Na Szlaku · ochrona · Warmia Mazury

Wdowy, mężatka i przyszła panna młoda

Zjechałam z trasy i podjechałam na tyły dworu żeby na niego popatrzeć. Wiosna dopiero się zaczynała, ktoś łapał pierwsze promienie słońca odpoczywając w ogrodzie. Wtedy obiecałam sobie, że tu wrócę ale już jako gość. Rok później nadarzyła się okazja. Pojawił się wolny pokój i to w piątek trzynastego! Czyżby dzień tak pechowy, że nikt go nie chciał? Nic jednak nie dzieje się przypadkiem, zwłaszcza gdy obchodzi się tego dnia piątą rocznicę ślubu! I tak staliśmy się gośćmi dworu w Dawidach więc marzyć zawsze warto.

20190914_112340

– Dzień dobry. Cisza. Poruszył się królik w klatce. Z kuchni dobiega jakiś szmer, ktoś się tam krząta. Majątek służył kiedyś jako dworek myśliwski, posiadał więc przestronne pomieszczenie do gotowania, oporządzania zwierzyny i wędzarnię. – Dzień dobry – powtarzam i zachodzę głębiej – mieliśmy na dziś rezerwację – mówię. – Ach tak, przepraszam – pani ociera łzy – już, już chwileczkę i zamiast chusteczki używa rękawa – właśnie kroiłam cebulę, jutro mamy tu wesele. Piękną datę wybrali – pomyślałam i uśmiechnęłam się w duchu. Pogoda jak na zamówienie a to przecież pomyślna wróżba. Słońce ciągnie się już ku zachodowi otaczając dwór ciepłym, jesiennym światłem. Obrysowuje kontury stylizowanych mebli a całe wnętrze nabiera przez to wyjątkowego charakteru. Z kuchni unosi się zapach weselnych potraw. Pora odpocząć od zgiełku i dać się ponieść pozytywnym emocjom. Oto dwór wdów, w tym ja – mężatka i przyszła wybranka. Zapowiada się ciekawie. Czy panna młoda ustawiła już ślubne buty na parapecie aby weszło do nich szczęście?

t43t320190914_113537

Pod nogami skrzypią drewniane schody gdy wchodzimy na piętro. Wszystko jest tu zrobione z drewna. Drewniane drzwi, okna, podłogi i meble. W końcu nasza piąta rocznica ślubu też jest drewniana. Dostajemy klucz do pokoju z widokiem na staw i z przestronną łazienką. Chcemy złapać ostatnie promienie słońca wiec nie tracąc czasu udajemy się na spacer malowniczymi wąwozami. Mijamy bogate drzewostany, buki liczące ponad dwieście lat. To dawni strażnicy dworu, pomniki przyrody. W powietrzu wyraźnie czuć jesień, ktoś pali wrześniowe ogniska. Czerwieni się głóg, pola opustoszały, usychają osty i ta cisza jak makiem zasiał. O czym teraz myśli przyszła panna młoda? Co będzie pamiętać z jutrzejszego dnia? Ja przecież pamiętam tak niewiele. Tyle dni już minęło, lat. Uschnął na dobre ślubny bukiet, zamknęłam z pamiątkami urocze ptaszki z korowaja, odłożyłam rusznik na szczęście.

36525336y220190913_182701do pary20190913_185705

Wiatr zwiewa z drzew pożółkłe liście. W spokoju tego miejsca, w zakamarkach sędziwego dworu jesteśmy jak zaczarowani, wszystko nas zachwyca. Z łatwością dobieramy piękne słowa w rozmowach i snujemy historie w salonie przy blasku kominka. W dworze poza nami nie ma innych gości więc za pozwoleniem zwiedzamy wszystkie pokoje. W którym z nich sypiał Wilhelm II z rodziną? Czy opowiadał swej babce, królowej Wiktorii o pobycie tutaj? Przedmioty i detale, wszystko dopracowane. Dopiero jutro dwór ożyje, zjadą się weselnicy jak kiedyś gdy organizowano tu ważne spotkania towarzyskie. Czytam na głos historię tego miejsca: w końcu XV wieku majątek należał do Achatiusa Borcka, a w 1705 roku wdowa po Jerzym Drzewickim sprzedała majątek rodzinie  Dohnów ze Słobit, którzy wznieśli tu dwór… W Dawidach, w  posiadłości o cechach baroku holenderskiego zamieszkiwały samotne kobiety i wdowy z uznanego rodu. Z tego powodu zaczęto dwór nazywać „dworem wdów”. Mam nadzieję, że to żadna mojra ale mimo to przezornie odkładam lekturę. Trzaska ogień w kominku, kolejny łyk wina. Skoro to dwór kobiet niezależnie od ich losu rozmawiały pewnie o miłości. Cisza na stawie, lekko szumi sitowie i głowa.

do pary-004do pary-00720190914_121537do pary-00820190914_120840fds20190913_185503

