Na Szlaku · ochrona · Warmia Mazury

Wdowy, mężatka i przyszła panna młoda

Zjechałam z trasy i podjechałam na tyły dworu żeby na niego popatrzeć. Wiosna dopiero się zaczynała, ktoś łapał pierwsze promienie słońca odpoczywając w ogrodzie. Wtedy obiecałam sobie, że tu wrócę ale już jako gość. Rok później nadarzyła się okazja. Pojawił się wolny pokój i to w piątek trzynastego! Czyżby dzień tak pechowy, że nikt go nie chciał? Nic jednak nie dzieje się przypadkiem, zwłaszcza gdy obchodzi się tego dnia piątą rocznicę ślubu! I tak staliśmy się gośćmi dworu w Dawidach więc marzyć zawsze warto.

20190914_112340

– Dzień dobry. Cisza. Poruszył się królik w klatce. Z kuchni dobiega jakiś szmer, ktoś się tam krząta. Majątek służył kiedyś jako dworek myśliwski, posiadał więc przestronne pomieszczenie do gotowania, oporządzania zwierzyny i wędzarnię. – Dzień dobry – powtarzam i zachodzę głębiej – mieliśmy na dziś rezerwację – mówię. – Ach tak, przepraszam – pani ociera łzy – już, już chwileczkę i zamiast chusteczki używa rękawa – właśnie kroiłam cebulę, jutro mamy tu wesele. Piękną datę wybrali – pomyślałam i uśmiechnęłam się w duchu. Pogoda jak na zamówienie a to przecież pomyślna wróżba. Słońce ciągnie się już ku zachodowi otaczając dwór ciepłym, jesiennym światłem. Obrysowuje kontury stylizowanych mebli a całe wnętrze nabiera przez to wyjątkowego charakteru. Z kuchni unosi się zapach weselnych potraw. Pora odpocząć od zgiełku i dać się ponieść pozytywnym emocjom. Oto dwór wdów, w tym ja – mężatka i przyszła wybranka. Zapowiada się ciekawie. Czy panna młoda ustawiła już ślubne buty na parapecie aby weszło do nich szczęście?

t43t320190914_113537

Pod nogami skrzypią drewniane schody gdy wchodzimy na piętro. Wszystko jest tu zrobione z drewna. Drewniane drzwi, okna, podłogi i meble. W końcu nasza piąta rocznica ślubu też jest drewniana. Dostajemy klucz do pokoju z widokiem na staw i z przestronną łazienką. Chcemy złapać ostatnie promienie słońca wiec nie tracąc czasu udajemy się na spacer malowniczymi wąwozami. Mijamy bogate drzewostany, buki liczące ponad dwieście lat. To dawni strażnicy dworu, pomniki przyrody. W powietrzu wyraźnie czuć jesień, ktoś pali wrześniowe ogniska. Czerwieni się głóg, pola opustoszały, usychają osty i ta cisza jak makiem zasiał. O czym teraz myśli przyszła panna młoda? Co będzie pamiętać z jutrzejszego dnia? Ja przecież pamiętam tak niewiele. Tyle dni już minęło, lat. Uschnął na dobre ślubny bukiet, zamknęłam z pamiątkami urocze ptaszki z korowaja, odłożyłam rusznik na szczęście.

36525336y220190913_182701do pary20190913_185705

Wiatr zwiewa z drzew pożółkłe liście. W spokoju tego miejsca, w zakamarkach sędziwego dworu jesteśmy jak zaczarowani, wszystko nas zachwyca. Z łatwością dobieramy piękne słowa w rozmowach i snujemy historie w salonie przy blasku kominka. W dworze poza nami nie ma innych gości więc za pozwoleniem zwiedzamy wszystkie pokoje. W którym z nich sypiał Wilhelm II z rodziną? Czy opowiadał swej babce, królowej Wiktorii o pobycie tutaj? Przedmioty i detale, wszystko dopracowane. Dopiero jutro dwór ożyje, zjadą się weselnicy jak kiedyś gdy organizowano tu ważne spotkania towarzyskie. Czytam na głos historię tego miejsca: w końcu XV wieku majątek należał do Achatiusa Borcka, a w 1705 roku wdowa po Jerzym Drzewickim sprzedała majątek rodzinie  Dohnów ze Słobit, którzy wznieśli tu dwór… W Dawidach, w  posiadłości o cechach baroku holenderskiego zamieszkiwały samotne kobiety i wdowy z uznanego rodu. Z tego powodu zaczęto dwór nazywać „dworem wdów”. Mam nadzieję, że to żadna mojra ale mimo to przezornie odkładam lekturę. Trzaska ogień w kominku, kolejny łyk wina. Skoro to dwór kobiet niezależnie od ich losu rozmawiały pewnie o miłości. Cisza na stawie, lekko szumi sitowie i głowa.

