Sztuk kilka · Warmia Mazury

Dwory i Pałace Dawnych Prus Wschodnich (2.): Jedźmy, wracajmy

Przy każdym kroku z podmokłej ziemi jak z nasiąkniętej gąbki sączy się woda. Staram się ominąć wysokie zarośla i jak najbliżej podejść do opuszczonego budynku stacji kolejowej w Drogoszach. Zawsze jest mi szkoda tych niewielkich stacyjek, które popadają w ruinę. Kiedyś musiało być tu gwarno, pociągi przychodziły i odchodziły, ktoś na kogoś czekał. Moi dziadkowie mieli w zwyczaju podporządkowywać się rozkładom jazdy pociągów do tego stopnia, że na pytanie o której przyjdzie babcia, dziadek odpowiadał: będzie z tym o 17:15 albo mówić: pojechał Ełk, zaraz pogoda. Oglądanie prognozy pogody było czymś niezwykle ważnym choć nigdy nie byłam w stanie pojąć dlaczego. Kamienica dziadków stoi tak blisko torów kolejowych, że przy każdym przejeździe pociągu trzęsły się ustawione na białej serwecie filiżanki w kredensie. Wydawały przy tym niezwykły dźwięk przez który bałam się zostawać sama w mieszkaniu. W tym czasie wierzyłam w  duchy, a one miały najwyraźniej odgłos wysokich tonów obijanej się o siebie porcelany, uroczo malowanej w różane wzory. Potem zdjęto częste połączenia i duchy odeszły. Wracam do auta i jadę do Jegławek. W radiu nadają komunikat, że długotrwała i silna ulewa zalewa Gdańsk. Potoki zamiast ulic – mówią, Gdańsk tonie a ja mam szczęście być tu i teraz. Parkuję przed bramą dawnego majątku rodziny Siegfried.

Prawdziwa historia tego miejsca sięga głęboko pod ziemią, w dwupiętrowych piwnicach pałacu o krzyżowych i kolebkowych sklepieniach. Na krzyżackich podwalinach wybudowano neogotycki pałac porośnięty dzikim winem. Przeplata się tutaj  i plącze wiele historii. W zalanych wodą piwnicach po części spełniały się marzenia Marka będące ułudą wymarzonej podróży do Wenecji. Bardzo chciałam tu przyjechać, poczuć  liryczny i senny nastrój końca lata jaki przedstawiono w filmie. Chciałam by oplotły mnie ulubione historie Odojewskiego i zapachy dzieciństwa. Przed oczami mam jednak tylko zwidy i widziadła: zatopioną tekturową Wenecję, gondoliera rozpoczynającego karnawał, odcisk ust matki na kawałku rozbitej szklanki, cyrk SARASSINI i dziecięcą tęsknotę zamkniętą w blaszanym pudełeczku. Nic nie pasuje do dzisiejszego  wyglądu pałacu. Nie ma śladu po zapachu zbutwiałych piwnic i gry świateł na wodzie. To się tutaj nie wydarzyło, sama iluzja-scenariusz a to miejsce ma własną poetykę w dodatku gęsto usianą liliami wodnymi. Ciekawy architektonicznie obiekt z dwiema wieżami, oknami zamkniętymi łukiem Tudorów i ryzalitami wcale mi się nie podoba. Przyglądam mu się ciut zawiedziona. Może te blanki straciły swoją dostojność i wyglądają jak ze snu cukiernika? Może gdy powracano do oryginalnej bieli tynków wybielono obiekt z wszelkich historii tego miejsca? Nie mogę oderwać wzroku od dachówek tak nazbyt nowych i jednolitych. Stała tu niegdyś drewniana ażurowa weranda, serce majątku. Deszcz zmywa ostatnie kadry z pamięci. Za jakiś czas pałac obroście od północy mchem, wiatr przyniesie kurz i pył który na nim osiądzie. Przyjadę może ponownie i poszukam innej, prawdziwej historii tego miejsca. Skrywa się ona gdzieś głęboko pod ziemią, w starych piwnicach ze studnią i w pałacu porośniętym dzikim winem.

20180906_155017

Dziesięć minut drogi dalej, w Skandławkach jest kolejna posiadłości rodziny Siegfried. To dwór w którym zakochujesz się od razu! Jego idealnie dobrane proporcje późnoklasycystycznej architektury sugerują wyjątkowy gust i smak. Parterowy dwór o dwóch kondygnacjach w bocznych ryzalitach, interesujących detalach architektonicznych, do tego na osi od frontu ustawiono czterofilarowy portyk! Gdy podjeżdżam bliżej zaczyna szczekać pies mieszkańców niskiego domu i na próg wychodzi mężczyzna nakazany głośnym krzykiem kobiety sprawdzić kto przyjechał. Jestem pewna, że jest to nie lada wydarzenie na tym odludziu, zwłaszcza tak nudnej i deszczowej niedzieli jak ta. Turist – mówi ze wschodnim akcentem. A turist już przedziera się przez wysokie trawy i znika im z pola widzenia. Chciałabym móc zobaczyć ten dwór w czasach jego świetności. Jest pewna nastrojowość tego miejsca, coś wisi w powietrzu. Wiatr gwiżdże przez wyszczerbione szyby, czy to duchy Gertrudy i Joachima? Może właśnie kosztują herbatę z pięknych filiżanek? Wyważony w proporcjach, z werandą na tyle dwór wygląda dostojnie. Potem doczytam, że wybudowany został na planach sławnego niemieckiego architekta, to widać. Wracam po obejściu budynku mokra i obczepiona ostami od stóp po same włosy. Zdejmuję z siebie kujące rośliny  i przypomina mi się zabawa z dzieciństwa jak obrzucaliśmy się nimi nazywając je psimi rzepami. Teraz myślę, że była to wyjątkowo okrutna zabawa i wsiadam jeszcze w kolcach do auta. Pies szczeka na pożegnanie ale tym razem już nikt nie wyszedł. Ruszam do kolejnego majątku rodziny Siegfried oddalonego o pięć minut drogi stąd, do Kolkiejm.

Dawne założenie dworsko-parkowe jest w opłakanym stanie. Nic ponad piękny fragment mansardowego dachu i przerażającego pustkowia. Oblatuje mnie strach, jestem blisko granicy i żywej duszy tu nie ma. Jest zawsze coś niepokojącego w tych stronach, jakby nigdy i żadne marzenie miało się tu nie spełnić na prawdę, zwłaszcza w taki pochmurny dzień. W starej kamienicy położonej blisko torów czeka na mnie babcia z niedzielnym obiadem i prognozą pogody podaną z ciśnieniem, kierunkiem i prędkością wiatru. Gdańsk zamienił się w Wenecję – mówi zdziwiona…

SAMSUNG DIGITAL CAMERASAMSUNG DIGITAL CAMERASAMSUNG DIGITAL CAMERASAMSUNG DIGITAL CAMERA

*Film w reżyserii Jana Jakuba Kolskiego oparty na opowiadaniu „Sezon w Wenecji”, autorstwa Włodzimierza Odojewskiego nagrywano m.in. w pałacu w Jegławkach