Szumiało też w miasteczku jak państwo jechali do Dawid. Na piknik i polowanie zbierało się liczne towarzystwo.  Droga ze Słobit wiodła przez piękny pagórkowaty krajobraz, a każdy kto ich widział kłaniał się z szacunkiem. Mężczyźni ściągali czapki czyniąc z nich powitalny gest. Początkowo ruszali do Mikołajek a stamtąd musieli galopem przejechać przez Górski Las, przez bagniska. Z Sęp gdzie droga była już lepsza docierało się prosto do dworku. Pod koniec XIX wieku podczas remontu, który zleconego wybitnemu mistrzowi, postawiono pokaźne piętro i dobudówkę przy wejściu wspartą na  czterech kolumnach. Dziś już jej nie ma. Z zachowanych wspomnień wynika, że na piętrze stał okrągły stół przykryty białym obrusem a do tego zastawiano go owocami i ciastem z kruszonką. Lepiły się dziecięce palce od słodkości, może do dziś ich zjawy zaglądają do łakoci gdy nikt ich nie nasłuchuje? Jutro zjawią się weselni goście i spróbują tortu na zapowiedź słodkiego życia nowożeńców.

do pary-005yutjdo pary-00120190914_12002453520190914_115653do pary-003fdffdfs

Zbudziło nas słońce o wiele łaskawsze od dźwięku budzika. Oświetliło różanecznik i ostatnie w nim kwiaty. Woda w kranie rozgrzewa się pomału. Jakiej pomady używały kobiety? Czy ich pudry pachniały olejkiem różanym? Romantyczna aura dworku wisi w powietrzu, sączymy herbatę kwiatową. Ostatnie spacery i lektura pod altaną z lip, nasłuchiwanie ptasich odgłosów. Ostatnie też śniadanie na zewnątrz w tym sezonie, pożegnanie lata. Panna młoda niedługo założy welon. Czy któraś z dawnych mieszkanek dworu brała też ślub we wrześniu? Gdzie się podziały ich bukiety ślubne z astrów, dalii i kalin? Co się wydarzyło, że tu zamieszkały? Cały ranek chodzą mi po głowie leniwe myśli o nich. O kobietach.  O pannach młodych, żonach i wdowach. Zajadam myśli obszernym ciastem z kremem i kajmakiem. W końcu to nasze pięć lat i jeden dzień a kolejna, szósta rocznica jest przecież cukrowa…

do pary-00920190914_12135920190914_10442820190914_112421

Wrześniowej Pannie Młodej w tym wyjątkowym dniu chciałam życzyć pięknych wspomnień, kolejnych rocznic ślubu i miłości w gestach, słowach i spojrzeniach.

*

Opuszczony dwór w Dawidach uratował od ruiny pan S. Matuszewicz z żoną wykupując go w 1976 roku i pozbywając się chociażby drzew z wnętrza dworu. Wysoki dach mansardowy kładł się do środka.  Dzisiejszy właściciel po gruntownym remoncie umiejętnie stworzył klimat dawnego dworu wcale nie korzystając przy tym z barokowej stylistyki. Na piętrze w korytarzu ustawiono warmińską skrzynię posagową, do której panny młodej należała?

*

o pałacu w Słobitach: https://wordpress.com/post/kierunekzwiedzania.blog/1291

do pary

 

Muzeum Otwarte

W beżowym odcieniu

Na wyspie zamieszkał wiatr. Jeśli coś usłyszysz na tym pustkowiu to z pewnością będzie on. Cicho gra melodie na skrzydłach wiatraków. O wietrznych i nie wiecznych romansach na chwilę. W porywach letnich miłości utrzymuje stałą temperaturę ciał. Unosi tumany beżowego kurzu, buduje z nich miasta.

W sercu surowego krajobrazu jest Ecomuseo, osada. Powstałe z wymarłej wioski siedmiu kamiennych domów. Bielone ściany, czarna koszula i kapelusze. Suchy pejzaż każdego dnia w roku przyodziewa kolor beżowy. Zastygło życie na tej suchej ziemi. Czasem tylko skosztuje ulgi jak z niedzielnego kropidła.

Na podwórzu za rogiem wyrósł aloes. W ocienionym skrawku ziemi Majojero plecie kosze z niedawno kołyszących się na wietrze palm. Spójrz! Ukuł się w palec liściem i pojawiła się czerwona kropla krwi. Tak dziwnie nieprawdziwa w tym beżu.

20190522_13040820190522_135321skansen220190522_13264120190522_132705skansen420190522_133500skansen520190522_14192220190522_13245120190522_13210020190522_132036skansen320190522_141743skansen6

  • camaïeu – termin używany do malowideł, które powstały przy użyciu tylko jednego koloru ale w różnych jego odcieniach.

 

Maj 2019

Ecomuseo La Alcogida

Tefia, Fuerteventura, Hiszpania

Na Szlaku · ochrona · Sztuka to z dzieciakiem · Warmia Mazury

ul. Zamkowa, Orneta

Część 1.:     https://kierunekzwiedzania.blog/2019/06/14/obecnie-w-ruinie/

Desktop2

– Poprosimy dwa razy śmietankowe, płatność kartą  – spełniam obietnicę – Niestety, tylko gotówka. Szlag to….zaklinam w duchu. – O nie  i co teraz? – Mikołaj wykrzywia buzię w grymasie i zaczyna litanię – już nigdy w życiu nie zjemy lodów, nie mamy pieniędzy i nie możemy kupić już niczego, dlaczego dałaś… Dalej nie słucham, zaczynam się rozglądać po rynku. Szyld sklepu spożywczego natrętnie wybija się pod malowniczymi arkadami, idziemy. Oto urocza Orneta, którą czasem widywałam przez okna rozklekotanego i nagrzanego PKS-u. Siedziska wysłane zużytą tkaniną przesiąkniętą dymem popularnych papierosów do tej pory wracają do mnie zapachem, który mogę odtworzyć w pamięci na zawołanie. Jednak widok Ornety był za każdym razem tak samo zachwycający a kwaśny posmak w ustach z powodu krętych tras nie mógł tego zmienić.

