Muzeum Otwarte · Na Szlaku · Sztuka to z dzieciakiem · Uncategorized

Śledzie po kaszubsku i atomy

Byliście kiedyś w niewielkim muzeum otwartym w Nadolu? Ten maleńki skrawek oddziału Muzeum Ziemi Puckiej skrywa w sobie wiele tajemnic. Rozległe wody jeziora Żarnowieckiego kołyszą zacumowane łodzie a wrześniowa cisza podpowiada, że już po sezonie. Wytężcie jednak wzrok, tam po drugiej stronie jeziora była wieś. Wieś była i wsi nie ma, ot co. Mężczyźni spakowali rodzinny dobytek, kobiety powybierały co lepsze pościele z haftem kaszubskim i wszyscy jak jeden mąż opuścili jedno z najstarszych miejsc osadnictwa na Pomorzu. Rozpoczęła się w Kartoszynie budowa Elektrowni Jądrowej.

blogblog-001

 Wieś była – wsi nie ma, elektrowni zresztą też a ogromne jezioro stoi jak stało. Spokojny rytm szuwar trzcinowych można zauważyć już z zagrody rybackiej. Mieszkańcy wsi z trzciny jeziornej pletli sobie dach nad głową. Sama architektura domów szachulcowych ostro odcina się od jesiennego krajobrazu.  Powstawały z gliny i siana co czyniło je lekkimi tak, że nie zapadły się na podmokłym terenie. Słupy ustawiano w kratkę i malowano czarnym jak noc dziegciem. Przestrzeń między nimi tynkowano, pokrywano białą farbą i powstawała szachownica. Cudo, prawda? Nie mylcie jej z murem pruskim, który wypełniano cegłami.

20180919_153340

W ten sam sposób zrobiono chatę gburską, którą wykupiono od rodziny Rutzów. Drewniana figura Chrystusa Frasobliwego znajduje się przed jej wejściem. To typowe przedstawienie w polskiej kulturze ludowej powstało już w XIV wieku. Zamyślony Chrystus wspierający swą głowę na dłoni najczęściej przedstawiany jest w formie rzeźbiarskiej. Smutne oblicze niosące znaki męki pańskiej urozmaicano koroną cierniową, perizonium, czaszką Adama pod stopą lub berłem czy trzciną w dłoni. 

20180919_153634blog-003

Cichutko w skansenie w Nadolu. Jabłonka kłania się w pas od owocnego urodzaju, gołębnik wyścielił się puchem z piór. Pokryła się śnieżną pierzyną wystawa zabaw zimowych w stodole.  Opuszczone ule i piec chlebowy mówią, że toczyło się tu życie w spokoju i dostatku. Makatka przytacza przysłowia o dobroci i wdzięczności, a na haftowanej serwecie w żółto-niebieskie kwiaty zastawiano półmisek śledzi po kaszubsku. Przypłynęły ostatnim statkiem pasażerskim kończące się ciepłe dni września.

blogblog-002

*Oddział Muzeum Ziemi Puckiej im. Floriana Ceynowy: „Zagroda Gburska i Rybacka”

*Historia rodzin z Kartoszyna została pokazana w filmie „Ojcowizna” (I.Engler)

https://kierunekzwiedzania.blog/2017/07/10/lyzka-dziegciu-w-beczce-miodu/

Co łączy Gdańsk z tymi terenami? Opactwo jak  i jezioro to dawna własność cystersów z Oliwy. Wchodzą w skład trzech głównych kompleksów pocysterskich w ramach Pomorskiej Pętli Szlaku Cysterskiego. Szlak ten to część większego szlaku w Polsce. To jak, zwiedzamy?