do pary-004do pary-00720190914_121537do pary-00820190914_120840fds20190913_185503

Szumiało też w miasteczku jak państwo jechali do Dawid. Na piknik i polowanie zbierało się liczne towarzystwo.  Droga ze Słobit wiodła przez piękny pagórkowaty krajobraz, a każdy kto ich widział kłaniał się z szacunkiem. Mężczyźni ściągali czapki czyniąc z nich powitalny gest. Początkowo ruszali do Mikołajek a stamtąd musieli galopem przejechać przez Górski Las, przez bagniska. Z Sęp gdzie droga była już lepsza docierało się prosto do dworku. Pod koniec XIX wieku podczas remontu, który zleconego wybitnemu mistrzowi, postawiono pokaźne piętro i dobudówkę przy wejściu wspartą na  czterech kolumnach. Dziś już jej nie ma. Z zachowanych wspomnień wynika, że na piętrze stał okrągły stół przykryty białym obrusem a do tego zastawiano go owocami i ciastem z kruszonką. Lepiły się dziecięce palce od słodkości, może do dziś ich zjawy zaglądają do łakoci gdy nikt ich nie nasłuchuje? Jutro zjawią się weselni goście i spróbują tortu na zapowiedź słodkiego życia nowożeńców.

do pary-005yutjdo pary-00120190914_12002453520190914_115653do pary-003fdffdfs

Zbudziło nas słońce o wiele łaskawsze od dźwięku budzika. Oświetliło różanecznik i ostatnie w nim kwiaty. Woda w kranie rozgrzewa się pomału. Jakiej pomady używały kobiety? Czy ich pudry pachniały olejkiem różanym? Romantyczna aura dworku wisi w powietrzu, sączymy herbatę kwiatową. Ostatnie spacery i lektura pod altaną z lip, nasłuchiwanie ptasich odgłosów. Ostatnie też śniadanie na zewnątrz w tym sezonie, pożegnanie lata. Panna młoda niedługo założy welon. Czy któraś z dawnych mieszkanek dworu brała też ślub we wrześniu? Gdzie się podziały ich bukiety ślubne z astrów, dalii i kalin? Co się wydarzyło, że tu zamieszkały? Cały ranek chodzą mi po głowie leniwe myśli o nich. O kobietach.  O pannach młodych, żonach i wdowach. Zajadam myśli obszernym ciastem z kremem i kajmakiem. W końcu to nasze pięć lat i jeden dzień a kolejna, szósta rocznica jest przecież cukrowa…

do pary-00920190914_12135920190914_10442820190914_112421

Wrześniowej Pannie Młodej w tym wyjątkowym dniu chciałam życzyć pięknych wspomnień, kolejnych rocznic ślubu i miłości w gestach, słowach i spojrzeniach.

*

Opuszczony dwór w Dawidach uratował od ruiny pan S. Matuszewicz z żoną wykupując go w 1976 roku i pozbywając się chociażby drzew z wnętrza dworu. Wysoki dach mansardowy kładł się do środka.  Dzisiejszy właściciel po gruntownym remoncie umiejętnie stworzył klimat dawnego dworu wcale nie korzystając przy tym z barokowej stylistyki. Na piętrze w korytarzu ustawiono warmińską skrzynię posagową, do której panny młodej należała?