„Tyle lat minęło. Zjeździł pół świata. Tyle krajów, tyle miast, tyle przeróżnych widoków. Ale nigdy nie był naprawdę w Wenecji, choć wielokrotnie w pobliżu. Nie żeby go nie ciągnęła albo nie budziła ciekawości. Może tylko gdzieś w głębi duszy bał się trochę. Nie, nie bardzo wiedział czego. Wiedział natomiast, że czeka go tam gondola wcale nie podobna do ich olbrzymich balii z piwnicy ciotki Weroniki. Więc nie chciał”.

kolkiejmy

Sztuk kilka · UNESCO

Barok maltański

Złapaliśmy autobus do miejscowości Mellieha. Jest wczesny październik 2014, samo południe. Bryła kościoła wyłoniła się jako pierwsza. Kamienna architektura ma barwę żółtego ugru, jakby ktoś ulepił ją starannie podczas zabawy w piachu. Barok maltański w pełnej odsłonie jawi się przed nami. Stoję na wzgórzu miasteczka, ciepło dotyka mojej twarzy i rzeźbi błogość tego stanu. Nikogo nie ma, upał przegonił mieszkańców. Na niewielkim skrawku urwiska jest cmentarzyk z widokiem na turkusową zatokę – nasz cel dzisiejszej wyprawy. Jak dobrze tym, którzy spoczywają w tej ciszy. Jaszczurki chodzą po tablicach wygrzewając się leniwie w plamach słońca. Ta dziwna korelacja nikogo tu nie razi. Pamiętam obraz „Młodzieniec ukąszony przez jaszczurkę” – wymowny, erotyczny, o dwuznacznej treści. Biały kwiat we włosach zniewieściałego mężczyzny, zaskoczenie na jego twarzy, obnażone ramię i niespodziewane ukąszenie sugerować mogą tylko jedno…Miłość wisi w powietrzu. To nasz honeymoon. Jaszczurki pouciekały, ruszamy dalej.

ładne1ładne

Michelangelo Merisi da Caravaggio wyruszył w drogę szukać swego przeznaczenia. Szczęście niestety bywa zezowate i garbate o czym się wkrótce przekonał. Miał talent, wizję i w niedługim czasie znalazł wpływowych mecenasów. Popularności przysporzyły mu zamówienia na obrazy o tematyce religijnej. Tylko święci z obrazów Caravaggia nie zawsze byli w glorii i chwale. Mówi się, że aniołowie na swych rękach noszą pijanych. Aniołowie Caravaggia sami mają zmącone oczy i umysły. Błogosławieni o brudnych nogach i bezgrzeszne niewiasty z płócien, które można było spotkać wieczorami na ulicach Rzymu – oto jego realizm. Dzieła odrzucano lub kazano przemalować. Realizm przedstawień budził odrazę. Było jednak coś ponad to, coś co nie pozwalało odejść od jego dzieł – wibrujący światłocień docierający do ospałych oczu. Strach szczerze wypisany na twarzach postaci to psychologiczno – malarski majstersztyk. W brutalnych scenach biblijnych słychać krzyk, który utkwił gdzieś w przestrzeni obrazu. Okrzykami zachwytu witała Caravaggia co raz większa grupa zwolenników. To co wprowadza do świata sztuki jest nowoczesne i działa na wyobraźnię. Odchodzi od skostniałego manierystycznego malarstwa bez emocji na rzecz ekspresji. Caravaggio śmiało wykorzystuje technikę CHIAROSCURO, która jak on sam ma jasną i ciemną stronę. Taką technikę opisał już wcześniej Leonardo da Vinci na przykładzie jednego ze swych dzieł: „Madonna w grocie”, ale Caravaggio zdecydowanie ją pogłębia stawiając na mocne kontrasty.

ładne5ładne9

Schodzimy do kaplicy „Our Lady of Grotto” w niedalekiej okolicy kościoła i cmentarza. Ukryte wśród zarośli schody doprowadziły nas pod samą grotę, gdzie w chłodzie kaplicy słychać gorące słowa modlitwy. Za wiernymi ściany obwieszono listami, prośbami i darami wotywnymi. Dzisiejsze wota to kolorowe fotografie, koszulki z nadrukami,  dziecięce zabawki i listy. Łuna światła wpadająca przez świetlik w dachu ledwo oświetla grotę. Zapalone znicze dające nikłą łunę światła otaczają posąg Matki Boskiej z Dzieciątkiem. Z mroku wyłania się jasna figura – Caravaggio gdzieś tu jest… Zaczynamy naszą długą wędrówkę nad zatokę. Jawi się przed nami pejzaż wprost chrystusowy. Wysuszona roślinność, kamienne ścieżki i kaktusy. Wszystko co widzimy ma charakter wanitatywny. Im zachodzimy dalej, krajobraz staje się jakby bardziej martwy, suchy i cichy. Mamy ze sobą świeże, egzotyczne owoce. Kusi nas ich intensywny dojrzały zapach. Zamaczamy usta w miąższu, spijamy esencję a nasze palce robią się lepkie od soku. Malta smakuje słońcem. Gdy Caravaggio malował owoce przedstawiał je z ich niedoskonałościami. Były nadpleśniałe, obite i robaczywe a mimo to apetyczne i piękne. To motyw vanitas, który kryje w dojrzałości owoców  ich przemijanie i nieuchronność zbliżającej się śmierci – tylko czyjej? Jest jednak jeden obraz Caravaggia „Chłopiec z koszem owoców”, czy widzicie go? Owoce są idealne. Alegoria młodości i doskonałości współgra z ciałem młodego mężczyzny. Jego rozchylone wargi, odchylona do tyłu głowa i obnażone ramię są wabiąco zmysłowe. Wciąż jest upalnie, nasza skóra ma smak słonej wody. Podobno Mellieha oznacza „sól”. Widzimy jak woda zmazuje ślady naszych stóp z rozgrzanego piasku, pora nam wracać do Sliemy.

ładne-002ładneładne-001

Caravaggio zaczął być solą w oku dostojników kościoła, gdy podczas bójki uśmiercił młodego mężczyznę. Ranuccio Tomassoni zmarł w 1606 roku. Caravaggio ucieka wtenczas przed wyrokiem. Po jakimś czasie trafia do najbardziej wysuniętej na południe stolicy Europy. Schronienie dostaje w Vallettcie – w zakonie kawalerów maltańskich, gdzie uzyskuje tytuł rycerza zakonu jak i nadwornego malarza. Wiszące nad nim prawo nie zniechęciło go do malowania obrazów. Wciąż tworzy wielkoformatowe dzieła.

DSC00415ładne2

Ruszamy skuterem do Valletty! Jest cudownie! Trzymam go mocno, tuli nas ciepłe powietrze. Widzę klimatyczne uliczki, grę świateł na turkusowej tafli wody. Oto stolica Malty – muzeum pod otwartym niebem! Zwiedzamy ogrody, podziwiamy fort św. Elma, zachodzimy do niepozornej konkatedry św. Jana gdzie znajduje się jeden obrazów Caravaggia. Gdy malarz dostał schronienie na Malcie, był w sile możliwości twórczych. Doskonale zgłębił sposób oddawania różnic w natężeniu światła. Był mistrzem ukazywania na płótnie dramatyzmu, a na twarzach jego postaci malował się należny do sytuacji wyraz tragiczności. Jego obrazy były jak on sam – dosadne, malowane szybko z wieloma poprawkami i dzikie. Dobra passa nie trwała długo, Caravaggio nie pasował do wojskowej dyscypliny zakonu. Ekscentryczny charakter wziął górę nad samokontrolą  i Michelangelo pobił jednego z braci po czym został  wyrzucony ze wspólnoty. Decyzja wydalenia zapadła w konkatedrze pod jego własnym dziełem. Odchodzi, patrząc ostatni raz na „Ścięcie św. Jana Chrzciciela” i kończąc kolejny rozdział swojego burzliwego życia.

