Sztuk kilka

2 km od granicy

Szarobura markotność tegorocznych świąt zaprowadziła nas na niecodzienną wycieczkę. Zatrzymaliśmy się na mazurskiej wsi, w wynajętym domku z malowniczym widokiem. Nieustępliwa ściana deszczu przesłoniła jednak cały pejzaż, a dudniące o szyby krople wprowadzały nas w ospały nastrój. Na taki stan najlepsze okazują się planszówki, a w tym czasie najlepszą okazała się dokładnie ta jedna:

  • Pojawił się w jadalni, co teraz? – Możę pójdę do niego, a Ty idz na sam koniec, tak będzie bezpieczniej, zaraz będzie ich więcej.

W jadalni państwa von Fahrenheit stał solidny dębowy stół, który był wstanie pomieścić całą rodzinę baronów jak i licznych gości przyjeżdżających do Rapy (niem. Angerapp). O wyglądzie jadalni decydowała sama Wilhelmina – żona barona, która pilnowała czujnym okiem dobytku pod nieobecność męża i świeżych kwiatów w wazonie. Pan Friedrich nigdy nie zasiedział w domu zbyt długo, gdy natomiast powracał do swej posiadłości – rodzina najczęściej widywała go nieobecnego duchem. Baron z zaangażowaniem rozwijał swoje pasje konne i kolekcje dzieł sztuki. Założył największą prywatną stadninę koni czystej krwi w Europie. Najczęściej jednak oddalał się w marzeniach do gorących piasków Sahary i planował odkrywcze wyprawy w głąb egipskich piramid. Zazwyczaj przerywał mu czas posiłku. W domu baronów na co dzień podawano dania kuchni pruskiej, w niedzielę nadziewane raki i zupę ze smardzów, która odbijać się będzie czkawką tragedii jeszcze długi czas.

foto glowne

  • w gabinecie pojawiła się zjawa, musimy ją pokonać od razu, bo jeszcze kilka diamentów nam zostało do zabrania!

Gabinet barona był typowym gabinetem światłego pana domu tamtych czasów. Panował słodkawy zapach tytoniu, a gdy ruszyło się opasłe tomiska, uleciały kurz mienił się w świetle słońca wpadającym przez duże okna. Jak to w gabinetach można było tam znaleźć sekretne zakamarki, gdzie Friedrich trzymał swoje artefakty. Były to prawdziwe skarby miłośnika starożytności: urny egipskie, idole, drogocenne kamienie, które hipnotyzowały swoimi kolorami, posągi z obdartymi nosami i fiolki orientalnych zapachów. Zauroczony sztuką dawnego Egiptu, poddał się modzie i pasji, odgadując w czasie wolnym znaczenie tajemniczych hieroglifów. Dodatkowo kolekcjonował współczesne dzieła sztuki, które kupował z ogromną pasją i wyczuciem smaku godnym poszanowania. Zwykł cytować swojego profesora Kanta: Piękne jest to, co podoba się całkiem bezinteresownie. Zasiadał następnie w fotelu i polerował eksponaty bawełnianą  białą chusteczką.

  • w salonie są dwa duchy, może jak nie wyrzucisz dużo oczek to pójdziesz je pokonać?

Baron postanowił  spełnić swe marzenia budując grobowiec dla swojej rodziny na wzór piramid w Egipcie. Widać go było z okna salonu. Stał pośrodku lasu, ustawiony na osi alei parkowej, a drogę do niego ozdobiono rzeźbami. Podobno kształt piramidy ma w sobie coś szczególnego, a nawet magicznego. Piramida leczy choroby, wygina igły w kompasach, zatrzymuje czas i ostrzy żyletki. Do budowy grobowca wynajęto architekta, który wzorując się na prawdziwych egipskich budowlach stworzył konstrukcję sklepienia pod kątem 51°52′. Choć zainteresowanie Egiptem sięgało zenitu przez wzgląd na podboje Napoleona, to w Rapie i okolicznych miasteczkach śmiano się po cichu z barona, który niczym faraon stawia mauzolea godne króla. Szkoda tylko, że warunki klimatyczne różnią się od egipskich i zwłok nie zmumifikują – mówili. Czy baron miał przeczucie, że nim skończy się rok 1811 pochowa tam swoją maleńką Niniette? A może to sama piramida naznaczyła klątwą rodzinę von Farenheit?

IMG_0458

  • w łazience mamy już dwa, na razie nie warto tam iść, najwyżej pójdziemy tam razem jak się pozbędziemy tych obok.

W łazience baron ostrymi żyletkami poprawiał wygląd swojego zarostu, umył twarz letnią wodą i nakręcił wąsa specjalnie wybranym do tego celu woskiem. Dziś wybiera się w podróż do Paryża. Zanim wyjdzie poprawi jeszcze ramkę z projektem termometru Daniela Gabriela – dumę rodzinną, ucałuje żonę i dzieci. Ród Fahrenheitów był jednym z najbardziej poważanych rodów w Prusach Wschodnich. W XVIII wieku Johan Friedrich Wilhelm opuścił Królewiec by zamieszkać w Rapie. Gospodarczy rozkwit ich posiadłości zawdzięczał synowi Friedrichowi, który był nad wyraz niezwykłą postacią.