*

o pałacu w Słobitach: https://wordpress.com/post/kierunekzwiedzania.blog/1291

do pary

 

Na Szlaku · ochrona · Sztuka to z dzieciakiem · Warmia Mazury

ul. Zamkowa, Orneta

Część 1.:     https://kierunekzwiedzania.blog/2019/06/14/obecnie-w-ruinie/

Desktop2

– Poprosimy dwa razy śmietankowe, płatność kartą  – spełniam obietnicę – Niestety, tylko gotówka. Szlag to….zaklinam w duchu. – O nie  i co teraz? – Mikołaj wykrzywia buzię w grymasie i zaczyna litanię – już nigdy w życiu nie zjemy lodów, nie mamy pieniędzy i nie możemy kupić już niczego, dlaczego dałaś… Dalej nie słucham, zaczynam się rozglądać po rynku. Szyld sklepu spożywczego natrętnie wybija się pod malowniczymi arkadami, idziemy. Oto urocza Orneta, którą czasem widywałam przez okna rozklekotanego i nagrzanego PKS-u. Siedziska wysłane zużytą tkaniną przesiąkniętą dymem popularnych papierosów do tej pory wracają do mnie zapachem, który mogę odtworzyć w pamięci na zawołanie. Jednak widok Ornety był za każdym razem tak samo zachwycający a kwaśny posmak w ustach z powodu krętych tras nie mógł tego zmienić.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

– Te dwa lody i zapłacę kartą – mówię. Pan za mną sapnął zirytowany. Wygląda na to, że nikt tu nie płaci kartą i moje pytanie jest absolutnie nie na miejscu. Jakbym wyrzekła się publicznie jakiejś rytualnej czynności, odrzuciła wielopokoleniową kulturę zakupów a tradycja tkana od pokoleń została przeze mnie przerwana. Tylko widzicie państwo, zazwyczaj się słyszy: nie wydam, no nie wydam! Nie mam! Kartą nie może pani?Od 20 zł – stanowczo stwierdza pani ekspedientka. Jesteśmy gdzieś w tym samym wieku, ale dźwięk jej głosu zagrzmiał tak silnie nad moimi myślami, że rozgonił je raz a dobrze. Robimy więc większe zakupy, a pani wygląda na zadowoloną więc zagaduję: czy jest tu w Ornecie zamek albo był? – staram się przybrać miły i wyluzowany ton żeby absolutnie nie wyczytała z mojej twarzy, że kiedyś uczono mnie o Ornecie tylko niewiele z tego pamiętam – coś mi się kojarzy, że powinien być, ale padł mi telefon, jesteśmy przejazdem…– tłumaczę się i robię minę pt.: „wie pani”. Przez chwilę mam wrażenie, że ekspedientka jest moim profesorem, który dokładnie omawiał zabytki miasteczka ale zapamiętałam tylko dekoracje fasady kościoła, rzygacze o niepokojącym obliczu i jakieś majaki dotyczące zamku i czuję jak płonę ze wstydu. – Zamek hmm ale to daleko, na piechotę to pani nie dojdzie. Ostatni raz to nie pamiętam…może w szkole, mała byłam ale nie, chyba nie mamy – zmieszała się dziewczyna. I kto tu kogo przyłapał? Dzieci dobierają się do lodów, zwykłe rożki ale jak widzę im to nie stanowi różnicy. Zaczepiam zakochaną parkę – czy jest tutaj jakiś zamek? – Zamek? nie wiem ja z Lidzbarka to nie wiem, niech pani kogoś starszego zapyta, bo my to nie wiemy, za młodzi jesteśmy. I właśnie nieświadomie doczepił mi łatkę staruchy, bo w końcu biegam dla rozrywki po zamkach. I proszę, wszyscy narzekają że ludzie w telefony zapatrzeni, ale bez internetu niczego się nie dowiesz. Kogo by tu zaczepić…? Idzie kobiecina, dwie siaty w rękach utrzymujące balans. Kołysze się na opasłych biodrach to w lewo to w prawo. Obraz kobiet się tutaj nie zmienia, tak często wyglądały niektóre mamy i babcie gdy byłam mała. Zaczepić, nie zaczepić? Biedna dźwiga te torby… –Przepraszam panią czy był albo jest tu jakiś zamek? Nie sprawdziłam wcześniej a mam wrażenie… –  kolejny raz wyrzucam z siebie wszystkie słowa. – Nieeee kochana, my tu w Ornecie zamku nie mamy, tylko ten rynek – przerywa. – I nic tu nie ma? – upewniam się. – Już mówiłam, nie mamy. Jakoś nie wierzę, przecież musi coś być. Powerbank odratował mój telefon na tyle, że może dam radę cokolwiek sprawdzić. Pani się dalej zastanawia ale chyba bardziej mi się przygląda. Wpisuję: ORNETA ZAMEK. Pozycja pierwsza: Orneta – średniowieczny zamek biskupi (zniszczony). Pani pyta: o! a gdzie to ma niby być? – Ulica Zamkowa – czytam – to daleko? – Nie, to ta tutaj – wskazuje siatką wypchaną warzywami malowniczą uliczkę obok nas. – Czyli to może w szkole było? – pyta zdziwiona. Faktycznie, szkoła postawiona na fundamentach dawnego zamku, ale w samej szkole widać o tym nie uczyli. Ale jest!