ładne-001ładne4Kończymy naszą maltańską wyprawę odwiedzając centralny region wyspy. Ciche miasto, cisza w katakumbach. W kawiarni jemy deser w kształcie kości z białą lukrową polewą. Cisza w opuszczonych rezydencjach i w ogrodach. Nie ma też Caravaggia. Gdy przyszło ułaskawienie złapał wiatr w żagle i popłynął do Rzymu. To była ostatnia droga w jego burzliwym życiu. Może jest gdzieś gdzie jaszczurki wygrzewają się na słońcu, a w dali widać turkusową zatokę. Podziwiamy wzburzone morze z klifu Dingli, grę świateł i cienia w Blue Grotto. Krawowczerwony cynober miesza się z miedzianą zielenią.

DSC00983

 

Valletta została wpisana na Światową listę UNESCO w 1980 roku

 

Sztuk kilka · Sztuka to z dzieciakiem · Uncategorized · UNESCO

W Krainie Jezior

Znacie to wyjątkowe uczucie, gdy powracając do obrazów z dzieciństwa zderzacie się wprost z lawiną miłych wspomnień, które łaskoczą was przyjemnie w okolicy serca? Ilustracje w książkach potęgują przeżycia dziecka i rozwijają wyobraźnię. Pierwsze obrazy najbardziej oddziaływują na psychikę rozwijającego się człowieka i pozostawiają ślad, który ciężko jest wyprzeć z pamięci. Świat pojmowany zmysłowo przez dziecko nie rozpatruje niczego w charakterze pojęciowym. Z tego powodu książeczki dla dzieci powinny być przede wszystkim do oglądania, a obrazek który się w nich znajduje powinien objaśniać tekst.

DSC00912

Tylko kiedy ten obraz staje się tak naprawdę ilustracją? Podczas czytania! Wcześniej jest obrazkiem jak każdy inny. Wygląd książki składa się z szaty zewnętrznej i wyglądu poszczególnych stronnic. Ich wygląd natomiast nie może być przypadkowy. Ilustracja powinna nie tylko korespondować z tekstem, ale być także odpowiednio dobrana do potrzeb dziecka i jego psychiki. Choć są to zazwyczaj grafiki uproszczone i przestylizowane, to rolą ilustratora jest aby starannie dopasować swoją twórczość do przeznaczenia utworu. Styl ilustracji można podzielić na trzy rodzaje. Są ilustracje o charakterze groteskowym – zabawne przedstawienia uwypuklające cechy śmieszne z natury. Przeciwstawnie do karykatury, która to uszczypliwie ośmiesza. Wyodrębniamy także ilustracje realistyczne, które skierować można już do starszych odbiorców, którzy przestają interesować się bajkami i orientują się co jest realne, a co dzieje się tylko w wyobraźni. I ostatni – chyba najwspanialszy ze wszystkich – rodzaj ilustracji bajkowych, w którym wygląd rzeczy czy istot poddaje nas iluzji. Dajemy się unieść emocjom i uwierzyć, że to co widzimy na obrazku jest prawdziwe. Cała magia bajek nie polega na tym, że są nieprawdziwe a  czarujące! Stąd też książki dla dzieci składają się z tekstu + obrazu i jest to nierozerwalna całość. Wykonywanie ilustracji należy do rodzaju sztuki plastycznej, polegającej na konkretyzowaniu tekstu, plastycznej wypowiedzi zgodnie z wielowarstwową budową artystyczną. Same ryciny są rodzajem sztuki użytkowej, stosowanej.

blog

Beatrix Potter angielska autorka ilustracji i powiastek dla dzieci nie miała sobie równych w tamtych czasach. Jej dążenie do twórczego spełnienia, siła i wizja połączone z niezwykłą wyobraźnią do dziś budzą zachwyt. Liryczna rzeczywistość jaką stworzyła w połączeniu ze strojną ilustracją przenosi czytelnika w świat w który każdy chce wierzyć. Czasy wiktoriańskie w których wyrastała zdecydowanie umniejszały rolę kobiety w społeczeństwie. Kobieta miała być piękna, blada, zaradna, pracowita, odpowiedzialna, mieć długie włosy – choć nie powinna rozpuszczać. Powinna mieć wszystko poza fantazją i pomysłem na siebie. Beatrix Potter ten pomysł jednak miała i całą sobą sprzeciwiała się konwenansom realizując uparcie swoje cele. Jako dziewczynka z bogatego domu nie miała zbyt wiele możliwości by cieszyć się wspólną zabawą z innymi dziećmi. Stworzyła więc bogaty świat wyobraźni do którego uciekała. Na podstawie własnych obserwacji zwierząt i przyrody szkoliła swój rysunek. Miała 36 lat gdy po raz pierwszy, po uporczywych staraniach opublikowano opowiastkę „Królik Piotruś”. Odrzucana przez wielu wydawców pierwszą książeczkę z czarno-białymi rysunkami wydrukowała sama i rozdała przyjaciołom. Frederick Warne, który jako pierwszy podjął się wydania historii o Piotrusiu Króliku w 1902 nigdy nie żałował tej decyzji, skończyło się bowiem pasmem sukcesów. W książce „Powiastki” wydawnictwa Wilga można znaleźć wszystkie historie napisane przez autorkę i podziwiać barwne jak i czarno-białe ilustracje z których część została wydana po śmierci Beatrix. Ilustratorka związana była z Krainą Jezior w której osiadła na stałe i gdzie jako mała dziewczynka spędzała wakacje. Cześć z jej bajkowych historii dzieje się właśnie tam.

blog4

Nie tylko Beatrix rozkochała się w niezwykłym krajobrazie północno-zachodniej Anglii. Malarz John Constable zmieniał malowanymi tam pejzażami bieg historii malarstwa. Zachwycony czarownym krajobrazem jako pierwszy wychodził ze sztalugą w plener i malował to co zdołał zaobserwować – odzwierciedlając przy tym prawdziwą paletę barw. Nieuchwytna w pracowni gra świateł, ściśle określona paleta barwna stały się dla malarza synonimem sztuczności. Pozbawione pretensjonalności i efekciarstwa malarstwo pejzażysty długo szokowało widownię i było zbyt śmiałe dla wyuczonych znawców. Urok Krainy Jezior był jednak dla malarza zbyt piękny, by rezygnować z niego dla zmyślonych scenerii. Potrzeba była tylko czasu…John Constable stał się członkiem Akademii. Po zdobyciu złotego medalu na paryskim Salonie za obraz „Wóz z sianem” stał się także inspiracją dla nowego pokolenia malarzy.

Wygląda na to, że jeśli chcesz obudzić w sobie natchnienie twórcze – wybierz się na wycieczkę do hrabstwa Kumbria, gdzie znajduje się niezwykła Kraina Jezior. Może uda Ci się dostrzec niegrzecznego Królika Piotrusia i innych bohaterów z opowiastek Beatrix Potter, które do dziś dopełniają świat dzieci na całym świecie.