20180919_154003

Sztuk kilka · Sztuka to z dzieciakiem · Uncategorized · UNESCO

W Krainie Jezior

Znacie to wyjątkowe uczucie, gdy powracając do obrazów z dzieciństwa zderzacie się wprost z lawiną miłych wspomnień, które łaskoczą was przyjemnie w okolicy serca? Ilustracje w książkach potęgują przeżycia dziecka i rozwijają wyobraźnię. Pierwsze obrazy najbardziej oddziaływują na psychikę rozwijającego się człowieka i pozostawiają ślad, który ciężko jest wyprzeć z pamięci. Świat pojmowany zmysłowo przez dziecko nie rozpatruje niczego w charakterze pojęciowym. Z tego powodu książeczki dla dzieci powinny być przede wszystkim do oglądania, a obrazek który się w nich znajduje powinien objaśniać tekst.

DSC00912

Tylko kiedy ten obraz staje się tak naprawdę ilustracją? Podczas czytania! Wcześniej jest obrazkiem jak każdy inny. Wygląd książki składa się z szaty zewnętrznej i wyglądu poszczególnych stronnic. Ich wygląd natomiast nie może być przypadkowy. Ilustracja powinna nie tylko korespondować z tekstem, ale być także odpowiednio dobrana do potrzeb dziecka i jego psychiki. Choć są to zazwyczaj grafiki uproszczone i przestylizowane, to rolą ilustratora jest aby starannie dopasować swoją twórczość do przeznaczenia utworu. Styl ilustracji można podzielić na trzy rodzaje. Są ilustracje o charakterze groteskowym – zabawne przedstawienia uwypuklające cechy śmieszne z natury. Przeciwstawnie do karykatury, która to uszczypliwie ośmiesza. Wyodrębniamy także ilustracje realistyczne, które skierować można już do starszych odbiorców, którzy przestają interesować się bajkami i orientują się co jest realne, a co dzieje się tylko w wyobraźni. I ostatni – chyba najwspanialszy ze wszystkich – rodzaj ilustracji bajkowych, w którym wygląd rzeczy czy istot poddaje nas iluzji. Dajemy się unieść emocjom i uwierzyć, że to co widzimy na obrazku jest prawdziwe. Cała magia bajek nie polega na tym, że są nieprawdziwe a  czarujące! Stąd też książki dla dzieci składają się z tekstu + obrazu i jest to nierozerwalna całość. Wykonywanie ilustracji należy do rodzaju sztuki plastycznej, polegającej na konkretyzowaniu tekstu, plastycznej wypowiedzi zgodnie z wielowarstwową budową artystyczną. Same ryciny są rodzajem sztuki użytkowej, stosowanej.

blog

Beatrix Potter angielska autorka ilustracji i powiastek dla dzieci nie miała sobie równych w tamtych czasach. Jej dążenie do twórczego spełnienia, siła i wizja połączone z niezwykłą wyobraźnią do dziś budzą zachwyt. Liryczna rzeczywistość jaką stworzyła w połączeniu ze strojną ilustracją przenosi czytelnika w świat w który każdy chce wierzyć. Czasy wiktoriańskie w których wyrastała zdecydowanie umniejszały rolę kobiety w społeczeństwie. Kobieta miała być piękna, blada, zaradna, pracowita, odpowiedzialna, mieć długie włosy – choć nie powinna rozpuszczać. Powinna mieć wszystko poza fantazją i pomysłem na siebie. Beatrix Potter ten pomysł jednak miała i całą sobą sprzeciwiała się konwenansom realizując uparcie swoje cele. Jako dziewczynka z bogatego domu nie miała zbyt wiele możliwości by cieszyć się wspólną zabawą z innymi dziećmi. Stworzyła więc bogaty świat wyobraźni do którego uciekała. Na podstawie własnych obserwacji zwierząt i przyrody szkoliła swój rysunek. Miała 36 lat gdy po raz pierwszy, po uporczywych staraniach opublikowano opowiastkę „Królik Piotruś”. Odrzucana przez wielu wydawców pierwszą książeczkę z czarno-białymi rysunkami wydrukowała sama i rozdała przyjaciołom. Frederick Warne, który jako pierwszy podjął się wydania historii o Piotrusiu Króliku w 1902 nigdy nie żałował tej decyzji, skończyło się bowiem pasmem sukcesów. W książce „Powiastki” wydawnictwa Wilga można znaleźć wszystkie historie napisane przez autorkę i podziwiać barwne jak i czarno-białe ilustracje z których część została wydana po śmierci Beatrix. Ilustratorka związana była z Krainą Jezior w której osiadła na stałe i gdzie jako mała dziewczynka spędzała wakacje. Cześć z jej bajkowych historii dzieje się właśnie tam.