rapa

Być może pustka jaka została po zmarłym przedwcześnie dziecku, a może zwykła możliwość zmiany na lepsze, skłoniła rodzinę von Fahrenheit do opuszczenia osiemnastowiecznego dworu. Nowe założenie pałacowo – parkowe urządzono w Bejnunach w stylu antykizującym (niem. Beynuhnen – dziś w obwodzie kaliningradzkim). Fritz – syn baronów, któremu ojciec zaszczepił miłość do piękna,  zaaranżował przeprowadzkę i przyczynił się do zaprojektowania ogromnego pałacu w stylu renesansowym. To właśnie w nowej posiadłości na ścianach wisiały najwspanialsze dzieła sztuki z całego świata, w tym obrazy Tycjana, da Vinci. Park zdobiła pokaźna kolekcja rzeźb w tym kopii Grupy Laokoona. Dlaczego wybrali akurat to dzieło pełne grozy i upadku człowieka?  Waleczny  i  silny ojciec, który nie jest w stanie uratować siebie i synów. Wieczorami w pałacu urządzano spotkania miłośników sztuki, gdzie prowadzono żywe wykłady o działach starożytnych i współczesnych. Rezydencję położono wśród upojnie pachnących lip, które otaczały swym cieniem liczne altany i przybytki na wzór świątyń doryckich. Albert Wolf – architekt z wizją, doskonale zrealizował pomysły baronów.

wegrorapa

Niedaleko Rapy, przy mętnych wodach zakola Węgołapy znaleźć można jeden z licznych majątków rodziny. Dziś wieś Meduniszki Wielkie (niem. Groβ Medunischken) jest tak samo zapomniana jak i mieszczące się tam ruiny majątku baronów von Fahrenheit. Smutnie wygląda dziś opuszczony park i ledwo stojące o własnych siłach zabudowania gospodarcze. Wojny, liczne przebudowy i pożary strawiły doszczętnie piękno tego miejsca. Jednak jest w tych zgliszczach wspomnienie dawnego życia, które być może przy lepszej pogodzie byłoby bardziej dostrzegalne.

wegrorapa1IMG_0465

  • Jest już pięć zjaw, jeszcze jedna i przegramy.

Mały kierunkowskaz przywieszony do drzewa pokazał nam drogę o niepewnej nawierzchni. Deszcz zmył doszczętnie ścieżkę i pozostawił grząskie błoto. Chcemy jednak obejrzeć  Grobowiec Steinerów z 1860 położony w środku lasu w miejscowości Zakaucze Wielkie (niem. Gross Sakautschen). Dziś piramida w Rapie jak i grobowiec Steinerów zamknięte są dla zwiedzających, choć można udać się z prośbą o możliwość zwiedzania. 10 km od Rapy rodzina Steinerów miała swój majątek. Dwór z XIX wieku zdobiły cztery lukarnie i różanecznik Marty Steiner.

IMG_0327zakaucze

W środku lasu, na niewielkiej polanie zapomnianego cmentarza ewangelickiego stoi kaplica z kryptą grobową. Bardziej nastrojowej aury do zwiedzania nie można było sobie wymarzyć. Sceneria dookoła kaplicy wydaje się jakby zaaranżowana. Zamknięte drzwi grobowca pobudzają wyobraźnię. Czy rzeczywiście znajdują się tam ciała pochowanych niegdyś małżonków? Jaka była Marta? Czy Alfred kochał ją wystarczająco bardzo? Kto wyrył serce na słupie bramowym? A może to wcale nie Steinerowie, tylko zupełnie ktoś inny zasłużył sobie na nieśmiertelność?

IMG_0321zakaucze1

Nikt nie wie dlaczego ciała w obu grobowcach uległy mumifikacji mimo mazurskiego, wilgotnego terenu. Każe zwłoki pozbawiono też głów. Krąży wiele legend, które tłumaczą te niecodzienne zjawiska. Czy zwłoki zbezcześcili okrutni oprawcy, którzy poszukiwali kosztowności niczym szabrownicy w egipskich piramidach? Czy może w ten sposób starano się odczarować klątwę pomoru bydła? Tak kończy się historia rodziny von Fahrenheit, która miała zjeść trujące grzyby podczas obiadu i skonać w męczarniach. Historie z życia baronów obrosły tak w mity jak ich majątki w chaszcze. Ciężko dokopać się prawdy. Czasem tylko ciekawość zwiedzających, podpowiada im wspiąć się po murze, by dostrzec przez maleńkie okienka grobowca trumny z mumiami i uwierzyć w magiczne moce piramid.

IMG_0449

  • W 1822 roku Jean – Francois Champollion odczytał hieroglify egipskie. 
Jeśli chcecie choć trochę doświadczyć historii rodu rodziny von Farenheit w Gdańsku, to przy ul. Ogarnej 95 znajduje się  kamienica w której narodził się sławny fizyk, twórca termometru rtęciowego i skali temperatur. Model termometru można obejrzeć niedaleko fontanny Neptuna przechodząc bezpośrednio z ulicy Ogarnej.  Do Gdańska rodzinę von Fahrenheit sprowadził dziadek fizyka – Reinhold Fahrenheit, który stał się słynnym i zamożnym kupcem.  
  • gra w którą graliśmy przez cały pobyt na Mazurach nazywa się „Łowcy skarbów” (Treasure Hunters) – Mattel

IMG_0338

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s