 

  • „Ilustracja w książce dla dzieci i młodzieży” S.Szuman
  • W zeszłym roku – Like District w Wielkiej Brytanii zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO
Sztuk kilka

2 km od granicy

Szarobura markotność tegorocznych świąt zaprowadziła nas na niecodzienną wycieczkę. Zatrzymaliśmy się na mazurskiej wsi, w wynajętym domku z malowniczym widokiem. Nieustępliwa ściana deszczu przesłoniła jednak cały pejzaż, a dudniące o szyby krople wprowadzały nas w ospały nastrój. Na taki stan najlepsze okazują się planszówki, a w tym czasie najlepszą okazała się dokładnie ta jedna:

  • Pojawił się w jadalni, co teraz? – Możę pójdę do niego, a Ty idz na sam koniec, tak będzie bezpieczniej, zaraz będzie ich więcej.

W jadalni państwa von Fahrenheit stał solidny dębowy stół, który był wstanie pomieścić całą rodzinę baronów jak i licznych gości przyjeżdżających do Rapy (niem. Angerapp). O wyglądzie jadalni decydowała sama Wilhelmina – żona barona, która pilnowała czujnym okiem dobytku pod nieobecność męża i świeżych kwiatów w wazonie. Pan Friedrich nigdy nie zasiedział w domu zbyt długo, gdy natomiast powracał do swej posiadłości – rodzina najczęściej widywała go nieobecnego duchem. Baron z zaangażowaniem rozwijał swoje pasje konne i kolekcje dzieł sztuki. Założył największą prywatną stadninę koni czystej krwi w Europie. Najczęściej jednak oddalał się w marzeniach do gorących piasków Sahary i planował odkrywcze wyprawy w głąb egipskich piramid. Zazwyczaj przerywał mu czas posiłku. W domu baronów na co dzień podawano dania kuchni pruskiej, w niedzielę nadziewane raki i zupę ze smardzów, która odbijać się będzie czkawką tragedii jeszcze długi czas.

foto glowne

  • w gabinecie pojawiła się zjawa, musimy ją pokonać od razu, bo jeszcze kilka diamentów nam zostało do zabrania!

Gabinet barona był typowym gabinetem światłego pana domu tamtych czasów. Panował słodkawy zapach tytoniu, a gdy ruszyło się opasłe tomiska, uleciały kurz mienił się w świetle słońca wpadającym przez duże okna. Jak to w gabinetach można było tam znaleźć sekretne zakamarki, gdzie Friedrich trzymał swoje artefakty. Były to prawdziwe skarby miłośnika starożytności: urny egipskie, idole, drogocenne kamienie, które hipnotyzowały swoimi kolorami, posągi z obdartymi nosami i fiolki orientalnych zapachów. Zauroczony sztuką dawnego Egiptu, poddał się modzie i pasji, odgadując w czasie wolnym znaczenie tajemniczych hieroglifów. Dodatkowo kolekcjonował współczesne dzieła sztuki, które kupował z ogromną pasją i wyczuciem smaku godnym poszanowania. Zwykł cytować swojego profesora Kanta: Piękne jest to, co podoba się całkiem bezinteresownie. Zasiadał następnie w fotelu i polerował eksponaty bawełnianą  białą chusteczką.

  • w salonie są dwa duchy, może jak nie wyrzucisz dużo oczek to pójdziesz je pokonać?

Baron postanowił  spełnić swe marzenia budując grobowiec dla swojej rodziny na wzór piramid w Egipcie. Widać go było z okna salonu. Stał pośrodku lasu, ustawiony na osi alei parkowej, a drogę do niego ozdobiono rzeźbami. Podobno kształt piramidy ma w sobie coś szczególnego, a nawet magicznego. Piramida leczy choroby, wygina igły w kompasach, zatrzymuje czas i ostrzy żyletki. Do budowy grobowca wynajęto architekta, który wzorując się na prawdziwych egipskich budowlach stworzył konstrukcję sklepienia pod kątem 51°52′. Choć zainteresowanie Egiptem sięgało zenitu przez wzgląd na podboje Napoleona, to w Rapie i okolicznych miasteczkach śmiano się po cichu z barona, który niczym faraon stawia mauzolea godne króla. Szkoda tylko, że warunki klimatyczne różnią się od egipskich i zwłok nie zmumifikują – mówili. Czy baron miał przeczucie, że nim skończy się rok 1811 pochowa tam swoją maleńką Niniette? A może to sama piramida naznaczyła klątwą rodzinę von Farenheit?

IMG_0458

  • w łazience mamy już dwa, na razie nie warto tam iść, najwyżej pójdziemy tam razem jak się pozbędziemy tych obok.

W łazience baron ostrymi żyletkami poprawiał wygląd swojego zarostu, umył twarz letnią wodą i nakręcił wąsa specjalnie wybranym do tego celu woskiem. Dziś wybiera się w podróż do Paryża. Zanim wyjdzie poprawi jeszcze ramkę z projektem termometru Daniela Gabriela – dumę rodzinną, ucałuje żonę i dzieci. Ród Fahrenheitów był jednym z najbardziej poważanych rodów w Prusach Wschodnich. W XVIII wieku Johan Friedrich Wilhelm opuścił Królewiec by zamieszkać w Rapie. Gospodarczy rozkwit ich posiadłości zawdzięczał synowi Friedrichowi, który był nad wyraz niezwykłą postacią.

rapa

Być może pustka jaka została po zmarłym przedwcześnie dziecku, a może zwykła możliwość zmiany na lepsze, skłoniła rodzinę von Fahrenheit do opuszczenia osiemnastowiecznego dworu. Nowe założenie pałacowo – parkowe urządzono w Bejnunach w stylu antykizującym (niem. Beynuhnen – dziś w obwodzie kaliningradzkim). Fritz – syn baronów, któremu ojciec zaszczepił miłość do piękna,  zaaranżował przeprowadzkę i przyczynił się do zaprojektowania ogromnego pałacu w stylu renesansowym. To właśnie w nowej posiadłości na ścianach wisiały najwspanialsze dzieła sztuki z całego świata, w tym obrazy Tycjana, da Vinci. Park zdobiła pokaźna kolekcja rzeźb w tym kopii Grupy Laokoona. Dlaczego wybrali akurat to dzieło pełne grozy i upadku człowieka?  Waleczny  i  silny ojciec, który nie jest w stanie uratować siebie i synów. Wieczorami w pałacu urządzano spotkania miłośników sztuki, gdzie prowadzono żywe wykłady o działach starożytnych i współczesnych. Rezydencję położono wśród upojnie pachnących lip, które otaczały swym cieniem liczne altany i przybytki na wzór świątyń doryckich. Albert Wolf – architekt z wizją, doskonale zrealizował pomysły baronów.

wegrorapa

Niedaleko Rapy, przy mętnych wodach zakola Węgołapy znaleźć można jeden z licznych majątków rodziny. Dziś wieś Meduniszki Wielkie (niem. Groβ Medunischken) jest tak samo zapomniana jak i mieszczące się tam ruiny majątku baronów von Fahrenheit. Smutnie wygląda dziś opuszczony park i ledwo stojące o własnych siłach zabudowania gospodarcze. Wojny, liczne przebudowy i pożary strawiły doszczętnie piękno tego miejsca. Jednak jest w tych zgliszczach wspomnienie dawnego życia, które być może przy lepszej pogodzie byłoby bardziej dostrzegalne.

wegrorapa1IMG_0465

  • Jest już pięć zjaw, jeszcze jedna i przegramy.