blog4

Nie tylko Beatrix rozkochała się w niezwykłym krajobrazie północno-zachodniej Anglii. Malarz John Constable zmieniał malowanymi tam pejzażami bieg historii malarstwa. Zachwycony czarownym krajobrazem jako pierwszy wychodził ze sztalugą w plener i malował to co zdołał zaobserwować – odzwierciedlając przy tym prawdziwą paletę barw. Nieuchwytna w pracowni gra świateł, ściśle określona paleta barwna stały się dla malarza synonimem sztuczności. Pozbawione pretensjonalności i efekciarstwa malarstwo pejzażysty długo szokowało widownię i było zbyt śmiałe dla wyuczonych znawców. Urok Krainy Jezior był jednak dla malarza zbyt piękny, by rezygnować z niego dla zmyślonych scenerii. Potrzeba była tylko czasu…John Constable stał się członkiem Akademii. Po zdobyciu złotego medalu na paryskim Salonie za obraz „Wóz z sianem” stał się także inspiracją dla nowego pokolenia malarzy.

Wygląda na to, że jeśli chcesz obudzić w sobie natchnienie twórcze – wybierz się na wycieczkę do hrabstwa Kumbria, gdzie znajduje się niezwykła Kraina Jezior. Może uda Ci się dostrzec niegrzecznego Królika Piotrusia i innych bohaterów z opowiastek Beatrix Potter, które do dziś dopełniają świat dzieci na całym świecie.

 

  • „Ilustracja w książce dla dzieci i młodzieży” S.Szuman
  • W zeszłym roku – Like District w Wielkiej Brytanii zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO
Na Szlaku · Projekty · Sztuka to z dzieciakiem · Uncategorized

Mirabelkowe Żuławy i rower

Żuławy Wiślane nie są tak rozpowszechnione jak inne regiony Polski, jednak to tu właśnie sama przyroda potrafi zachwycać i uspokajać swymi malowniczymi widokami. Na rozciągającej się równinie, po sam horyzont rozścielają się żółte pola rzepakowe, niebieskie wstęgi wód pokryte zieloną rzęsą przecinają pola usiane makami a nad tym wszystkim pochylają się stare wierzby. Zapomniane ścieżki, szum zbóż i gdzieniegdzie opuszczone zabytki. Nęcą zapachy parwdziwego lata. Wdech, wydech, wdech – łapiesz świeże powietrze i wszystkie problemy zostawiasz za sobą. Żuławy Wiślane to tereny niegdyś zamieszkiwane przez Mennonitów, którzy pozostawili po sobie nietypową architektórę domów podcieniowych, kościoły o zawiłych historiach i wiatraki holenderskie. Dziś jedynie o żyjących tu niegdyś ludziach przypominają misternie dekorowane płyty nagrobne i kamienie. Zawsze gdy mam okazję być na Żuławach wracam pamięcią do cyklu książek, które chętnie czytałam w dzieciństwie (autorstwa K.Grahame`a i kontynuacja historii napisana przez W. Horwood`a) i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że wśród pochylonych wierzb istnieje przytulne mieszkanko Borsuka gdzie razem z Kretem piją herbatkę z porcelanowej filiżanki na brzegu jednej z rzek. Szczur wody zabawia ich rozmową, by potem w zadumie przyglądać się światu…

11880663_1018746148169786_7212264684205430785_n11888010_1018746004836467_7245738071831334139_n