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

– Te dwa lody i zapłacę kartą – mówię. Pan za mną sapnął zirytowany. Wygląda na to, że nikt tu nie płaci kartą i moje pytanie jest absolutnie nie na miejscu. Jakbym wyrzekła się publicznie jakiejś rytualnej czynności, odrzuciła wielopokoleniową kulturę zakupów a tradycja tkana od pokoleń została przeze mnie przerwana. Tylko widzicie państwo, zazwyczaj się słyszy: nie wydam, no nie wydam! Nie mam! Kartą nie może pani?Od 20 zł – stanowczo stwierdza pani ekspedientka. Jesteśmy gdzieś w tym samym wieku, ale dźwięk jej głosu zagrzmiał tak silnie nad moimi myślami, że rozgonił je raz a dobrze. Robimy więc większe zakupy, a pani wygląda na zadowoloną więc zagaduję: czy jest tu w Ornecie zamek albo był? – staram się przybrać miły i wyluzowany ton żeby absolutnie nie wyczytała z mojej twarzy, że kiedyś uczono mnie o Ornecie tylko niewiele z tego pamiętam – coś mi się kojarzy, że powinien być, ale padł mi telefon, jesteśmy przejazdem…– tłumaczę się i robię minę pt.: „wie pani”. Przez chwilę mam wrażenie, że ekspedientka jest moim profesorem, który dokładnie omawiał zabytki miasteczka ale zapamiętałam tylko dekoracje fasady kościoła, rzygacze o niepokojącym obliczu i jakieś majaki dotyczące zamku i czuję jak płonę ze wstydu. – Zamek hmm ale to daleko, na piechotę to pani nie dojdzie. Ostatni raz to nie pamiętam…może w szkole, mała byłam ale nie, chyba nie mamy – zmieszała się dziewczyna. I kto tu kogo przyłapał? Dzieci dobierają się do lodów, zwykłe rożki ale jak widzę im to nie stanowi różnicy. Zaczepiam zakochaną parkę – czy jest tutaj jakiś zamek? – Zamek? nie wiem ja z Lidzbarka to nie wiem, niech pani kogoś starszego zapyta, bo my to nie wiemy, za młodzi jesteśmy. I właśnie nieświadomie doczepił mi łatkę staruchy, bo w końcu biegam dla rozrywki po zamkach. I proszę, wszyscy narzekają że ludzie w telefony zapatrzeni, ale bez internetu niczego się nie dowiesz. Kogo by tu zaczepić…? Idzie kobiecina, dwie siaty w rękach utrzymujące balans. Kołysze się na opasłych biodrach to w lewo to w prawo. Obraz kobiet się tutaj nie zmienia, tak często wyglądały niektóre mamy i babcie gdy byłam mała. Zaczepić, nie zaczepić? Biedna dźwiga te torby… –Przepraszam panią czy był albo jest tu jakiś zamek? Nie sprawdziłam wcześniej a mam wrażenie… –  kolejny raz wyrzucam z siebie wszystkie słowa. – Nieeee kochana, my tu w Ornecie zamku nie mamy, tylko ten rynek – przerywa. – I nic tu nie ma? – upewniam się. – Już mówiłam, nie mamy. Jakoś nie wierzę, przecież musi coś być. Powerbank odratował mój telefon na tyle, że może dam radę cokolwiek sprawdzić. Pani się dalej zastanawia ale chyba bardziej mi się przygląda. Wpisuję: ORNETA ZAMEK. Pozycja pierwsza: Orneta – średniowieczny zamek biskupi (zniszczony). Pani pyta: o! a gdzie to ma niby być? – Ulica Zamkowa – czytam – to daleko? – Nie, to ta tutaj – wskazuje siatką wypchaną warzywami malowniczą uliczkę obok nas. – Czyli to może w szkole było? – pyta zdziwiona. Faktycznie, szkoła postawiona na fundamentach dawnego zamku, ale w samej szkole widać o tym nie uczyli. Ale jest!

