Sztuka to z dzieciakiem

Klucz do spokoju bram

Majówka rozpoczęła się deszczem, a dla mnie dodatkowo wielką wyprawą z dziećmi na południowo-wschodni kraniec Polski. Jesteśmy w Ropience. Widok na góry urzeka bez względu na pogodę. Wszystko zielenieje, a białe płatki drzew owocowych dekorują ogrody. Ludzie jak z obrazów Bruegla, tacy malutcy, widoczni z oddali rozpoczynają prace na swoich pochyłych skrawkach ziemi. Na pagórkach owce, brązowo-białe krowy, konie zachwycają dzieciaki i mnie. Wiosna budzi się do życia nie słońcem a bowiązkami. Z domu gdzie udało nam się na ostatnią chwilę wynająć pokój widać bryłę drewnianego kościółka. Udajemy się tam przy pierwszym spacerze. Tabliczka przy bramie w skrócie opisuje zabytek i jego wyposażenie: „kościół rzymskokatolicki (…) we wnętrzu na uwagę zasługują ołtarze z 1 połowy XIX wieku pochodzące z miejscowej cerkwi oraz znajdujące się w ołtarzu ikony: Matki Boskiej z Dzieciątkiem…”. Brama jest jednak zakręcona prowizorycznym łańcuchem i broni dostępu nawet by móc obejść świątynię dookoła. Kto ma klucz? Jak wygląda ta ikona? Pytam pierwsze napotkane osoby przy pobliskim domu. Okazuje się, że kobieta która pełniła rolę opiekuna świątyni zmarła, a odkąd jej nie ma nikt w Ropience nie wie jak się tam dostać. Widocznie nikomu nie było to do szczęścia potrzebne. Odkąd pisałam pracę licencjacką na temat podkarpackich ikon MB z Dzieciątkiem mam pewną obsesję. Zapytałam moich gospodarzy, którzy w temacie nic nie wiedzieli poza tym, że wnętrze jest prawdopodobnie puste. Gdzie klucz? Do Ropienki internet nie dotarł więc ciężko cokolwiek sprawdzić. Nie po to czytałam całego Sherlocka Holmesa, myślę sobie, żeby tak łatwo dać za wygraną…może ksiądz.

Nazajutrz wybrałam się na plebanię, dzwonię ale nikt nie odpowiada. Dwie starsze panie zmierzające do kościoła oznajmiły, że ksiądz to zjadł obiad i teraz śpi, bo jest przemęczony po czterech mszach. Niech śpi. Panie natomiast zgodnie stwierdziły, że na pewno w temacie klucza duchowny nic nie wie, a jeśli ktoś wie to mąż zmarłej – pan Drozd, który w Ropience już nie mieszka. Uznały także, że faktycznie ołtarz wewnątrz jest ale to nie ikony a malowidła, takie zwykłe obrazy. Pewnie tak to wygląda, wiek XVII rozpoczął się okcydentalizacją sztuki cerkiewnej. Dwie konwencje twórcze się przenikają tym bardziej w ołtarzu z XIX wieku. Hodegetria czy Eleusa, co tam może być? Drugi typ przedstawień to uroczy w sztuce przykład wyrażania miłości między matką a synem. Opowieść zwykłej kobiety tulącej do siebie dziecko o którym wie, że odejdzie za wcześnie (rotulus jest symbolem wyjawienia przez Chrystusa tajemnicy swojej śmierci). Temat uniwersalny w obliczu choroby, wojen ale i niezwykle popularny. Nie ukrywam, że najbardziej mi na nim zależało. Tytuł Eleusa jest przypisywany jednak też szerszej gamie przedstawień, ale każde z nich nakreśla bliską relację matki z synem. W skrócie, tak dla ciekawostki Episkepsis to przedstawienie Dzieciątka czule obejmującego szyję Marii, tulące się do jej policzka. Kardiotissę natomiast wyróżnia Jezus trzymający ręce na jej ramionach. Pełne ekspresji jest przedstawienie Pelagonitissy. Rozbawione dziecię wspina się ku twarzy Marii dotykając jej policzka. Matka trzyma rozbrykanego Syna oburącz. Rozróżnia się jeszcze wariant Glykofilusy, co oznacza Matkę Boską miłościwą. Jest jednak zasadnicza różnica w przedstawieniu gestykulacji ich wizerunków. W typie Eleusy Matka Boska przyjmuje pieszczoty syna, gdy w przedstawieniach „słodkomiłującej” sama nimi obdarza. Niestety, charakterystyczne różnice z czasem zacierają się i przez to są to wizerunki bardzo do siebie podobne. Zatarły się też poszlaki klucza i chyba zostawię temat poszukiwań na kilka dni.

Wsadzam dzieciaki do auta i przemierzamy szlaki architektury drewnianej odkrywając kolejne bieszczadzkie cuda. Liskowate – cerkiew w stylu bojkowskim, prawdziwy rarytas ale akurat trwają prace konserwatorskie. Stefkowa, Ustjanowa Górna, Hoszów, Krościenko, Łodyna, Wojtkowa zaliczone. Dziś niedziela „dzień otwarty“ więc obeszło się bez kluczy. Przywozimy po wyprawie słodki zapach drewna i idziemy na przywitanie naszych przyjaciół, którzy jak my wybrali Ropienkę.

Polecam nieodłączny mój element podróży na południe, wielokrotkie oglądany film i soundtrack do niego „Wino truskawkowe”, książkę „Opowieści galicyjskie” (A.Stasiuk) na podstawie której nakręcono film.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s