W 2015 roku postanowiliścmy objechać część Żuław rowerem i zobaczyć domy podcieniowe, których niestety z każdym rokiem ubywa. Była to pierwsza wyprawa rowerowa wówczas półtora rocznego Mikołajka, dlatego tym milej ją wspominamy. Czas wycieczki przypadł na połowę sierpnia i wszystko mówiło o tym, że lato już się kończy. Dojrzałe mirabelki pachniały słodyczą owoców i słońcem wypełaniając wonią całą przestrzeń wokół. Od ich ilości i ciężaru uginały się gałęzie, opadłe żółte śliwki przyciągały bzyczące pszczoły. To było samo złoto lata. Pod koniec wyprawy nazbieraliśmy pełen kosz śliwek mirabelek i zabraliśmy na kolację do domu.

11828680_1018746334836434_3057248756429466099_n11200573_1018746804836387_6656676560332339571_n

Trasa obejmowała około 30 km i rozpoczynała się w Koszwałach gdzie dojechaliśmy z rowerami samochodem. Nie sugerowaliśmy się Szlakiem Mennonitów, choć w pewnym momencie nasza trasa pokryła się ze ścieżką rowerową.

Bez tytułu

1. Koszwały – zabytkowy dom podcieniowy, zespół dworsko-parkowy – dom  przy ul. Gdańskiej 27, płyty w lapidarium kościoła, sam kościół

2. Miłocin – pierwszy mirabelkowy odcinek, piaszczysta droga, zabytki warte zobaczenia w tym – dom mieszkalny z podcieniem, pozostałości cmentarza mennonickuego, dworek

3. Cedry Wielkie – gotycki kościół zabytkowy, budynki mieszkalne i ciekawa mała architektura miejska

4. Trutnowy – dawna wieś krzyżacka, dom podcieniowy murowano-szachulcowy z 1720 roku a w nim lokalne muzeum, inne zabytki w tym głównie architektura.

5. Grabiny – Zameczek – czas naszego pikniku, ruiny zamku krzyżackiego, obecnie dom mieszkalny z filialną kaplicą. W miejscowości uwagę przyciąga 700-letni dąb.

6. Wróblewo – niewielki zabytkowy kościół malowniczo ustawiony nad samą rzeką.

7. Wocławy – kościół zabytkowy, ruiny kościoła poewangelickiego

8. Koniec trasy rowerowej, powrót do Koszwał

9. Wracając do Gdańska zajechaliśmy po drodze do miejscowości Weselno, cmentarz mennonicki.

Warto zajrzeć do Cyganka gdzie sami mile rozpoczęliśmy weekend piknikiem. Można tam dojechać także Żuławską Koleją Dojazdową, która od lata będzie kursowała codziennie. W Cyganku znajduje się dom podcieniowy oraz zabytkowa cerkiew pod wezwaniem św. Mikołaja o zawiłych losach dotyczących właścicieli przybytku. Wewnątrz cerkwi zostały jeszcze pozostałości po dawnym kościele jak np. organy czy malowidło sufitowe. Na uwagę zasługują kamienie nagrobne z wyrytymi gmerkami rozłożone przy wschodniej ścianie budynku. Jest to wyjątkowe, gdyż Mennonici stosowali głównie płyty nagrobne w formie steli, nie kamienie. Tego rodzaju głazy jako sztukę sepulkralną można obejrzeć także na Cmentarzu Jedenastu Wsi.  Dziś Żuławy zwiedzamy z dwójką dzieci planując kolejną trasę rowerem, by odkryć magiczne zakątki. Opracowanie trasy rowerowej, która wygodnie powinna się zakończyć w miejscu gdzie ją rozpoczynaliśmy jest dość trudne ze względu na specyficzny teren Żuław, który w więszości jest nieprzejezdny. Siatka kanałów wodnych odcina możliwość swobodnego dojazdu do niektórych wsi i nierzadko trzeba nadrabiać drogi jadąc dookoła. Udało nam się jednak opracować kolejną trasę na którą można zabrać dzieci. Wynosi ona około 40 km, zajmuje ponad 2 godziny jazdy i jest osadzona na płaskim terenie:

Ostaszewo – Jeziernik – Stawiec – Lubieszewo Mleczarnia – Lubieszewo – Brzózki – okolice Nowego Stawu – Palczewo (przez Lasowice Wlk.) – Nowa Cerkiew – Ostaszewo

Na tej trasie zobaczyć można: 7 zabytkowych kościołów, 8 domów podcieniowych, 2 cmentarze mennonickie, 1 wiatrak

nowa trasa

 

DSC08606

 

 

 

 

Sztuk kilka · Uncategorized

20 milionów za Krzyk

Aukcje dzieł sztuki są tajemnicze i ekscytujące. W pewien sposób przewrotne, nasiane falsyfikatami przed którymi ustrzeżą się prawdziwi eksperci w tym temacie. Aukcje są też luksusowe, nawet wtedy gdy licytowany jest „Świniopas„. Przeglądając katalogi domów aukcyjnych zauważymy zasadę: minimum tekstu, maksimum informacji.

Zapoznanie się z tzw. systemem ośmiopunktowym daje możliwość wstępnego zaznajomienia się z jakiego rodzaju dziełem mamy do czynienia. Punkt pierwszy jest najbardziej pożądany, informacje w nim zawarte są pewne. Z każdą liczbą porządkową tego systemu wartość przypisywanego dzieła spada, ze względu na proweniencje.

  1. IMIĘ I NAZWISKO – jeśli pojawia się imię i nazwisko artysty w katalogu jest to najwyższa wartość sprzedawanego dzieła. Mamy pewność, że jest to informacja prawdziwa i potwierdzona przez dom aukcyjny.
  2. ATRYBUT – oznacza to, że obraz jest przypisywany danemu artyście, został on przez niego namalowany. To rozróżnienia ma niewiele niższą wartość niż poprzedni.
  3. WARSZTAT, STUDIO – obraz został namalowany w pracowni artysty ( np. Rembrandta) ale sam artysta nie musiał mieć czynnego udziału w tworzeniu dzieła. Tej kategorii nie nazywamy „szkołą”.
  4. KRĄG – obraz namalowany przez artystę o nieznanym imieniu i nazwisku. Jest związany z danym warsztatem, ale twórca nie był członkiem bezpośrednim pracowni. Dla wyjaśnienia – artysta mógł podpatrywać dzieła np. Rembrandta. W Polskich katalogach często jest ta kategoria nadużywana.
  5. STYL / NAŚLADOWCA – jest to oznaczenie dzieł malarza, który tworzył w stylu innego mistrza (np. Rembrandta). Dany artysta mógł żyć w czasach aktualnych ale i niewiele później.
  6. W MANIERZE – jest to dzieło wykonane w stylu np. Rembrandta, ale znacznie później około 100 – 150 lat. Nie są jednak falsyfikatem, a powstały w ramach historycyzmu.
  7. SZKOŁA – znajdziemy tu takie informacje jak szkoła, data, kraj pochodzenia. Do tej kategorii najłatwiej jest dopasować wszelkie dzieła. Kategoria nierzadko wykorzystywana przez oszustów.
  8. WEDŁUG – kopia określonego dzieła (np. wg Rembrandta), nie może być to kopia dzieła nienznaego. Pomimo, że jest to ostatni punkt w hierarhii nierzadko jest to cenne dzieło, zwłaszcza wtedy gdy kopia dotyczy zaginionego czy zniszczonego obrazu.