SAMSUNG DIGITAL CAMERASAMSUNG DIGITAL CAMERA

Pięknie. Ta uliczka – kadr z filmu „Wenecja”. Przysiedliśmy na murku, wszystko buduje się tu na pewną nastrojowość. Powolność tygodnia, mieszkańcy, kamieniczki, obdrapane tynki i przy tym wszystkim góruje nad miasteczkiem filmowa atmosfera. Zabytkowa plebania przy kościele gdzie ksiądz zaparza ziele mniszka. Mały domek szachulcowy ze spadzistym dachem, który pamięta stukot słynnych furmanek z lokalnej fabryki. Obdrapany drewniany baranek na fasadzie i legendy o Lilianie pochowane w zakamarkach. Dziś w starej synagodze mieszkają ludzie. Na rynku w barokowej wieżyczce drzemie najstarszy na Warmii dzwon. Powoli zbiera się na deszcz. Najbardziej znane z Ornety są dekoracje fasady. Wiśniówki i zendrówki mienią się gotykiem. Gotyk ceglany miał to do siebie, że dekorację architektoniczną tworzono także z cegieł, które były głównym materiałem budowlanym. Można je podziwiać głównie na elewacjach, a ta z Ornety zasługuje na wyróżnienie. Cegłę można było formować w celach dekoracyjnych już na samym początku. Kościół nie tylko posiada wspaniały fryz ale i kaplice boczne z najeżonymi szczytami. Pamięta wojny i pożary które rzygacze, piękne gargulce, maszkarony opluwały wodą opadową. Przeplatają się wzajemnie stare kamienice i nowi powojenni ich mieszkańcy. Nad dachami snuje się z dymem pewien rodzaj melancholii, smutku post-pokoleń. Kiedyś szły tu cygańskie kolorowe wozy Wajsów, a potem nagrywano „Papuszę”. Oglądam mury szkoły. Wędruję wzrokiem po starych cegłach. Zamek miał nietypowy kształt, nieregularny ze względu na ukształtowanie terenu. Różnił się więc na tle innych założeń krzyżackich na terenie Warmii. A cóż to? Drzewo? Na dachu? I teraz grzmią w uszach słowa profesor Rouby. Profilaktyka! Profilaktyka moi drodzy! Drzewo usadowiło się jak bocian na szczycie. Czas na nas, ruszamy w dalszą podróż. Czy wszyscy tu zapomnieli o ulicy Zamkowej, która zapuszcza korzenie w głąb murów dawnego zamku?

ornetaSAMSUNG DIGITAL CAMERA

Cegły układane są według różnych wątków. Główka – wozówka – główka to typowo polski układ. Ceglana dekoracja może występować także ze względu na wykorzystanie cegieł w różnym stopniu jej wypalania. I tak rozróżniamy np. wiśniówkę o intensywnym czerwonym odcieniu czy zendrówkę wypalaną aż do zeszklenia.

Post-pokolenie to termin który określić można także słowem „postmemory” i opisuje związek jaki „pokolenie po” osobiście zmaga się ze zbiorową i kulturową traumą wcześniejszych pokoleń. Temat często wykorzystywany w sztuce w stosunku do doświadczeń, które nowe pokolenia „pamiętają” tylko dzięki historiom, obrazom i zachowaniom wśród których dorastali. Ale te doświadczenia zostały im przekazane tak głęboko i uczuciowo jakby wydawały się same w sobie wspomnieniami. Dotyczy np. zmiany rzeczywistości pod wpływem Holocaustu i traumy jaką wywołała wojna.

20190705_143410

  • Uliczki i kamienice Ornety posłużyły jako plan filmowy do filmów: „Wenecja”, „Papusza”, „Róża”. Nieopodal leżące Krosno, także można zobaczyć w filmach.

https://kierunekzwiedzania.blog/2019/03/11/dwory-i-palace-dawnych-prus-wschodnich-2-jedzmy-wracajmy/

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

  • kadr z filmu „Papusza” przy pałacu w Słobitach

 

Muzeum Otwarte · Sztuka to z dzieciakiem

Kotyliony i binokle

W spiekocie słońca o smaku słonego masła orzechowego, na wyspie Long Island zaczęła się nasza przygoda w Ameryce. Znaleźliśmy się w czasach przed wojną secesyjną, gdzie farmerzy wyczesują wielkimi grabiami swój skrawek ziemi. Kobiety pieką aromatyczne placki z owocami, przekładając przy tym jabłka z zasłyszanymi nowinkami. Ubrane w drewniane domy miasteczko sprawia urocze wrażenie. Toczy się leniwie czas jak beczka soli opróżniona po sąsiedzku. Z szerokim uśmiechem na ustach witają nas muzealni aktorzy. Wszystko wokół wygląda jak z filmów, które każdy z nas oglądał. Oto Nowy Świat z przełomu XVIII i XIX wieku. Jesteśmy w open air museum w Old Bethpage Village Restoration.  

skansen-001skansen ny blog-001

Kolonialne domy kryte poziomo deskami lub gontem mają wiele odcieni. Brudne róże i czerwienie mieszają się z wyblakłą kukurydzianą żółcią. Szaro-bure drewno wydaje się być w tym upale świetlistą bielą. Mijamy domy wzorowane na stylu pierwszych emigrantów. Mają kształt drewnianych solniczek, z kominem w centralnej części. Nazywane od swojej formy saltbox houses wyróżniają się niską po jednej stronie linią dachową, co wygląda tak jakby dach przyklęknął na jedno kolano. Za okiennicami skrywają się tajemnice rodzinne urządzone w ciemnym drewnie i portrety ojca narodu. Z Holandii przywieziono modę na drzwi o dwóch skrzydłach. Otwiera się na oścież gabinet lekarski do którego prowadzi drewniana weranda z ustawionym na niej fotelem bujanym. Spokojnie kołyszą się kotyliony i flagi gdzie znajdują się dodatkowe atrakcje. Upał zagania nas do zobaczenia ich wszystkich. Skromnie płynie życie w maleńkim domku rybaka, chwiejące się na słonych wodach i lądzie. Wszystko jest tu zależne od przypływów dobrych wrażeń gości skansenu.