SAMSUNG DIGITAL CAMERASAMSUNG DIGITAL CAMERA

Pięknie. Ta uliczka – kadr z filmu „Wenecja”. Przysiedliśmy na murku, wszystko buduje się tu na pewną nastrojowość. Powolność tygodnia, mieszkańcy, kamieniczki, obdrapane tynki i przy tym wszystkim góruje nad miasteczkiem filmowa atmosfera. Zabytkowa plebania przy kościele gdzie ksiądz zaparza ziele mniszka. Mały domek szachulcowy ze spadzistym dachem, który pamięta stukot słynnych furmanek z lokalnej fabryki. Obdrapany drewniany baranek na fasadzie i legendy o Lilianie pochowane w zakamarkach. Dziś w starej synagodze mieszkają ludzie. Na rynku w barokowej wieżyczce drzemie najstarszy na Warmii dzwon. Powoli zbiera się na deszcz. Najbardziej znane z Ornety są dekoracje fasady. Wiśniówki i zendrówki mienią się gotykiem. Gotyk ceglany miał to do siebie, że dekorację architektoniczną tworzono także z cegieł, które były głównym materiałem budowlanym. Można je podziwiać głównie na elewacjach, a ta z Ornety zasługuje na wyróżnienie. Cegłę można było formować w celach dekoracyjnych już na samym początku. Kościół nie tylko posiada wspaniały fryz ale i kaplice boczne z najeżonymi szczytami. Pamięta wojny i pożary które rzygacze, piękne gargulce, maszkarony opluwały wodą opadową. Przeplatają się wzajemnie stare kamienice i nowi powojenni ich mieszkańcy. Nad dachami snuje się z dymem pewien rodzaj melancholii, smutku post-pokoleń. Kiedyś szły tu cygańskie kolorowe wozy Wajsów, a potem nagrywano „Papuszę”. Oglądam mury szkoły. Wędruję wzrokiem po starych cegłach. Zamek miał nietypowy kształt, nieregularny ze względu na ukształtowanie terenu. Różnił się więc na tle innych założeń krzyżackich na terenie Warmii. A cóż to? Drzewo? Na dachu? I teraz grzmią w uszach słowa profesor Rouby. Profilaktyka! Profilaktyka moi drodzy! Drzewo usadowiło się jak bocian na szczycie. Czas na nas, ruszamy w dalszą podróż. Czy wszyscy tu zapomnieli o ulicy Zamkowej, która zapuszcza korzenie w głąb murów dawnego zamku?

ornetaSAMSUNG DIGITAL CAMERA

Cegły układane są według różnych wątków. Główka – wozówka – główka to typowo polski układ. Ceglana dekoracja może występować także ze względu na wykorzystanie cegieł w różnym stopniu jej wypalania. I tak rozróżniamy np. wiśniówkę o intensywnym czerwonym odcieniu czy zendrówkę wypalaną aż do zeszklenia.