Mały kierunkowskaz przywieszony do drzewa pokazał nam drogę o niepewnej nawierzchni. Deszcz zmył doszczętnie ścieżkę i pozostawił grząskie błoto. Chcemy jednak obejrzeć  Grobowiec Steinerów z 1860 położony w środku lasu w miejscowości Zakaucze Wielkie (niem. Gross Sakautschen). Dziś piramida w Rapie jak i grobowiec Steinerów zamknięte są dla zwiedzających, choć można udać się z prośbą o możliwość zwiedzania. 10 km od Rapy rodzina Steinerów miała swój majątek. Dwór z XIX wieku zdobiły cztery lukarnie i różanecznik Marty Steiner.

IMG_0327zakaucze

W środku lasu, na niewielkiej polanie zapomnianego cmentarza ewangelickiego stoi kaplica z kryptą grobową. Bardziej nastrojowej aury do zwiedzania nie można było sobie wymarzyć. Sceneria dookoła kaplicy wydaje się jakby zaaranżowana. Zamknięte drzwi grobowca pobudzają wyobraźnię. Czy rzeczywiście znajdują się tam ciała pochowanych niegdyś małżonków? Jaka była Marta? Czy Alfred kochał ją wystarczająco bardzo? Kto wyrył serce na słupie bramowym? A może to wcale nie Steinerowie, tylko zupełnie ktoś inny zasłużył sobie na nieśmiertelność?

IMG_0321zakaucze1

Nikt nie wie dlaczego ciała w obu grobowcach uległy mumifikacji mimo mazurskiego, wilgotnego terenu. Każe zwłoki pozbawiono też głów. Krąży wiele legend, które tłumaczą te niecodzienne zjawiska. Czy zwłoki zbezcześcili okrutni oprawcy, którzy poszukiwali kosztowności niczym szabrownicy w egipskich piramidach? Czy może w ten sposób starano się odczarować klątwę pomoru bydła? Tak kończy się historia rodziny von Fahrenheit, która miała zjeść trujące grzyby podczas obiadu i skonać w męczarniach. Historie z życia baronów obrosły tak w mity jak ich majątki w chaszcze. Ciężko dokopać się prawdy. Czasem tylko ciekawość zwiedzających, podpowiada im wspiąć się po murze, by dostrzec przez maleńkie okienka grobowca trumny z mumiami i uwierzyć w magiczne moce piramid.

IMG_0449

  • W 1822 roku Jean – Francois Champollion odczytał hieroglify egipskie. 
Jeśli chcecie choć trochę doświadczyć historii rodu rodziny von Farenheit w Gdańsku, to przy ul. Ogarnej 95 znajduje się  kamienica w której narodził się sławny fizyk, twórca termometru rtęciowego i skali temperatur. Model termometru można obejrzeć niedaleko fontanny Neptuna przechodząc bezpośrednio z ulicy Ogarnej.  Do Gdańska rodzinę von Fahrenheit sprowadził dziadek fizyka – Reinhold Fahrenheit, który stał się słynnym i zamożnym kupcem.  
  • gra w którą graliśmy przez cały pobyt na Mazurach nazywa się „Łowcy skarbów” (Treasure Hunters) – Mattel

IMG_0338

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Sztuk kilka

Jak skała

Odsłaniając spod popiołu wulkanicznego Herkulanum i Pompeje nikt z pewnością nie przypuszczał, że to niezwykłe wydarzenie tak szybko odbije się na życiu Warszawy. Spod zastygłej lawy Wezywiusza wydobyto prawdziwy skarb – antyczne miasta, które odrodzone niczym feniks z popiołów ujrzały światło dzienne zachowując przy tym swój dawny kształt. Iskra, która ponownie rozbudziła ciekawość antykiem wkrótce zamieniła się w prawdziwą pasję do wszystkiego co klasyczne. Wraz z nową modą nastąpił szereg przemian ideologicznych. Nadeszła epoka doskonałości, oświecenia, człowieka – wypadało więc zmienić także sztukę, która stosowniej oddawałaby nowe poglądy. Nasza epoka klasycyzmu rozpoczyna się stylem Stanisława Augusta Poniatowskiego, a swój początek bierze w Łazienkach Królewskich. Ten niewykły mecenas, wizjoner, propagator na wstępie ożywił Warszawę, by pod koniec wszystko stracić.

zdjecia blog wawa-001

Wezuwiusz ma wiele imion i jeszcze więcej opowiedziano o nim historii. Jedna z nich tkliwie przedstawia wulkan jako zakochanego młodzieńca, któremu nie dane było związać się ze swą ukochaną. Zazdrośni bogowie przemienili jego piękną wybrankę w wyspę Capri, która do dziś zdumiewa swoją urodą. Młodzieniec jako Wezuwiusz osadzony został u stóp wyspy. Kochankowie choć są blisko siebie nie mogą być razem. Z tego powodu głęboka tęsknota i żal młodzieńca wstrząsa nim tak silnie, że z wnętrza wulkanu niekiedy dochodzą przeraźliwe odgłosy, trzęsienia, wybuchy.

DSC00871

Poznali się w Sankt Petersburgu, miała ciemne włosy i błękitne oczy przypominające włoskie niebo. On uchodził za najbardziej oczytanego, znającego się na kulturze dżentelmena owych czasów. Ona była nieszczęśliwą mężatką, on przyciągał do siebie zwłaszcza nieszczęścia. Połączyła ich szczera przyjaźń, wspólne pasje, ars amandi i dziecko. Z pewnością go kochała, jeszcze długo po jego wyjeździe pisywali do siebie czułe listy. Z czasem coś się zmieniło – jej zdanie, ich pozycja społeczna, obowiązki. Caryca z biegiem lat upodabniała się do architektury Sankt Petersburga, będąc co raz to bardziej chłodną, wyrozumowaną, wyważoną damą.

DSC00716

Król już wcześniej odbywał ożywcze, bardzo rosławione podróże zwane Grand Tour. Przede wszytskim istniało przekonanie, że sztuka ma szanse rozwijać się wyłącznie pod Auzońskim niebem – niebem włoskim, które jak panaceum daje natchnienie i wytchnienie. Niebo to ma bowiem szeroko znane właściwości twórcze. Do szeregu włoskich atrakcji należały ruiny antycznych budowli a także sam Wezuwiusz. Damy na wulkan wnoszono, aby kurz nie osiadał na ich atłasowych pantofelkach i białych pończoszkach. Szukały tam wrażeń i historii wzbudzający dreszczyk podniecających emocji. Wezuwiusz jest jednak w tym zcasie wyciszony, za to Warszawa oddycha pełną piersią stając się domem włoskich talentów i towarzyszek w alkowie króla.