37124609_10215953235399650_4222985752947982336_n37082448_10215953208038966_8884701423044919296_n

W domu połączonym ze sklepem można dostać kolorowe łakocie o korzennych i owocowych smakach. Pod szklaną ladą zachwycają kolorowe pudełka z zapałkami, strugane koniki w drewnie i oryginalne karty do gry. Jednak prawdziwe dyskusje rozgrywają się w sklepie obok. Luyster Store to niewielki sklep z około 1850 roku. Wnętrze ginie w ciemni, słońce oświetla jedynie kontury panującego tu nieładu. Powoli nasz wzrok się przyzwyczaja i słuchamy historii sklepikarza, który jak każdy tutaj mówi przy drzwiach otwartych, głośno i śmiało. Właściciel ma krępą posturę i niewielkie binokle na nosie, które co rusz mu się przekrzywiają. Widać źle znosi upały gdyż nerwowo wyciera co chwilę chusteczką mokre czoło. Otwiera swój sklep tylko raz na jakiś czas, nim uda się ponownie w świat. Zbiera przedtem zamówienia i towary na wymianę. Ze swojej podróży przywozi nowe produkty i wieści ze świata. Nie ma jeszcze pieniędzy w obiegu, z ręki do ręki następuje wymiana. Uścisk dłoni potwierdza umowę. Niedługo zaprzęgnie swój wóz i ruszy w świat pozostawiając po sobie tumany kurzu i wyczekiwanie. Miesza nam się rzeczywistość ze scenerią.

skansen37095853_10215953203078842_4621212724041351168_n

Tutaj dżentelmeni noszą eleganckie kapelusze i załatwiają sprawy w dymie cygara. W maleńkim Hat Shop poznaliśmy technikę wykonywania eleganckich nakryć głowy i elementy stroju męskiego za które trzeba było słono zapłacić. Jak z cylindra wyskakuje kolejna atrakcja. W domu po przeciwnej stronie młoda dziewczyna tka wyśpiewując przy tym miłe dla ucha melodie. Jej sprawne palce wyrabiają tkaninę przeplataną wieloma kolorami, w przerwie wyczesuje i barwi bawełnę. Ma także pięknie zaplecione warkocze wokół głowy. Idziemy na farmę, gdzie przeganiamy gąski i podsłuchujemy rozmowy dziewcząt ubranych w stroje z epoki.  Chowają roześmiane twarze pod białymi czepkami a ich letnie rozkloszowane u dołu suknie sprawiają wrażenie dość ciężkich jak na ten upał. Ciężko się już także oddycha, powietrze staje się jak z ołowiu. Łapiemy trochę cienia i patrzymy jak białe pióra gąsek stworzyły niby ukwieconą łąkę. Opuszczając Powell Farm mamy połowę trasy za sobą. Trwają warsztaty dla dzieci, które śmieją się wesoło poganiając koło patykiem. Urocze dziewczynki uczą się tańczyć i haftować. O dawnych zwyczajach dokształca nas surowy nauczyciel w budynku szkoły. Zasiadamy w ławkach i słuchamy opowieści o uczniach będących solą w oku nauczyciela i sposobie nauczania. Wierzono, że dobra chłosta z gałązek brzozy doskonale przyśpiesza nauczanie i łagodzi nazbyt energiczne zachowanie.

37098451_10215953210319023_6902451166991351808_nskansen ny blog

W barze zwanym saloon można zamówić napoje które tylko na chwilę gaszą pragnienie. Na jego piętrze znajduje klub, gdzie wieczorem po przesunięciu ławek rozpoczynają się tańce i serwują piwo brzozowe. Na zabawie wesoło przygrywa lokalny muzyk wygrywając skoczne melodie. Trochę czasu jeszcze upłynie zanim poczują bluesa. Jego gra jest jednak do tańca i różańca. Nazajutrz w niedzielę wszyscy stawią się pięknie ubrani w białym kościele. Z książeczki do nabożeństw wyrecytują kolejne wersety i przyklękną w pokorze na jedno kolano. Do Abrahama na piwo odeszli już dawno mieszkańcy cmentarza położonego na skraju muzeum. My ruszamy na kolejną przygodę tym razem w magicznych Appalachach.

skansen ny blog-00237095113_10215953195758659_8328672401399218176_n

  • W 1963 r. kościół metodystyczny Manetto Hill był pierwszą budowlą, która została zachowana i przeniesiona do skansenu. Obecnie istnieje 51 zabytkowych budynków i siedem rekonstrukcji, teren obejmuje 209 akrów. Budynki są wybierane w oparciu o ich detal architektoniczny i znaczenie historyczne. 

37148068_10215953195358649_1123832223686983680_n

Muzeum Otwarte · Na Szlaku · Sztuka to z dzieciakiem · Uncategorized

Śledzie po kaszubsku i atomy

Byliście kiedyś w niewielkim muzeum otwartym w Nadolu? Ten maleńki skrawek oddziału Muzeum Ziemi Puckiej skrywa w sobie wiele tajemnic. Rozległe wody jeziora Żarnowieckiego kołyszą zacumowane łodzie a wrześniowa cisza podpowiada, że już po sezonie. Wytężcie jednak wzrok, tam po drugiej stronie jeziora była wieś. Wieś była i wsi nie ma, ot co. Mężczyźni spakowali rodzinny dobytek, kobiety powybierały co lepsze pościele z haftem kaszubskim i wszyscy jak jeden mąż opuścili jedno z najstarszych miejsc osadnictwa na Pomorzu. Rozpoczęła się w Kartoszynie budowa Elektrowni Jądrowej.

blogblog-001

 Wieś była – wsi nie ma, elektrowni zresztą też a ogromne jezioro stoi jak stało. Spokojny rytm szuwar trzcinowych można zauważyć już z zagrody rybackiej. Mieszkańcy wsi z trzciny jeziornej pletli sobie dach nad głową. Sama architektura domów szachulcowych ostro odcina się od jesiennego krajobrazu.  Powstawały z gliny i siana co czyniło je lekkimi tak, że nie zapadły się na podmokłym terenie. Słupy ustawiano w kratkę i malowano czarnym jak noc dziegciem. Przestrzeń między nimi tynkowano, pokrywano białą farbą i powstawała szachownica. Cudo, prawda? Nie mylcie jej z murem pruskim, który wypełniano cegłami.