Post-pokolenie to termin który określić można także słowem „postmemory” i opisuje związek jaki „pokolenie po” osobiście zmaga się ze zbiorową i kulturową traumą wcześniejszych pokoleń. Temat często wykorzystywany w sztuce w stosunku do doświadczeń, które nowe pokolenia „pamiętają” tylko dzięki historiom, obrazom i zachowaniom wśród których dorastali. Ale te doświadczenia zostały im przekazane tak głęboko i uczuciowo jakby wydawały się same w sobie wspomnieniami. Dotyczy np. zmiany rzeczywistości pod wpływem Holocaustu i traumy jaką wywołała wojna.

20190705_143410

  • Uliczki i kamienice Ornety posłużyły jako plan filmowy do filmów: „Wenecja”, „Papusza”, „Róża”. Nieopodal leżące Krosno, także można zobaczyć w filmach.

https://kierunekzwiedzania.blog/2019/03/11/dwory-i-palace-dawnych-prus-wschodnich-2-jedzmy-wracajmy/

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

  • kadr z filmu „Papusza” przy pałacu w Słobitach

 

ochrona · Sztuk kilka

Wenus jako dzisiejsza celebrytka

Ma na imię Wenus. Zazwyczaj chodzi lekko obnażona bądź zupełnie naga. Można ją spotkać w towarzystwie białych gołębi, na kwiecistych wonnych łąkach. Sunie się wdzięczym krokiem w prześwitujących szatach zostawiając za sobą upojny zapach wiosny. Wenus jest piękna, przesączona erotyzmem. Ogląda się w lusterku, śpiewa miłosne pieśni. Jest przy tym jakby rozleniwiona, mruży oczy do słońca i przysypia owładnięta marzeniami. Trudno sobie pomyśleć, że ta naga, urocza dziewczyna z rozpuszczonymi włosami była niegdyś nazwana paskudną ropuchą, obślizgłym wężem, postacią diabelską. Chrześcijański hejt zdecydowanie narastał przed wiekiem XII.

painting-63186_640

Opinia publiczna była jednak podzielona. Jedni podchodzili z niechęcią do próżności Wenus, inni natomiast kochali jej wygląd i była dla nich prawdziwą inspiracją. Dzięki niej zaczęto hołdować kult kobiecego ciała, a jej wizerunki szybko trafiły w obieg. Ilustrowano jej portretami książki. W XV wieku dekorowano jej postacią prezenty miłosne, szkatułki, skrzynie posagowe, grzebienie i amulety. Jej podobizny były dosłownie wszędzie. Zrobiła karierę nie tylko we Włoszech, stała się ikoną międzynarodową. Szybko zaczęło interesować się nią wytworne towarzystwo, malarze nie odstępowali jej na krok. Wenus była prawdziwą boginią. Stała się symbolem wiosny i płodności. Jej dzieci narodzone w gwiazdozbiorze Taurusa i Libry szybko zaczęły pojawiać się u jej boku. Zostało to uwiecznione w niemieckim podręczniku astrologii. Spacerująca po chmurze Wenus, otoczona girlandą ma w dłoniach bukiet kwiatów i lusterko. Przy jej boku widać Byka i Wagę. Za jej sprawą powstawały liczne ogrody miłosne, pary zażywały rozpustnych kapieli w baniach albo współżyli na ukwieconych łąkach. Niebezpieczne ilustracje co raz częściej trafiały na karty. Pamiętajmy jednak o zasadach – co było dozwolone w pogańskiej starożytności nie w chrześcijańskim średniowieczu! W końcu bezpruderyjne epatowanie nagością Wenus zaczęto cenzurować. Giorgione wprowadza w obieg drugą wersję boginii. Jest to Pudica Wenus czyli Wenus Wstydliwa, obejmująca intymne części. Innym wariantem hamującym erotyzm bijący z obrazów jest ukazywanie Wenus śpiącej, jako że w śnie człowiek jest niewinny, bezbronny. Co dzieje się w śnie, nie dzieje się na prawdę. Wszyscy łyknęli haczyk. Zorganizowano niebawem Konkurs Piękności. W jury zasiadał Parys – królewicz trojański, niestety w chwili gdy kandydatki wyszły na scenę – Parys spał. Oczywista zwyciężczyni niedługo potem trafiła na języki.