DSC00695

Korona okazała się najlepszym afrodyzjakiem i już podczas koronacji, w dzień św. Katarzyny król Stanisław zrzuca polski strój, by wystąpić w stroju hiszpańskim – obcisłym, pastelowym. Wydawać by się mogło, że urodził się z srebrną łyżką w ustach, a życie w pałacu toczyło się w różowych barwach. Kobiety lgnęły do niego zabawiając swym towarzystwem. Przechadzały się łazienkowskim parkiem, śmiejąc odchylały głowy i mdlały wprost w ramiona króla. Zniakały ukradkiem w Pokoju Bachusa. Księżniczki, markizy, damy, śpiewaczki nietuzinkowe kobiety, zagraniczne, arystokratki, aktorki, artystki, stare, młode, każda opisana na licznych rachunkach królewskich. Urządzały schadzki w ogrodzie chińskim, och! którejś niechcący pantofelek wpadł do wody! Długongie, oczytane, stałe, porywcze i dorywcze, kobiety z najprzedniejszych rodów, pełne wdzięku, powabu i urody. W amfiteatrze wyginały łabędzie szyje, napajały się mitami, odkrywały sensualne opowieści. Wszystkie kochały tę mitologiczną siedzibę bogów. Król niczym sam Apollo wygrywał im pieśni przepojone słodyczą greckiej muzy Erato. Gra miłości i pozorów kryła się za drzwiami teatru Starej Pomarańczarni. Spektakl powoli dobiega końca. Król kończy scenę w roli rosyjskiej marionetki. Ugodzony kiedyś strzałą Amora teraz opuszcza tron z rozkazu ukochanej. Seramida Północy przekreśla raz na zawsze idyllę królewskiego życia, zabiera mu ostanią nadzieję. Raz, dwa, trzy – pstryk, gasną światła. Kurtyna opada, Polska znika na 123 lata. Ktoś z widowni krzyknął: Vivat król! Ars longa, vita brevis! Vivat król!

DSC00709

Polecam zwiedzanie Łazienek Królewskich, w tym wszystkich dostępnych pomieszczeń kompleksu z myślą o tym jak wyjątkowy panował wówczas styl, starając się zrozumieć ówczesną modę, króla i poczuć antycznego ducha. Surowość architektury z pewnością ogrzeją barwne historie z tamtych czasó. Poniżej książka Iwony Kienzler i audiobook – przewodnik, który od formalnej strony przybliży historię Łazienek i ich wyjątkowego wyglądu!

zdjecia blog wawa

 

 

 

 

 

 

ochrona · Sztuk kilka

Wenus jako dzisiejsza celebrytka

Ma na imię Wenus. Zazwyczaj chodzi lekko obnażona bądź zupełnie naga. Można ją spotkać w towarzystwie białych gołębi, na kwiecistych wonnych łąkach. Sunie się wdzięczym krokiem w prześwitujących szatach zostawiając za sobą upojny zapach wiosny. Wenus jest piękna, przesączona erotyzmem. Ogląda się w lusterku, śpiewa miłosne pieśni. Jest przy tym jakby rozleniwiona, mruży oczy do słońca i przysypia owładnięta marzeniami. Trudno sobie pomyśleć, że ta naga, urocza dziewczyna z rozpuszczonymi włosami była niegdyś nazwana paskudną ropuchą, obślizgłym wężem, postacią diabelską. Chrześcijański hejt zdecydowanie narastał przed wiekiem XII.

painting-63186_640

Opinia publiczna była jednak podzielona. Jedni podchodzili z niechęcią do próżności Wenus, inni natomiast kochali jej wygląd i była dla nich prawdziwą inspiracją. Dzięki niej zaczęto hołdować kult kobiecego ciała, a jej wizerunki szybko trafiły w obieg. Ilustrowano jej portretami książki. W XV wieku dekorowano jej postacią prezenty miłosne, szkatułki, skrzynie posagowe, grzebienie i amulety. Jej podobizny były dosłownie wszędzie. Zrobiła karierę nie tylko we Włoszech, stała się ikoną międzynarodową. Szybko zaczęło interesować się nią wytworne towarzystwo, malarze nie odstępowali jej na krok. Wenus była prawdziwą boginią. Stała się symbolem wiosny i płodności. Jej dzieci narodzone w gwiazdozbiorze Taurusa i Libry szybko zaczęły pojawiać się u jej boku. Zostało to uwiecznione w niemieckim podręczniku astrologii. Spacerująca po chmurze Wenus, otoczona girlandą ma w dłoniach bukiet kwiatów i lusterko. Przy jej boku widać Byka i Wagę. Za jej sprawą powstawały liczne ogrody miłosne, pary zażywały rozpustnych kapieli w baniach albo współżyli na ukwieconych łąkach. Niebezpieczne ilustracje co raz częściej trafiały na karty. Pamiętajmy jednak o zasadach – co było dozwolone w pogańskiej starożytności nie w chrześcijańskim średniowieczu! W końcu bezpruderyjne epatowanie nagością Wenus zaczęto cenzurować. Giorgione wprowadza w obieg drugą wersję boginii. Jest to Pudica Wenus czyli Wenus Wstydliwa, obejmująca intymne części. Innym wariantem hamującym erotyzm bijący z obrazów jest ukazywanie Wenus śpiącej, jako że w śnie człowiek jest niewinny, bezbronny. Co dzieje się w śnie, nie dzieje się na prawdę. Wszyscy łyknęli haczyk. Zorganizowano niebawem Konkurs Piękności. W jury zasiadał Parys – królewicz trojański, niestety w chwili gdy kandydatki wyszły na scenę – Parys spał. Oczywista zwyciężczyni niedługo potem trafiła na języki.

REN092-Giorgione_Venus

W 1525 roku boginii była widziana przez M.Michiela na obrazie Giorgiona w Wenecji o czym poinformował media. Obraz przedstawiał Akt Śpiącej Wenus z Kupidynem (bożek miłości) na tle krajobrazu. Kilka lat później inny artysta – Tycjan dokończył dzieło. Obraz w 1699 trafił do rąk Augusta Mocnego elektora Saksonii i króla Polski. Późniejsze doniesienia z początku XVIII wieku donoszą, że Wenus na obrazie była naga, leżała na plecach a na przodzie, w prawym dolnym rogu znajdował się Kupidyn trzymający wróbla w ręku. Przy okazji tych doniesień wynikła niepokojaca kwestia autorstwa obrazu. W dokumentach obraz uznano za oryginał Tycjana. Po aferze z prawami autorskimi ślad po dziele sztuki się zatraca. Kilkakrotnie jeszcze obraz był rejestrowany w katalogach. Ostatnie sprawozdanie komisji galerii z 17 listopada 1837 donosi: „Nieznane. Szkoła wenecka. Śpiąca Wenus, prawa ręka umieszczona nad głową, przy jej odpoczynku siedzi bożek miłości”. Krótko potem Kupidyna zamalowano. W prasie pojawły się druzgoczące komentarze. Giovani Morelli piszacy pod pseudonimem Ivan Lermolief nadał sławy obrazowi pisząc o nim: „Jak takie dzieło, które jest istotą sztuki weneckiej, może zostać tak długo ignorowane przez historyków sztuki? Byłoby to dla mnie prawdziwą zagadką, gdybym nie wiedział z własnego doświadczenia, że w sprawach sztuki najbardziej niesamowite rzeczy są jednak możliwe.”