20180919_153340

W ten sam sposób zrobiono chatę gburską, którą wykupiono od rodziny Rutzów. Drewniana figura Chrystusa Frasobliwego znajduje się przed jej wejściem. To typowe przedstawienie w polskiej kulturze ludowej powstało już w XIV wieku. Zamyślony Chrystus wspierający swą głowę na dłoni najczęściej przedstawiany jest w formie rzeźbiarskiej. Smutne oblicze niosące znaki męki pańskiej urozmaicano koroną cierniową, perizonium, czaszką Adama pod stopą lub berłem czy trzciną w dłoni. 

20180919_153634blog-003

Cichutko w skansenie w Nadolu. Jabłonka kłania się w pas od owocnego urodzaju, gołębnik wyścielił się puchem z piór. Pokryła się śnieżną pierzyną wystawa zabaw zimowych w stodole.  Opuszczone ule i piec chlebowy mówią, że toczyło się tu życie w spokoju i dostatku. Makatka przytacza przysłowia o dobroci i wdzięczności, a na haftowanej serwecie w żółto-niebieskie kwiaty zastawiano półmisek śledzi po kaszubsku. Przypłynęły ostatnim statkiem pasażerskim kończące się ciepłe dni września.

blogblog-002

*Oddział Muzeum Ziemi Puckiej im. Floriana Ceynowy: „Zagroda Gburska i Rybacka”

*Historia rodzin z Kartoszyna została pokazana w filmie „Ojcowizna” (I.Engler)

https://kierunekzwiedzania.blog/2017/07/10/lyzka-dziegciu-w-beczce-miodu/

Co łączy Gdańsk z tymi terenami? Opactwo jak  i jezioro to dawna własność cystersów z Oliwy. Wchodzą w skład trzech głównych kompleksów pocysterskich w ramach Pomorskiej Pętli Szlaku Cysterskiego. Szlak ten to część większego szlaku w Polsce. To jak, zwiedzamy?

20180919_154003

Na Szlaku · Warmia Mazury

Dwory i Pałace Dawnych Prus Wschodnich (1.): Kurs traktorzysty i chińska porcelana.

Malownicze drzewa u skraju drogi, w gęstej zieleni migoczące tafle jezior i ten ożywczy zapach. Jestem na Warmii i Mazurach, jestem w domu. Zamykam tylko okna gdy woń lasu zmienia się w zapach krowiego łajna. Nie umiem jeszcze poradzić sobie z walorami wsi, oto ja – mieszczuch na tygodniowych wczasach. Włączam ulubioną muzykę, śpiewam w głos za Janis Joplin i zatrzymuję się gdy zobaczę coś ciekawego. Deszcz wybija rytm na szybie i wchodzę w ten zapomniany skrawek ziemi. Świat jest wspaniały i mam dostatecznie dużo czasu na zabytki, nic nad komfort samotnych podróży! Auto podskakuje na wyboistych drogach, jadę w podskokach do babci. Łapię tym samym ostatnie dni lata i między rozmowami a babcinymi obiadami urządzam sobie wycieczki po dworach i pałacach dawnych Prus Wschodnich.

drogosze

Jadę przez Parys. Nazwa wsi pięknie mitologiczna. Zatrzymuję się przy kościele, tu wszystkie są do siebie z pozoru podobne. Wysokie mury o kamiennych cokołach z których wyrasta dumna wieża gotyku ceglanego. Kolor mokrego cynobru migocze na horyzoncie. Jasność bielonych tynków i skromna dekoracja architektoniczna na zewnątrz budowli pozwala odnaleźć spokój ducha. Mój najwdzięczniejszy obraz niedzielnych nabożeństw z dzieciństwa, gdy dostawałam pieniążek na tacę, a koleżanki czekały na mnie w odświętnych koszulach przed wejściem. Gdzie podziali się baronii i hrabiowie tutejszych miejsc? Junkier odzyskał wolność i przepadł, a w raz z nim bogactwo dawnych czasów. Obserwuję wieś niedzielnego popołudnia i nie widzę nikogo w wyjściowym stroju, które z pewnością czeka w szafie na ten jeden dzień w tygodniu. Mówiło się: to na niedzielę. Dziś widać niedziela jak każda inna środa czy sobota.  Wiatr zagania pod próg kościoła opadające liście i raczej nic się tu nie wydarzy, pora jechać dalej. W Drogoszach skręcam w lewo zaraz przed przejazdem kolejowym jak nakazała babcia i trafiam na kościół p.w. MB Ostrobramskiej. Spójrzcie na tę kaplicę, to postać dumnego właściciela majątku. Popiersie Bogusława Fryderyka Doenhoffa (in. Dönhoff, Donhoff) wyrzeźbione zostało ręką Johanna Heinricha Meissnera, którego w Gdańsku tak doskonale znamy. Wszystko się plecie i przeplata ciut jesieni, trochę lata.