REN092-Giorgione_Venus

W 1525 roku boginii była widziana przez M.Michiela na obrazie Giorgiona w Wenecji o czym poinformował media. Obraz przedstawiał Akt Śpiącej Wenus z Kupidynem (bożek miłości) na tle krajobrazu. Kilka lat później inny artysta – Tycjan dokończył dzieło. Obraz w 1699 trafił do rąk Augusta Mocnego elektora Saksonii i króla Polski. Późniejsze doniesienia z początku XVIII wieku donoszą, że Wenus na obrazie była naga, leżała na plecach a na przodzie, w prawym dolnym rogu znajdował się Kupidyn trzymający wróbla w ręku. Przy okazji tych doniesień wynikła niepokojaca kwestia autorstwa obrazu. W dokumentach obraz uznano za oryginał Tycjana. Po aferze z prawami autorskimi ślad po dziele sztuki się zatraca. Kilkakrotnie jeszcze obraz był rejestrowany w katalogach. Ostatnie sprawozdanie komisji galerii z 17 listopada 1837 donosi: „Nieznane. Szkoła wenecka. Śpiąca Wenus, prawa ręka umieszczona nad głową, przy jej odpoczynku siedzi bożek miłości”. Krótko potem Kupidyna zamalowano. W prasie pojawły się druzgoczące komentarze. Giovani Morelli piszacy pod pseudonimem Ivan Lermolief nadał sławy obrazowi pisząc o nim: „Jak takie dzieło, które jest istotą sztuki weneckiej, może zostać tak długo ignorowane przez historyków sztuki? Byłoby to dla mnie prawdziwą zagadką, gdybym nie wiedział z własnego doświadczenia, że w sprawach sztuki najbardziej niesamowite rzeczy są jednak możliwe.”

c31cae5e3ed847cd226d182b6320

Kupidyn od tej historii co raz częściej jest widywany na salonach. Wychodzi z cienia i cała uwaga skupia się teraz na nim. Kim jest i skąd przybył? Czy to za jego sprawą w Renesansie pojawiały się tak śmiałe i swobodne wizerunki Wenus? Jaka tak na prawdę była Wenus w czasach średniowiecznych? Kupidyn jednak tylko śmiało pojawia się na obrazach celując nerzadko łukiem prosto w twarz widza. Zaczęto podważać wyniki konkursu piękności. Podobno Wenus przekupiła Parysa obiecując mu rękę pięknej Heleny. Zamieszanie buduje Fulgencjusz, którego nazwisko staje się synonimem alegorycznych interpretacji trzech kandydatek konkursu miss. Publicysta uważa, że człowiek ma swobodę wyboru spośród trzech opcji stylu życia – contemplativa vita, vita activa, vita voluptaria. Czyli coś dla ducha, dla spraw codziennych, dla ciała. Wenus schodzi na dalszy plan. Wzorują się jednak na niej młodsze dziewczęta. Niestety nie epatują już taką subtelnością i aurą jak boginii Wenus. Ucharakteryzowane na nią są jednak wyłącznie nagimi kobietami na tle krajobrazu. Przybierają na obrazach te same pozy, ale są przy tym lubieżne i śmiało pobudzają zmysły odbiorcy. Jedna z modelek wystąpiła w towarzystwie znanego już wcześniej Amora, który to przybiera rolę mąciciela spokoju, zrzucając z ciała modelki czerwone prześcieradło.

SleepingVenuswithCupid

W drugim obrazie Bordonesa Amor zbliża strzałę w stronę kobiety z wyrzutem w spojrzeniu, Wenus odbiera strzałę. Palma Vechio również zainspirował się tematem podjęcia strzały. Czy Wenus powinna ją chwycić? Co to dla niej oznacza? Otwarcie napisał o tym Owidiusz w Metamorfozach: „obudziało to w Wenus miłość do Adonisa, spowodowane było to przypadkowym zranieniem jej piersi przez strzałę Amora”. Lorenzo Lotto w tym czasie publikuje szokujący obraz z kupidynem i Wenus. Jest na nim przedstawiony Amor w trakcie załatwiania swoich potrzeb fizjologicznych na ciało kobiety. Przedstawienie siusiającego Kupidyna artysta tłumaczy symbolem płodności. Obraz zostaje okrzyknięty dziełem sztuki.