c31cae5e3ed847cd226d182b6320

Kupidyn od tej historii co raz częściej jest widywany na salonach. Wychodzi z cienia i cała uwaga skupia się teraz na nim. Kim jest i skąd przybył? Czy to za jego sprawą w Renesansie pojawiały się tak śmiałe i swobodne wizerunki Wenus? Jaka tak na prawdę była Wenus w czasach średniowiecznych? Kupidyn jednak tylko śmiało pojawia się na obrazach celując nerzadko łukiem prosto w twarz widza. Zaczęto podważać wyniki konkursu piękności. Podobno Wenus przekupiła Parysa obiecując mu rękę pięknej Heleny. Zamieszanie buduje Fulgencjusz, którego nazwisko staje się synonimem alegorycznych interpretacji trzech kandydatek konkursu miss. Publicysta uważa, że człowiek ma swobodę wyboru spośród trzech opcji stylu życia – contemplativa vita, vita activa, vita voluptaria. Czyli coś dla ducha, dla spraw codziennych, dla ciała. Wenus schodzi na dalszy plan. Wzorują się jednak na niej młodsze dziewczęta. Niestety nie epatują już taką subtelnością i aurą jak boginii Wenus. Ucharakteryzowane na nią są jednak wyłącznie nagimi kobietami na tle krajobrazu. Przybierają na obrazach te same pozy, ale są przy tym lubieżne i śmiało pobudzają zmysły odbiorcy. Jedna z modelek wystąpiła w towarzystwie znanego już wcześniej Amora, który to przybiera rolę mąciciela spokoju, zrzucając z ciała modelki czerwone prześcieradło.

SleepingVenuswithCupid

W drugim obrazie Bordonesa Amor zbliża strzałę w stronę kobiety z wyrzutem w spojrzeniu, Wenus odbiera strzałę. Palma Vechio również zainspirował się tematem podjęcia strzały. Czy Wenus powinna ją chwycić? Co to dla niej oznacza? Otwarcie napisał o tym Owidiusz w Metamorfozach: „obudziało to w Wenus miłość do Adonisa, spowodowane było to przypadkowym zranieniem jej piersi przez strzałę Amora”. Lorenzo Lotto w tym czasie publikuje szokujący obraz z kupidynem i Wenus. Jest na nim przedstawiony Amor w trakcie załatwiania swoich potrzeb fizjologicznych na ciało kobiety. Przedstawienie siusiającego Kupidyna artysta tłumaczy symbolem płodności. Obraz zostaje okrzyknięty dziełem sztuki.

Lorenzo_Lotto_Venus_and_Cupid_25957

Z następczyń Wenus, które zostały ogłoszone wielkim odkryciem (zwłaszcza odkryciem ciała) zaliczyć można przede wszystkim Danae. Pod koniec kariery Wenus pozowała dla głośnej sesji w Urbino. Pierwszy właściciel obrazu to młody Guido Baldo II della Rover, któremu bardzo zależało by szybko wejść w posiadanie obrazu „Donna Nuda”. Tycjan zaaranżował sesję tym razem we wnętrzu. Modelka leży na łóżku, podparta na prawym ramieniu, trzyma na poduszce kwiaty. Złociste włosy odkrywają jej kształtne piersi. Lekko podnosi głowę, ma bezpośredni kontakt wzrokowy z odbiorcą obrazu. Lewą dłonią przysłania łono, dotyka się kusząc i prowokując tym widza. Zamiast Amora obecny jest pies śpiący w nogach łóżka. Jako przeciwwaga na obrazie umieszczono dwie postacie w tle zajmujące się odzieniem Wenus. Widoczne jest erotyczne napięcie, które nie wymaga mitologicznych określeń. Ikonografia obrazu jest jawna – Wenus została przedstawiona jako kurtyzana.

Tiziano_-_Venere_di_Urbino_-_Google_Art_Project

Komentarzom nie było końca. Autor tekstów – Ardingbello w 1781 roku pisze: „Wenus z Urbino to młoda wenezianska pani w wieku siedemnastu lat. Letnią scenerię podkreślają róże i świeże poranne światło. Wewnętrzy blask modelki obejmuje całą przestrzeń obrazu. Dziewczyna kusi swym ciałem, które jest wykorzystywane dla chwilowej przyjemności”. Po latach temat został kontynuowany przez Eduarda Maneta portretującego Olimpię.

Edouard_Manet_-_Olympia_-_Google_Art_Project_3

Kilka lat temu, schorowana Olimpia dała się sfotografować świeżo po odbytej chemioterapii. Sceneria została po części zachowana. Katarzyna Kozyra – autorka projektu chciała podkreślić problem nieukazywania publicznie ciał chorych i starych. Zwraca przy tym uwagę na tabu kobiecego ciała. Ciało pozbawione witalności nie kusi tak bardzo, jest mało zachęcające – co powoduje, że nie jest pokazywane. Dlaczego? To wciąż ciało kobiety. Był to decydujący ruch, rozpoczęło się społeczne oswajanie z problemem cierpienia, starości, chorób.

katarzyna-kozyra-olympia-1996-1347295918_org

Gniew narastał już dawno. W 1914 roku członkini ruchu sufrażystek dosłownie zadźgała nagą Wenus leżącą na płótnie Velázqueza. Zadała jej siedem ran siekierą. Podczas renowacji obrazu, badania wykazały, że kupidyn na obrazie został domalowany w późniejszym czasie. Komu zależało na obecności Amora w towarzystwie Wenus? Kim jest dzisiejsza Wenus?

VelazquezVenues

*Kupidyn – nazywany także Kupido, Amorem co odnosi się do słów „pragnienie”, „pożądanie”, „miłość”. Uchodził za syna Wenus i boga Marsa. Zarażał miłością przy pomocy swoich strzał.

Sztuk kilka

Jak odczytywać „hasiory” Władysława Hasiora i się nie przestraszyć? (part.1)