drogosze1

Tu natomiast wszyscy znają pałac w Drogoszach, to jeden z największych na Mazurach. Babcia opowiadała mi jakim widziała go po wojnie. Sandra jaki był piękny! – mówiła. A później zrobili tam kurs traktorzysty to śmierdziało tylko. Kilka razy z dziadkiem w jakąś wolną niedzielę pojechaliśmy Syrenką obejrzeć pałace i to co zobaczyłam...- zadumała się babcia. –A niech ich piorun trzaśnie, taki piękny pałac zmarnować! A jednak coś z tymi piorunami jest na rzeczy. Korzystam z chwili ciszy i oddzwaniam do koleżankiSandra to Ty? Poznaję po głosie,  słuchaj w mój dom w Gdyni trafił piorun i teraz mamy awarię. Telefon też jakoś nie działa, ale mów – i mówię jej, że tu gdzie jestem,  w Drogoszach przez uderzenie pioruna spaliła się też część pierwszego dworu w końcu XVII wieku. Nie ma żartów, pogoda dalej nienajlepsza. Wszystko się plecie i przeplata nowy pałac, dobre lata.

drogosze1

Deszcz ucichł a ja korzystam z okazji, wychodzę z kryjówki i obchodzę pałac dookoła. Staję na wprost portyku jońskiego. Kolumny to 4 pory roku – życie toczyło się tu przez cały ten czas. Przez 12 miesięcy jak liczba kominków, by ogrzać mieszkańców w 52 pokojach na każdy tydzień z kalendarza. Woalką pajęczyn obrosło 365 okien i rok zatacza koło. Zmieniały się pory roku, gdy z 7 balkonów wróżono pogodę od poniedziałku do niedzieli. Pozmykane puste dziś wnętrza bardzo mnie ciekawią więc sprawdzam odruchowo klamkę, zamknięte. Posprawdzałam okna i szczeliny, dziś nie wejdę. Moje słowo na niedzielę: jeszcze tu wrócę. Pod ryzalitem od strony ogrodu z mokrych ścian w opłakanym stanie odeszła farba. Sama odchodzę bez pożegnania.

SAMSUNG DIGITAL CAMERASAMSUNG DIGITAL CAMERA

Zapłakano gdy podczas pojedynku zginął Stanisław Ernest herbu Dzik, a wraz  z nim zginęła męska linia potomków drogowskich Doenhoffów. Dziś jego postać – marmurowa rzeźba w pałacowym mauzoleum. Mówią, że wspierał króla Augusta II Mocnego z którym uciekła Marianna, jako jego metresa. Zawsze wiedziałam, że kobiety jawią się sprytem i wewnętrzną siłą. Majątek przypadł siostrze Stanisława – Angelice, która wspaniale rozbudowała rezydencję czyniąc z niej niezwykle modne i prężnie działające miejsce. Dziś jej postać – marmurowa rzeźba w pałacowym mauzoleum. Potem przyszła nowa dziedziczka – siostrzenica Angeliki, a w 1945 roku następni i wszystko się zmieniło. Rozgrabili pałac w Drogoszach. Ogołocono wnętrza z arrasów flamandzkich, waz chińskich i sreber z których spijał herbatkę sam  król. Wspaniałe historie ulatują w niepamięć wraz z sypiącym się tynkiem. Nie dasz rady wejść do tej samej rzeki – pisał Heraklit. Guber płynie a jego wspomnienia trafiają do Wielkiej Krainy Jezior. Może i kiedyś wszystko było jak z krainy wymarzonych snów. Dziś pałac stoi pusty. Karety odjechały, sobolowe futro przeżarły mole, daniele pouciekały, a bagnet rozszarpał króla Prus. Fryderyk Wilhelm IV był później reanimowany przez sprawnych konserwatorów zabytków. Kartusz herbowy Doenhoffów zupełnie zdziczał i przepadł. Na wjazd dla karet podjechał Ursus. Wszystko się plecie i przeplata, złoto opada zostaje strata.  

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Posłuchajcie historii o pałacu i samych Drogoszach, którą warto mieć podczas zwiedzania. Radio Olsztyn i program: „Niedziela odkrywców”:  https://ro.com.pl/113519/01113519

 O Drogoszach przypomniała mi wystawa w Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie, zobacz na:  http://muzeum.olsztyn.pl/1687-3392,fotografie-posiadanych-portretow-przedstawicieli-rodu-donhoffow-na-drogoszach-i-friedrichsteinie,18651.html

mapa i kaplica,dwozrec1 SAMSUNG DIGITAL CAMERA

***

Johann Heinrich Meissner działał także w  Gdańsku, jeśli chcesz obejrzeć jego działa to  udaj się na spacer po Starym Mieście i spoglądaj na przedproża. Płaskorzeźby znajdziesz przy ulicy Chlebnickiej, Piwnej i Długim Targu.

