UNESCO

Pejzaże Romantyzmu

Pakujemy ogromną retro walizkę w kwiaty. Namiot, cztery śpiwory, plandeka i karimaty – są. Stroje kąpielowe i zimowe czapki – odhaczone. Wódka, parówki i chleb. Pierwszy poziom absurdu za nami. Czeka nas wyprawa na Islandię. Wszystko na szybko, połowa rzeczy się nie pomieściła, zgapiliśmy się z wynajęciem auta, bagaż pęka w szwach, ale jakoś to będzie. Jedziemy na lotnisko, poddenerwowani ludzie poubierani w kilka warst na sobie, ciągną się w gigantycznej kolejce. My, równie opatuleni stajemy na końcu kolorów z Decathlonu, uzupełniając szereg o kilka nowych odcieni. Szybciej, no szybciej proszę! Startujemy. Nie powiodło się lądowanie w Keflawiku – zbyt silny wiatr. Wznosimy się w powietrze raz jeszcze. Pilot uspokaja, ale mimo jego zapewnień zdenerwowanie rośnie. Któryś z pasażerów opowiada, że pewnego razu samolot nie wylądował i wrócił do Wrocławia. Szybciej, no szybciej proszę! Uff udało się, jesteśmy!

DSC09326DSC09128

Wieje silny wiatr, jest dość chłodno i dziwnie pusto. Zniknął gwar i pośpiech. Pierwsze co zauważamy, że nikt się tutaj nie pcha, nie biega, nie przekłada w tę i we w tę bagaży. Wszyscy pracują we własnym rytmie, co wydaje nam się bliższe natury. Jeszcze nie możemy się do tego tempa przyzwyczaić. Szybciej, no szybciej proszę – ile można czekać? Jednak czekamy. Czas się leni w swobodzie pracy mieszkańców. Powoli się uspokajamy oddając się panującej harmonii. Wycieczka się rozpoczyna. Cztery dni, nasza czwórka i auto 4×4. Wyjazd pod tym hasłem okaże się podróżą naszego życia.

DSC09470DSC09190DSC09371

Wszystko szumi od wiatru i wodospadów, na każdym kroku coś piękniejszego, nieznanego. Natura rzeźbi krajobraz nie do powtórzenia. Cisza nigdy tak nie była słyszalna jak tutaj. Przestrzeń i my – tak nierealne. Rozbijamy namiot ciemną nocą i nie wiemy do końca gdzie się znajdujemy. Rano naszym oczom ukażą się skaliste zbocza w połowie których unosi się gęsta mgła wyglądająca jak tasiemka. Jej wyrazista biel otacza skały jak wąż i dryfuje w powietrzu. Krajobraz jest dość ciemny i mroczny. W takiej scenerii rodzą się kryminały! Czuję się jak „Wędrowiec” w czarnym płaszczu z obrazu Caspara Dawida Fredrich`a stojąc nad potęgą wodospadu Gulfoss. Jestem w sercu Matki Ziemi otoczona oceanem, lodowcem i wulkanem. Pochłaniam przepotężne pustkowie i wsłuchuję się w szmer dobiegający z oddali. Trochę się boję, ale to miły strach. Oswajamy się z każdym pokonywanym kilometrem. Biegamy po polanach miękiego mchu skacząc radośnie i zanurzając się po kostki w zielonej pierzynie. Trasy off road mają wiele niespodzianek. Dalsza droga jest niebezpieczna więc zostajemy w górach, jutro pokonamy drugą jej część. Skaliste zbocza odsłaniają nam pełną paletę barw. Czy widziałeś kiedyś niebieskie góry? Pokonujemy rzeki, mijamy stada owiec i galopujące konie. Jest życie na tym księżycowym przedpiekle! Islandzka Afrodyta co zrodziła się z fal oceanu ma postać kryształów lodowych wyrzucanych na czarną plażę. Srogość krajobrazu tworzy nowe mity. Tu mieszkają stwory fantazyjne, baśniowe krasnoludy. Mają zbroje wykute w grotach wulkanu. Śpimy pod jednym z nich. Nasze zmysły są wyostrzone do granic. To ostatnia noc tutaj. Nazajutrz pośpiesznie wracamy do domu. Kolejka po bagaż, byle szybciej złapać PKM, odbierać  dzieciaki, wstać do pracy. Szybciej, szybciej proszę! DSC09434DSC09567

Nastojowo:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s