Studiując w Instytucje Historii Sztuki miałam do czynienia z wieloma pięknymi sztukami. Mam na myśli delikatne oblicza Pięknych Madonn, nastrojowe malarstwo Prerefaelitów czy czarujące wzory Secesji – padło jednak na Hasiora. Sztuka Hasiora towarzyszyła mi zawsze, nawet gdy nie zdawałam sobie do końca z tego sprawy. Dawno temu zaczytywałam się w wierszach S.Grochowiaka, absolutnie je kochałam i uczyłam się ich na pamięć by móc zawsze do nich powrócić. Ich odzwierciedlenie znalazłam w potocznie zwanych „hasiorach” czyli wszelkich dziełach stworzonych przez zakopiańskiego artystę. Jeden z wykładowców w momentach mojego zwątpienia w sens wszelkich starań uniwersyteckich, często opowiadał mi historię ze szkoły, gdy jako uczeń ze swoją klasą odwiedzili pracownię Hasiora, który kilkakrotnie podczas wizyty powtarzał, by nigdy w życiu niczego się nie bali. Jedno zdanie stało się złotym mottem mojego profesora, które wymawiane w kryzysowych momentach daje odwagę by choć spróbować, teraz sama je wykorzystuję. Same dzieła Hasiora mnie wciąż wzruszają i inspirują, nawet gdy w większości przypadków moja wrażliwość na sztukę została poddana wielkiej próbie i niestety przez ten kilkuletni proces kształcenia straciłam zdolność czystej radości patrzenia, bo każde spojrzenie na dzieło włącza wielką maszynę myśli i oceny. Hasior jednak mnie wzrusza, dostarcza mi wrażeń, daje mi szansę na bycie odkrywcą i wciąż zaskakuje. Niestety często na wystawach dzieł Władysława Hasiora, zresztą nie tylko na jego, pada stwierdzenie: i jak to powiesić nad kanapą? Po pierwsze zawsze nasuwa mi się myśl, że jak można obraz wieszać do siebie tyłem, przecież siedząc na kanapie się go nie widzi? Czy telewizor też wieszają by na niego nie patrzeć? A po drugie sztuka nie zawsze jest dekoracyjna i nie musi być „ładna” w ogólnym znaczeniu tego słowa. Sztuka ma wstrząsać, zachwycać, zasmucać, rozśmieszać, zwracać uwagę na coś i tak dalej. Jednym słowem ma w nas wzbudzać emocje i zachęcać do jakiejś postawy. Już się nauczyłam, że Hasior wzbudza najczęściej te negatywne. Moja babcia, której kilka lat temu przedstawiłam temat pracy magisterskiej zapytała się mnie z wielkim żalem: „Ale jak to o Hasiorze, o tym Hasiorze ?! czy nie było nikogo innego do wyboru?”. Oczywiście byli, wybór padł spontanicznie podczas wernisażu jego prac, gdy ukradkiem podsłuchiwałam rozmowy oglądających i uznałam, że tak być nie może. Miałam ogromny żal do świata, że tak wiele osób źle odczytuje tak dla mnie oczywiste symbole. Zwłaszcza na pierwszy odstrzał szły prace gdzie wykorzystane zostały motywy religijne które potraktowano jak bezczelną kpinę i atak w stronę wiary czy kościoła, a co więcej doszukiwano się zachowań bałwochwalczych. Moja praca więc była jednym wielkim zbiorem dzieł z udziałem wątków religijnych i rozpracowywaniem ich na części pierwsze oraz omawianiem wykorzystanych symboli. Każdy kto pisze taką pracę ma wielką wizję, że zostanie ona przeczyta przez większą ilość osób niż zacne grono pedagogiczne i równie strapione terminami serdeczne grono przyjaciół po fachu. Niestety.

Artysta bardzo wcześnie zaczął poszukiwać własnego stylu, odrzucając normy wyniesione z warszawskiej akademii. Przede wszystkim budował asamblaże z przedmiotów codziennego użytku, które w efekcie ulegały transformacji. Przemiana ta odnosiła się przede wszystkim do sfery znaczeniowej rekwizytu. Starał się komentować świat współczesny, zwracając uwagę na politykę, rolę religii i zachowania człowieka. Władysław Hasior do budowania asamblaży i form przestrzennych wykorzystywał proste przedmioty o wielkiej sile wyrazu. Rekwizyt w jego sztuce ma ogromne znaczenie. Jako sugestywny element daje możliwość szerszej wypowiedzi. Artysta zdawał sobie sprawę z bogactwa, jakim obdarzone są przedmioty codziennego użytku, i ich ekspresji plastycznej. Zdecydowana większość prac Hasiora przybiera antropomorficzne kształty i formy totemów. Postacie zrobione z drutu, folii, szkła to pełen symboli magiczny świat artysty. Skodyfikowane przedmioty często mają charakter religijny. Hasior obserwował u ludzi szacunek do przedmiotu, kult religijny oraz piękno narzędzi użytkowych, co dawało mu niewyczerpalne inspiracje. Barwność tradycji, zabobony, przy tym głęboka wiara społeczeństwa, a wszystko to osadzone w powojennym niedostatku i pamięci o terrorze charakteryzują epokę Hasiora. Stworzyło to absurdalną kompilację, o której poprzez swoje dzieła opowiada artysta. Sztuka Władysława Hasiora, która została doceniona w kraju i za granicą, w zasadzie pozostaje nieprzyporządkowana do żadnego konkretnego nurtu. Często zupełnie niesłuszne następuje zaszufladkowanie twórczości artysty do nurtu pop-art. Tymczasem genezy częściowo należy doszukiwać się w dadaizmie, który jednak poza przedmiotem gotowym (ready made) nie ujmuje w całości specyfiki działań Władysława Hasiora. Fatalistyczna postawa artysty widoczna jest w większości jego dzieł. Przede wszystkim twórca nawiązywał do prawiecznego tematu walki dobra ze złem. Motyw ten często był wykorzystywany przez artystów tworzących w duchu sztuki Kościoła Wschodniego, którego spuścizna artystyczna inspirowała Władysława Hasiora. Także traumatyczne wspomnienia z czasu wojny mają swoje kontinuum w jego twórczości. Dodatkowo nadbudowane religijną treścią odnoszą się do nadziei zbawienia dla wszystkich. Podstawowym środkiem ekspresji artysty jest trudny do zdefiniowania symbol. Pozwalało to jednak na dokładniejsze wyrażenie rzeczywistości ujęte przy pomocy znaków i gestów, które przywołują pewne pojęcia. Proces utrwalenia symboliki następuje, gdy dany znak staje się rozpoznawalny dla szerszej grupy. Zakopiański artysta wykorzystuje symbole religijne do pokazania pewnych zjawisk, niekoniecznie mieszczących się w granicach sacrum. Symbolika zawarta w twórczości Hasiora wymaga interpretacji, bowiem odnosi się do wydarzeń złożonych i abstrakcyjnych. Definicja przedmiotu-symbolu nie jest jednoznaczna, ale wielowątkowa, nierzadko trudna do określenia. W sztuce Hasiora wątki religijne łączą się z wątkami wojny czy erotyki, dając w efekcie nową jakość. W swojej twórczości artysta czerpał inspiracje ze sztuki prymitywnej, pełnej jarmarcznych, odpustowych „cudowności”, masek oraz totemów. W działaniach artystycznych Władysława Hasiora przeważała religijność ludowa, która nierzadko ma związek z obrzędami i kultem. Charakteryzuje się naiwnym i sensualnym stosunkiem do pojmowania świata. Hasior pragnął przezwyciężenia społecznych nawyków, co definiuje w pewnej mierze postawę surrealistyczną. Jego dzieła są na granicy snu, jawy i życia codziennego. Kompozycje artysty zbudowane zostały w oderwany od rzeczywistości sposób, połączone z grą symboli i folkloru. Dzieła mają ponadczasowy charakter, zwłaszcza te, w których mowa o ludziach, ich charakterach i postawach. Wyszukane tytuły prac dodają nastroju. Hasior celowo rezygnuje z realistycznych przedstawień, tworząc odpowiednie karykatury. Wybiera elementy, które można skategoryzować jako nowy realizm. Ukazanie przedmiotów, których sama forma już w pierwszym kontakcie silnie oddziałuje na odbiorcę stało się domeną artysty. Władysław Hasior zwracał przez to uwagę na postępujący problem widoczny w kierunku jaki obrało społeczeństwo, zwracając się w stronę konsumpcjonizmu i przemysłu.

To nagranie z programu „Sam na sam” zostało szerzej opisane przez Hannę Kirchner, która została podczas przerwy poinformowana od pań odbierających telefon, że zostało im nakazane przekazywanie wyłącznie połączeń o negatywnych wrażeniach słuchaczy, gdzie w większości były bardzo pozytywne i serdeczne. Hasior niejednokrotnie był krytykowany w Polsce poprzez władzę.

By obejrzeć prace Władysława Hasiora najlepiej udać się do Zakopanego!