 

Muzeum Otwarte · Sztuka to z dzieciakiem

Kolbuszowa

Kolor zielony ma nieskończenie wiele odcieni. Zielono mi w Kolbuszowej. Dojechaliśmy do Parku Etnograficznego Kultury Ludowej. Muzeum otwarte przywitało nas wiosennie i nad wyraz spokojnie. Ogromne rozmiary wiszących na horyzoncie chmur burzowych wcale nie pośpieszają nas ze zwiedzaniem. Zielono mi na skrawku ziemi Rzeszowiaków i Lasowiaków. Prąd ciepłego powietrza unosi się wysoko, rozszerza i ochładza. My chłodzimy się lodami w odcieniu bieli i limonki, bo robi się powoli duszno. Topią się stożki na patyku i maleńkie dziecięce dłonie masz całe w klejącej mazi. Uroczo oblizujesz paluszek po paluszku. Jak konwalie wyglądają kropelki roztopionych lodów na stole. Siedzimy w zabytkowej recepcji z kawiarnią. Przez okno obserwujemy jak idzie noc z deszczowych chmur, pora iść zwiedzać! Wszystko intensywnie pachnie nam soczystą zielenią. Obserwujemy jak ten młody las kołysze się na wietrze. Na Twojej popielatej koszuli pojawiają się pierwsze krople deszczu. Staw jest pełen rechotu żab i unoszącej się nad nim mgły. Chaty już pozamykane, zaglądamy więc przez okna. W chałupie z Wrzaw ma swoją wystawę zabawek nieżyjący już pan Stanisław Naroga. A w jej wnętrzu dawne formy charakterystyczne dla ośrodka z Brzózy Stadnickiej, elementy do tworzenia zabawek i własne nowe formy. W tej ciszy leśnej nie ma zwiedzających, Tylko ja i Ty. Spacerujemy z dziećmi od kapliczki do kapliczki, od paproci do paproci. Do dziś pamiętamy, że było nam w Kolbuszowej jakoś wyjątkowo pięknie, spokojnie i bardzo zielono.

kolbuszowa3kolbuszowa4kolbuszowa1

Musiało minąć trochę czasu jak zaczęto malować zabawki na zielono. Początkowo miały odcień buraczkowo-fioletowy jak zimowe rumieńce na twarzy Marcina Guzego. Wystrugał on raz głowę konia i od tego zaczął się cały korowód zabawek w Brzózie Stadnickiej. Gdy nadchodził okres zimowy i bieda z nudą chętnie zaglądały do okien, Marcin strugał dla wszystkich. Dołączali się do niego sąsiedzi. Uśpione pola nie wymagały opieki, a każdy grosz ze sprzedaży się przyda. Rzeszowiacy nie byli bogaci, nędznie szedł przemysł fabryczny więc w małych chałupach chałupniczo dorabiali chłopi czym się dało. Marcin Guzy koników nie malował, za to miały podstawki na kółkach. Dla starszych wyrabiał fajki zakończone przedstawieniem ludzkiej głowy. Głowę na karku mieli jego następcy, gdy podejrzeli wzory z fabryki zabawek w Leżajsku. Bracia Guzy wraz z siostrą Agnieszką malowali koniki i upiększali je dodatkowo charakterystycznymi czarnymi ciapkami. Wyróżniał ich zabawki także szafranowo – żółty odcień i prosty ornament kwiatowy. Kolekcja wzorów się powiększała. Wytwarzano rozmaitości: łóżeczka i kołyski, kurki dziobiące ziarenka i ptaszki klepotki z ruchomymi skrzydełkami. Popularne w Brzózie Stadnickiej były też pajace na sznurkach i kaczki. Szymon Guzy rzeźbił też duże koniki do karuzeli. Kręciło się w głowie od barw i różności. Wzorów i twórców zabawek przybywało. Założono spółdzielnie, która pozyskiwała od rzemieślników zabawki na sprzedaż. Szybko zakończył się jednak galop sukcesu. Gonitwa za zyskiem obniżyła znacznie jakość produktu i zabawki z Brzózy Stadnickiej poszły na strych. 

kolbuszowakolbuszowa-001

Niemniej jednak w Polsce w odróżnieniu do Zachodu nie istniał przepis cechowy dotyczący zabawkarstwa, co dało pole do rozwoju tej dziedziny. Największy targ zabawek odbywał się na krakowskim Emaus, gdzie w poniedziałek wielkanocny można było kupić barwne cudeńka. Wystawiano tam zabawki od najstarszych znanych form po współczesne autorskie projekty.

DSC08208

Głównym ośrodkiem produkcji stolarskiej na terenach południowo-wschodnich była właśnie Kolbuszowa. Stanowiła centrum ośrodka w którego skład wchodziły liczne wsie i miasteczka. Meble z Kolbuszowej charakteryzowały się prostą bryłą, intarsją geometryczną i roślinną.  Często ornamentyka mebli z Kolbuszowej wskazuje na związki ze sztuką ludową jak wykorzystanie motywu „gwiazdy”. Meble z Kolbuszowej słynęły głównie z integracji funkcji. Jeden mebel potrafił łączyć w sobie trzy rodzaje mebli siedemnastowiecznych: biurko, sekretarzyk, bieliźniarkę. Meble produkowane w Kolbuszowej w inwentarzach są wymieniane jako pierwsze, uznając je za najcenniejsze i piękne. Drugim największym ośrodkiem meblarskim był Gdańsk a wraz z nim jego słynne szafy gdańskie.

 

W niedalekiej odległości od Parku Etnograficznego Kultury Ludowej w Kolbuszowej jest muzeum otwarte w Markowej.

https://wordpress.com/post/kierunekzwiedzania.blog/906

20180808_13540920180808_135433

  • Tadeusz Seweryn „Polskie Zabawki Ludowe”
  • Tekst piosenki „Zielono mi” A. Osieckiej, polecamy wersję K. Nosowskiej czyli N/O Nosowska / Osiecka