Cenę dzieła określa nie tylko jego wartość historyczno-sztuczna ale także udział danego dzieła na aukcjach. Ważne jest to gdzie np.obraz został wystawiony, jakie domy aukcyjne prowadziły sprzedaż. Do największych i konkurujących ze sobą domów aukcyjnych należą Christie`s i Sotheby `s

Dla ciekawych tematu polecam G.Mayera (International Auction Records) gdzie znajdziemy historię  sprzedaży dzieł. Rozszyfrowanie jej może wydawać się początkowo trudne, jednak szybko można nabrać wprawy. Książki szczególnie polecane osobom lubiącym REKORDY 🙂

(mini instruktarz: spis wg nazwisk do których przypisane są numery / data, rok i miesiąc / dom aukcyjny / miejsce sprzedaży / cena)

Zagadki i historie oszustw znajdziemy w książce: „Kolekcja Porczyńskich – genialne oszustwo?”. Pamiętajmy, że wszelkie kolekcje to wspomnienia, czyjeś życie, marzenia. Film „W.E.” opowiada o tym wszystkim…

Uncategorized

Czas opróżnić szuflady

Pomysł by zacząć pisać bloga pojawił się już dawno. W sumie nie mam nic nadzwyczajnego światu do powiedzenia, ale może ktoś zechce poczytać o sztuce do filiżanki kawy. Z pewnością każdemu dobrze to zrobi. Tak oto pomysł ten miał swoje dwa źródła. Zacznę od drugiego, a jednocześnie tego skutecznego, a mianowicie bałagan w papierach. Karteluszki z pomysłami, zapiski o sztuce a wszystkie ładnie zwane notatkami zajmowały zbyt wiele miejsca. Fakt były wszystkie pięknie poukładane epokami, stylami, podzielone na kategorie z podkategoriami i zdawał się być ten podział przyjemny i logiczny. Niestety od ich ułożenia miejsca nie przybyło. Powodem pierwszym o którym warto wspomnieć był profesor, który w czasach studiów zachęcał mnie do rozpoczęcia pisania bloga. Nie było to dlatego, iż uważał że mam znakomite wyczucie literacko-artystyczne choć pewnie bardziej to drugie, ale w ramach pracy nad panującym chaosem moich wypowiedzi i prac pisemnych. Zresztą nie tylko mnie zaszczycił tą uwagą. Z góry chyba zakładał, że (nie tak w końcu) stara szkoła języka polskiego była o niebo lepsza. Pewnie miał racje. Naszej uczelnianej koleżance zasugerował, że jej przecinki to prawdziwa dyskoteka. Jeśli będzie kiedyś czytała tego bloga, z pewnością ruszy ją wyrzut sumienia, że nigdy nic z tym nie zrobiła, a powinna chociaż zacząć pisać pamiętnik – kolejna z propozycji. Sama uważam, że odręczne zwierzenia Pamiętnikowi (występuje z dużej litery jak imię przyjaciela) to strata czasu. Jest milion innych, doskonale mi znanych i przyjemniejszych pochłaniaczy wolnego czasu, ale praca nad sobą, jakakolwiek, niby zawsze skutkuje. Kolejną wadą pisania pamiętnika jest opuchnięty palec od długopisu i koślawe pismo, które od pięknej kaligrafii z każdą linijką zmienia się w nieczytelne hieroglify. Druga i też w końcu istotna wada to okropnie nudny tekst. Gdyby tak każdy miał wspaniałe podróże, życie godne scenariusza filmowego byłoby prościej. Niestety kanapka z dżemem na śniadanie i odcinek serialu na kolacje to nic pożądanego. Zawsze można opisać szalone czasy młodości i zdradzić pikantne tajemnice sprzed wieków. Niestety sprowadza się to bardziej do mdłości niż młodości, bo czasy te z reguły były zakrapiane dużą ilością alkoholu.

Ten blog będzie o sztuce i zachęcaniu do niej naszych dzieciaków. O moich własnych i naszych rodzinnych projektach nie tylko zabytkowo-podróżniczych. O ochronie zabytków i dobrej praktyce w tej dziedzinie. O Gdańsku i też o brakującym komentarzu do „koniecznie zobacz” z przewodników turystycznych. O tym dlaczego warto się czemuś przyjrzeć i jak się do tego pozytywnie nastawić. I niech się stanie – to będzie mój art pamiętnik.