Lorenzo_Lotto_Venus_and_Cupid_25957

Z następczyń Wenus, które zostały ogłoszone wielkim odkryciem (zwłaszcza odkryciem ciała) zaliczyć można przede wszystkim Danae. Pod koniec kariery Wenus pozowała dla głośnej sesji w Urbino. Pierwszy właściciel obrazu to młody Guido Baldo II della Rover, któremu bardzo zależało by szybko wejść w posiadanie obrazu „Donna Nuda”. Tycjan zaaranżował sesję tym razem we wnętrzu. Modelka leży na łóżku, podparta na prawym ramieniu, trzyma na poduszce kwiaty. Złociste włosy odkrywają jej kształtne piersi. Lekko podnosi głowę, ma bezpośredni kontakt wzrokowy z odbiorcą obrazu. Lewą dłonią przysłania łono, dotyka się kusząc i prowokując tym widza. Zamiast Amora obecny jest pies śpiący w nogach łóżka. Jako przeciwwaga na obrazie umieszczono dwie postacie w tle zajmujące się odzieniem Wenus. Widoczne jest erotyczne napięcie, które nie wymaga mitologicznych określeń. Ikonografia obrazu jest jawna – Wenus została przedstawiona jako kurtyzana.

Tiziano_-_Venere_di_Urbino_-_Google_Art_Project

Komentarzom nie było końca. Autor tekstów – Ardingbello w 1781 roku pisze: „Wenus z Urbino to młoda wenezianska pani w wieku siedemnastu lat. Letnią scenerię podkreślają róże i świeże poranne światło. Wewnętrzy blask modelki obejmuje całą przestrzeń obrazu. Dziewczyna kusi swym ciałem, które jest wykorzystywane dla chwilowej przyjemności”. Po latach temat został kontynuowany przez Eduarda Maneta portretującego Olimpię.

Edouard_Manet_-_Olympia_-_Google_Art_Project_3

Kilka lat temu, schorowana Olimpia dała się sfotografować świeżo po odbytej chemioterapii. Sceneria została po części zachowana. Katarzyna Kozyra – autorka projektu chciała podkreślić problem nieukazywania publicznie ciał chorych i starych. Zwraca przy tym uwagę na tabu kobiecego ciała. Ciało pozbawione witalności nie kusi tak bardzo, jest mało zachęcające – co powoduje, że nie jest pokazywane. Dlaczego? To wciąż ciało kobiety. Był to decydujący ruch, rozpoczęło się społeczne oswajanie z problemem cierpienia, starości, chorób.

katarzyna-kozyra-olympia-1996-1347295918_org

Gniew narastał już dawno. W 1914 roku członkini ruchu sufrażystek dosłownie zadźgała nagą Wenus leżącą na płótnie Velázqueza. Zadała jej siedem ran siekierą. Podczas renowacji obrazu, badania wykazały, że kupidyn na obrazie został domalowany w późniejszym czasie. Komu zależało na obecności Amora w towarzystwie Wenus? Kim jest dzisiejsza Wenus?

VelazquezVenues

*Kupidyn – nazywany także Kupido, Amorem co odnosi się do słów „pragnienie”, „pożądanie”, „miłość”. Uchodził za syna Wenus i boga Marsa. Zarażał miłością przy pomocy swoich strzał.

