżki i kaktusy. Wszystko co widzimy ma charakter wanitatywny. Im zachodzimy dalej, krajobraz staje się jakby bardziej martwy, suchy i cichy. Mamy ze sobą świeże, egzotyczne owoce. Kusi nas ich intensywny dojrzały zapach. Zamaczamy usta w miąższu, spijamy esencję a nasze palce robią się lepkie od soku. Malta smakuje słońcem. Gdy Caravaggio malował owoce przedstawiał je z ich niedoskonałościami. Były nadpleśniałe, obite i robaczywe a mimo to apetyczne i piękne. To motyw vanitas, który kryje w dojrzałości owoców  ich przemijanie i nieuchronność zbliżającej się śmierci – tylko czyjej? Jest jednak jeden obraz Caravaggia „Chłopiec z koszem owoców”, czy widzicie go? Owoce są idealne. Alegoria młodości i doskonałości współgra z ciałem młodego mężczyzny. Jego rozchylone wargi, odchylona do tyłu głowa i obnażone ramię są wabiąco zmysłowe. Wciąż jest upalnie, nasza skóra ma smak słonej wody. Podobno Mellieha oznacza „sól”. Widzimy jak woda zmazuje ślady naszych stóp z rozgrzanego piasku, pora nam wracać do Sliemy.

ładne-002ładneładne-001

Caravaggio zaczął być solą w oku dostojników kościoła, gdy podczas bójki uśmiercił młodego mężczyznę. Ranuccio Tomassoni zmarł w 1606 roku. Caravaggio ucieka wtenczas przed wyrokiem. Po jakimś czasie trafia do najbardziej wysuniętej na południe stolicy Europy. Schronienie dostaje w Vallettcie – w zakonie kawalerów maltańskich, gdzie uzyskuje tytuł rycerza zakonu jak i nadwornego malarza. Wiszące nad nim prawo nie zniechęciło go do malowania obrazów. Wciąż tworzy wielkoformatowe dzieła.

DSC00415ładne2

Ruszamy skuterem do Valletty! Jest cudownie! Trzymam go mocno, tuli nas ciepłe powietrze. Widzę klimatyczne uliczki, grę świateł na turkusowej tafli wody. Oto stolica Malty – muzeum pod otwartym niebem! Zwiedzamy ogrody, podziwiamy fort św. Elma, zachodzimy do niepozornej konkatedry św. Jana gdzie znajduje się jeden obrazów Caravaggia. Gdy malarz dostał schronienie na Malcie, był w sile możliwości twórczych. Doskonale zgłębił sposób oddawania różnic w natężeniu światła. Był mistrzem ukazywania na płótnie dramatyzmu, a na twarzach jego postaci malował się należny do sytuacji wyraz tragiczności. Jego obrazy były jak on sam – dosadne, malowane szybko z wieloma poprawkami i dzikie. Dobra passa nie trwała długo, Caravaggio nie pasował do wojskowej dyscypliny zakonu. Ekscentryczny charakter wziął górę nad samokontrolą  i Michelangelo pobił jednego z braci po czym został  wyrzucony ze wspólnoty. Decyzja wydalenia zapadła w konkatedrze pod jego własnym dziełem. Odchodzi, patrząc ostatni raz na „Ścięcie św. Jana Chrzciciela” i kończąc kolejny rozdział swojego burzliwego życia.

ładne-001ładne4Kończymy naszą maltańską wyprawę odwiedzając centralny region wyspy. Ciche miasto, cisza w katakumbach. W kawiarni jemy deser w kształcie kości z białą lukrową polewą. Cisza w opuszczonych rezydencjach i w ogrodach. Nie ma też Caravaggia. Gdy przyszło ułaskawienie złapał wiatr w żagle i popłynął do Rzymu. To była ostatnia droga w jego burzliwym życiu. Może jest gdzieś gdzie jaszczurki wygrzewają się na słońcu, a w dali widać turkusową zatokę. Podziwiamy wzburzone morze z klifu Dingli, grę świateł i cienia w Blue Grotto. Krawowczerwony cynober miesza się z miedzianą zielenią.

DSC00983

 

Valletta została wpisana na Światową listę UNESCO w 1980 roku