ochrona · Sztuk kilka

Dlaczego drzewa nic nie mówią

O polskich drzewach ostatnio jest głośno. Jak zwykle zbyt późno, co zgodne jest z rodzimym przysłowiem „mądry Polak po szkodzie”. Nie wiem czy to przywiązanie do tradycji czy może faktyczna nieudolność przewidywania wprzód negatywnych skutków. Tragedią w tym wypadku są wycięte drzewa budujące nasz krajobraz. W sumie długo było nam to zjawisko obce i nie zdawaliśmy sobie sprawy skąd te masowe protesty, aż do naszej ostatniej wyprawy z północy na południe kraju. Mieliśmy doskonałą okazję podziwiać zgliszcza, a nasz trzyletni syn nawet się zapytał dlaczego pan robi remont? A tu ani remontu ani drzew. Drzewa są ważne, potrzebne i nie jest to wywód wkręconej ekolożki. Spójrzmy na to pod względem nie tylko estetycznym ale i praktycznym. Drzewa chronią zabytki. Dawniej była to wiedza nie tylko znana każdemu ale i praktycznie wykorzystywana. Do dziś dzięki starym drzewom można rozpoznać gdzie stała cerkiew czy kościół choć same dawno nie istnieją. Drzewa okalały budowlę i chroniły jej ściany przed wiatrem, słońcem, kurzem, zanieczyszczeniami, hałasem i nadawały miejscu osobliwy charakter. Dziś się je wycina, jak niektórzy byli skłonni nawet się wypowiedzieć – po to by kościół widać było z oddali. Jestem zdania, że jesli ktoś ma potrzebę modlitwy to do świątyni trafi choćby była i w lesie. Wycina się drzewa zwłaszcza te stare, pamiętające o wiele więcej niż my i jest to strata nieodwracalna. Wraz z nimi zostaje oszpecony sterczącymi kikutami krajobraz albo co gorsze obszerne pniaki sugerujące piknikowy stolik. Osoba która zdecydowała się na wycięcie dorodnych i zdrowych drzew wokół przybytku z reguły ma w następstwie problemy z wilgocią i szybko traci grunt pod nogami. Ucieka się więc do remontów, zwłaszcza tych nowoczesnych, szybkich, skutecznych i niedrogich a wilgoć wraca. Dlaczego? Takie drzewo potrzebuje wody, ogromną ilość wody, którą pochłania z ziemi. Gdy się je wytnie – woda pozostaje i wchodzi w mury, bo gdzieś musi. Zawilgocenie nie ustaje, można robić dreny, na nowo kłaść tynk, osuszać ale czy warto?

Ten kto oglądał klimatyczny film lub czytał lekturę „Konopielka” wie, że „bez potrzeby drzewo ściąć albo pokaleczyć to grzech straszny” i kończy się to przekleństwem. Zabobony, czary i gusła pozostawmy jednak na bok. W naturze panuje równowaga. Gdy nieumiejętnie podeniemy konary, drzewo odrzuci też część swoich korzeni. W ten sposób łatwo staje się zagrożeniem, zwłaszcza przy drogach. Uczyła mnie o tym sama prof. B.Rouba – specjalistka w tym temacie. Przykry widok zastał nas na wjeżdzie do Lwowa gdzie z rozmachem, przy jednej z głównych ulic pościnano soczystozielone konary drzew. Świeże listeczki smutno usłały ziemię tworząc coś na kształt trawnika. Niestety widok coraz to bardziej znany. Konary należy podcinać ostrożnie w czasie gdy drzewo jeszcze śpi, nie krażą w nim życiodajne soki i nie zużyło jeszcze energii by się zazielenić. Drzewa to pamięć i to nie tylko dawnych miłości symbolizujących się wyrytym sercem z inicjałami. Architektura drewniana również powinna być in situ. Miejmy na uwadze jej wartość i wyższość nad tym co dziś powszechne. Nie psujmy jej nowoczesnymi dodatkami, zachowajmy autentyczność. W tym temacie polecam jeden z krótkich i treściwych filmików zrealizowanych przez Narodowy Instytut Dziedzictwa: „Piękne, polskie, drewniane”.

Kojący audiobook: Sekretne życie drzew, doskonały do słuchania zwłąszcza w aucie gdy dzieciaki śpią z tyłu. Nastrojowa opowieść leśniczego o drzewach i ich społecznych cechach charakteru – nas zaintrygowała. (Na zachętę, poniżej dostępne 10% procent audiobooka).